Unikać walki pod koszem i ograniczać grę do centrów, czy pójść na wymianę ciosów i zafundować kibicom pojedynek gladiatorów Edwards - Kulig? Oto pytanie, na które odpowiedź znaleźć muszą trenerzy Anwilu Włocławek przed czwartkowym meczem z PBG Basketem Poznań (początek o 19.00).
Unikać walki pod koszem i ograniczać grę do centrów, czy pójść na wymianę ciosów i zafundować kibicom pojedynek gladiatorów Edwards - Kulig? Oto pytanie, na które odpowiedź znaleźć muszą trenerzy Anwilu Włocławek przed czwartkowym meczem z PBG Basketem Poznań (początek o 19.00).
Na szczęście, mało prawdopodobne jest, by Anwil przestał szukać w ataku Corsleya Edwardsa, a PBG Basket nagle odkrył w swoich szeregach innego ofensywnego lidera niż Damian Kulig. Oznacza to, że w Arenie (poznańskiej oczywiście) oko w oko staną dwaj najlepsi centrzy Tauron Basket Ligi. Zapowiada się arcyciekawy pojedynek, w którym bezpośrednio porównamy umiejętności Amerykanina i Polaka.
Póki co, statystycznie obaj mają wiele wspólnego. Mierzą po 205 cm, są bardzo silni, ale w grze nie bazują tylko na wykorzystaniu mięśni. Edwards jest liderem ligi pod względem punktów zdobywanych na mecz (średnio 17.6), a Kulig zajmuje trzecie miejsce (17.1). Obaj trafiają średnio 6.3 razu na mecz i dużo zbierają: Polak ma średnią 5.4, a Amerykanin 6.9. Różni ich to, że center z Poznania lubi rzucać z obwodu, a włocławianin uczynił to tylko raz, niejako ze złości, gdy drużynie nie szło w meczu z Treflem Sopot.
O tym, że w meczu z PBG Basketem (o ile nikt nikogo nie zaskoczy) będziemy oglądać pojedynki centrów świadczy też fakt, że gospodarze są drużyną potrafiącą mądrze grać na swojego lidera. Częste izolacje na Kuliga i szukanie go w ataku sprawia, że ciężar zdobywania punktów jest w dużej mierze oparty na nim. Poza tym, pod nieobecność Aleksandra Lichodziejewskiego Polak będzie musiał spędzić więcej minut na parkiecie i tym samym częściej brać odpowiedzialność na siebie.
O tym jak niebezpieczna może być ekipa z Poznania przekonali się PGE Turów i Zastal. Obydwa te zespoły musiały uznać wyższość drużyny trenera Miliji Bogicevicia, a to na pewno nie jest jeszcze limit niespodzianek, jakie może ona sprawić. Tym bardziej, że szkoleniowiec PBG Basketu swojej szansy upatruje w grze w hali Arena, w której jego ekipa wystąpi po raz pierwszy w tym sezonie. W miniony poniedziałek poznaniacy również grali w dużym obiekcie w Łodzi i wygrali aż 83:56. Ma to być znak, że potężne gabaryty hali im sprzyjają.
Tymczasem, Anwil dotąd raczej przegrywał w dużych obiektach (Łódź i Sopot), ale po pierwsze Arena wielkością im jednak nie dorównuje (mieści 4200 widzów), a po drugie nasi koszykarze wierzą w swoje umiejętności, a nie kubaturę hali. – Gdy jesteśmy na parkiecie, to trudno nas zdeprymować. W Poznaniu zamierzamy wykorzystać dobrą grę naszych liderów i bez względu na okoliczności budować swoją przewagę. Świetnie gra Corsley Edwards, wrócił Seid Hajrić, rozkręca się John Allen, to muszą być nasze atuty – mówi kapitan drużyny Łukasz Majewski.
Możliwe, że Anwil wystąpi w najsilniejszym składzie. Od decyzji trenera Emira Mutapcicia zależeć będzie gra Lorinzy Harringtona, który wrócił do treningów z drużyną i gdy tylko odzyska pewność siebie znów będzie mocnym punktem zespołu. Nie wiadomo, czy szkoleniowiec Anwilu zdecyduje się już w czwartek skorzystać z jego usług, ale pewne jest, że para Szubarga – Maciejewski nie ustąpi pola w Poznaniu.
Mecz rozpocznie się o godz. 19.00, a bezpośrednią transmisję przeprowadzi Radio GRA.
Póki co, statystycznie obaj mają wiele wspólnego. Mierzą po 205 cm, są bardzo silni, ale w grze nie bazują tylko na wykorzystaniu mięśni. Edwards jest liderem ligi pod względem punktów zdobywanych na mecz (średnio 17.6), a Kulig zajmuje trzecie miejsce (17.1). Obaj trafiają średnio 6.3 razu na mecz i dużo zbierają: Polak ma średnią 5.4, a Amerykanin 6.9. Różni ich to, że center z Poznania lubi rzucać z obwodu, a włocławianin uczynił to tylko raz, niejako ze złości, gdy drużynie nie szło w meczu z Treflem Sopot.
O tym, że w meczu z PBG Basketem (o ile nikt nikogo nie zaskoczy) będziemy oglądać pojedynki centrów świadczy też fakt, że gospodarze są drużyną potrafiącą mądrze grać na swojego lidera. Częste izolacje na Kuliga i szukanie go w ataku sprawia, że ciężar zdobywania punktów jest w dużej mierze oparty na nim. Poza tym, pod nieobecność Aleksandra Lichodziejewskiego Polak będzie musiał spędzić więcej minut na parkiecie i tym samym częściej brać odpowiedzialność na siebie.
O tym jak niebezpieczna może być ekipa z Poznania przekonali się PGE Turów i Zastal. Obydwa te zespoły musiały uznać wyższość drużyny trenera Miliji Bogicevicia, a to na pewno nie jest jeszcze limit niespodzianek, jakie może ona sprawić. Tym bardziej, że szkoleniowiec PBG Basketu swojej szansy upatruje w grze w hali Arena, w której jego ekipa wystąpi po raz pierwszy w tym sezonie. W miniony poniedziałek poznaniacy również grali w dużym obiekcie w Łodzi i wygrali aż 83:56. Ma to być znak, że potężne gabaryty hali im sprzyjają.
Tymczasem, Anwil dotąd raczej przegrywał w dużych obiektach (Łódź i Sopot), ale po pierwsze Arena wielkością im jednak nie dorównuje (mieści 4200 widzów), a po drugie nasi koszykarze wierzą w swoje umiejętności, a nie kubaturę hali. – Gdy jesteśmy na parkiecie, to trudno nas zdeprymować. W Poznaniu zamierzamy wykorzystać dobrą grę naszych liderów i bez względu na okoliczności budować swoją przewagę. Świetnie gra Corsley Edwards, wrócił Seid Hajrić, rozkręca się John Allen, to muszą być nasze atuty – mówi kapitan drużyny Łukasz Majewski.
Możliwe, że Anwil wystąpi w najsilniejszym składzie. Od decyzji trenera Emira Mutapcicia zależeć będzie gra Lorinzy Harringtona, który wrócił do treningów z drużyną i gdy tylko odzyska pewność siebie znów będzie mocnym punktem zespołu. Nie wiadomo, czy szkoleniowiec Anwilu zdecyduje się już w czwartek skorzystać z jego usług, ale pewne jest, że para Szubarga – Maciejewski nie ustąpi pola w Poznaniu.
Mecz rozpocznie się o godz. 19.00, a bezpośrednią transmisję przeprowadzi Radio GRA.