Miało być zmazanie plamy po porażce w ubiegłym tygodniu, lecz niestety, niedziela przyniosła drugą przegraną Anwilu Włocławek. Tym razem Rottweilery nie sprostały Asseco Gdynia 58:67, grając na bardzo słabej skuteczności przez niemalże całe spotkanie.
Nie tak wyobrażali sobie początek sezonu koszykarze, trenerzy, a także kibice Anwilu Włocławek. Drużyna, wobec której oczekiwania są co roku bardzo wysokie, rozpoczęła rozgrywki od dwóch porażek, a styl gry zdecydowanie jest daleki od ideału. W meczu przeciwko Asseco Gdynia, włocławianie po raz kolejny zaprezentowali się bardzo chaotycznie w ataku, co przełożyło się aż na 19 strat. Dodatkowo, ofensywa Anwilu nie tylko nie była dokładna, ale również nie była skuteczna. Na 61 rzutów, do kosza Asseco wpadło tylko 20 prób (33 procent), z czego zza łuku włocławianie trafili tylko trzykrotnie w 26 rzutach.
Tym większe zdziwienie budzi gra Rottweilerów, iż ekipa Mariusza Niedbalskiego rozpoczęła niedzielny pojedynek z impetem. Pierwsze punkty w Hali Mistrzów w sezonie 2014/2015 zdobył kapitan zespołu, Seid Hajrić, a gdy po celnej trójce dodali Chase Simon i Greg Surmacz, tablica wyników wyświetliła rezultat 8:0. Jak się jednak później okazało, było to najwyższe prowadzenie gospodarzy tego popołudnia.
Po słabym początku, gdynianie zmienili strategię gry w defensywie, a trener David Dedek zdecydował się na pewne ryzyko, maksymalnie zagęszczając obszar podkoszowy, a odpuszczając strefę za linią 6,75 metra. Biorąc jednak pod uwagę, że w pierwszej kwarcie włocławianie trafili trzy z sześciu prób dystansowych, a później przestrzelili 20 kolejnych, manewr ten śmiało można uznać za kluczowy dla losów spotkania.
Mimo indolencji za łukiem, Anwil prowadził do przerwy 36:33, dzięki skutecznej postawie Simona, Surmacza oraz Konrada Wysockiego, którzy mieli na swoim koncie łącznie 20 oczek. Po przerwie jednak tercet ten dodał tylko trzy punkty, a Brandon Brown, który próbował wziąć na swoje barki ciężar gry w ataku, trafił w tej części meczu tylko dwa z dziewięciu rzutów. Tymczasem gdynianie z każdą minutą prezentowali się coraz solidniej i wygrywając czwartą kwartę aż 25:9, wyszli na prowadzenie 58:45.
Rottweilery starały się wrócić do gry i kilkukrotnie przewaga Asseco malała do pięciu oczek, ale ogółem po 40 minutach walki Anwil zdobył tyle punktów, ile rywale po trzech kwartach - wspomniane 58. Zespołowi Davida Dedka wystarczyło zatem tylko kilkukrotnie trafić do kosza w czwartej odsłonie, a i tak niedzielną batalię zakończyli pozytywnym akcentem.
- Zagraliśmy skandalicznie. Innych słów na ocenę gry mojego zespołu nie znajduję - powiedział trener Mariusz Niedbalski, opisując sytuację bez zbędnych epitetów.
Anwil Włocławek - Asseco Gdynia 58:67 (21:19, 15:14, 9:25, 13:9)
Anwil: Brown 14, Hajrić 11, Wysocki 9, Simon 7, Surmacz 6, Eitutavicius 3, Witliński 3, Raczyński 2, Vaughn 2
Asseco: Kowalczyk 10, Radosavljević 10, Walton 9, Galdikas 8, Matczak 8, Szczotka 8, Aťołnierewicz 5, Parzeński 2