Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Dru Joyce: Wykorzystałem szansę

Środa, 13 Stycznia 2010, 1:00, Michał Fałkowski

W barwach Anwilu Włocławek Dru Joyce rozegrał już dziesięć meczów, z których aż dziewięć było zwycięskich. Amerykanin pokazał w nich, że na tle Polskiej Ligi Koszykówki może być zawodnikiem nieprzeciętnym i jego przejście do Anwilu można uznać za wewnętrzny, ligowy transfer sezonu. Zapraszamy do lektury podsumowania pierwszej rundy wg Dru Joycea.

W barwach Anwilu Włocławek Dru Joyce rozegrał już dziesięć meczów, z których aż dziewięć było zwycięskich. Amerykanin pokazał w nich, że na tle Polskiej Ligi Koszykówki może być zawodnikiem nieprzeciętnym i jego przejście do Anwilu można uznać za wewnętrzny, ligowy transfer sezonu. Zapraszamy do lektury podsumowania pierwszej rundy wg Dru Joycea.
Jak spędza święta Bożego Narodzenia Amerykanin we Włocławku?

Mieliśmy zbyt mało czasu, żeby lecieć do domów, więc spędziłem ten czas we Włocławku. Namiastkę rodzinnej atmosfery dał mi Internet. Widziałem całą swoją rodzinę przez kamerę.

W Polsce doczekaliśmy się prawdziwej zimy. Jak ty czujesz się w naszym klimacie?

Nie różni się on od klimatu panującego w moich rodzinnych stronach. Pochodzę z Ohio, a tam też zimą potrafi nieźle przymrozić i przysypać śniegiem. Podobno teraz jest tam ponad trzydzieści centymetrów śniegu. Tak więc pogoda w Polsce wcale mnie nie przeraża.

W takim razie, zapewne bardzo tęskniłeś za białymi świętami w Ohio, zwłaszcza że – chyba możemy to powiedzieć – czeka tam na ciebie narzeczona, która…

… spodziewa się mojego dziecka. Niedawno dowiedzieliśmy się, że będzie to dziewczynka. Urodzi się w kwietniu. Jeszcze nie wiem, czy zaraz po narodzinach przyjadą do mnie do Włocławka, czy zobaczymy się dopiero po sezonie. Niestety, kwiecień w polskiej lidze jest bardzo pracowity i pewnie nie będzie szansy, żebym wyjechał na kilka dni do Stanów. Takie jest życie sportowca – ciekawe, ale też wymagające wielu wyrzeczeń.

Czy taka rozłąka jest najtrudniejszym elementem kariery?

Myślę, że tak. Jeśli ktoś, tak jak ja, zawsze był otoczony swoją rodziną, to takie rozstanie jest trudne. Ja nie musiałem nawet wyjeżdżać na studia do innego stanu. Aż do rozpoczęcia profesjonalnej kariery i wyjazdu do Niemiec, całe swoje życie spędziłem w Akron. Dlatego gra w Europie to dla mnie duże wyzwanie, ale nie narzekam.

Kto zastępuje ci rodzinę we Włocławku?

Oczywiście koledzy z zespołu. Nie chcę wyróżniać żadnego, bo naprawdę wszyscy są świetni. Z niecierpliwością czekamy na każdy mecz, bo wtedy najlepiej widać naszą dobrą współpracę. Rywalizacja na parkiecie cementuje przyjaźń.

Porozmawiajmy o koszykówce. Czy zgodzisz się, ze mną, że twoje przenosiny ze Słupska do Włocławka były świetnym krokiem nie tylko dla Anwilu, ale również dla ciebie?

Bez wątpienia. Już w momencie, gdy zapadła decyzja o zmianie drużyny, czułem, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Byłem pozytywnie nastawiony, chciałem po prostu wyjść na boisko i pokazać nowym kolegom, że mogę im pomóc w odnoszeniu kolejnych zwycięstw. To był dla mnie nowy, drugi początek sezonu. Myślę, że wykorzystałem swoją szansę i jestem ważnym ogniwem w drużynie. Dobrze się czuję, grając w Anwilu.
Po kontuzji Krzysztofa Szubargi wskoczyłeś na chwilę do pierwszej piątki, jednak, patrząc na twoje statystyki, wydaje się, że nie sprawia ci różnicy, jak zaczynasz mecz?

Nie ma dla mnie znaczenia, czy wybiegam na początku pierwszej kwarty, czy na przykład, w połowie drugiej. Ważne, żebym dostał swoje minuty na parkiecie i miał szansę pomóc drużynie. Po to przecież ciężko pracuję na treningach. A co do statystyk, to przyznam, że podchodzę do nich z dystansem. Nawet jeśli mam mało punktów i asyst na swoim koncie, ale czuję, że pomogłem drużynie w obronie, to w ogóle się nimi nie przejmuję. Statystyki nie zawsze odzwierciedlają grę koszykarza, ale oczywiście miło jest, gdy są dobre. Ja się cieszę, że gram dość równe mecze i pomagam drużynie.

Podobnie było w czasach gry na uniwersytecie – nie byłeś gwiazdą zespołu, ale jako jego ważne ogniwo walnie przyczyniłeś się do świetnych wyników Akron, prawda?

Tak, bardzo miło wspominam grę na University of Akron. Przez cztery lata budowałem swoją pozycję w zespole, a przy tym świetnie się bawiłem koszykówką. Poza tym, odnieśliśmy kilka cennych sukcesów. Jednym z nich był udział w finale ligi. Niestety, przegraliśmy ostatni mecz jednym punktem rzuconym w ostatnich sekundach. To było straszne, ale i tak stanowiło największy sukces Akron od dwudziestu lat. Moją pierwszą reakcję na tamten rzut można było nawet zobaczyć na zdjęciu zamieszczonym kiedyś przez oficjalną stronę internetową Anwilu.

Trofea na uniwersytecie, później przeciętny klub niemiecki, a teraz Anwil będący w czubie tabeli Polskiej Ligi Koszykówki. Czy twoją obecność we Włocławku możemy traktować jako powrót do gry o stawkę, gry pod presją?

Na razie nie czuję zbyt dużej presji. Gramy dobrze, bo ciężko trenujemy i bardzo się staramy. Zależy nam na dobrych wynikach i one przychodzą. Osobiście, cieszę się, że mam okazję występować w jednym z największych i najważniejszych polskich klubów. Mam się tutaj od kogo uczyć, a to dla mnie ważne. Czuję jeszcze w sobie rezerwy i chciałbym je uruchomić.

Jednak presja wyniku na pewno się pojawi, a ty już udowodniłeś, że w decydujących momentach potrafisz wziąć odpowiedzialność na siebie. Masz inklinacje do bycia liderem?

Wspominasz pewnie mecz z Czarnymi, gdy w ostatniej naszej akcji zdobyłem punkty. To rzeczywiście nie był przypadek. Gdy trener nakazuje grać na mnie, to nigdy się nie wymiguję. Muszę być pewny siebie, bo inaczej to nawet najłatwiejsza piłka wykręci mi się z kosza. Co innego, jeśli chodzi o liderowanie zespołowi. Anwil ma kilku bardziej ogranych koszykarzy, którzy świetnie sprawdzają się w roli liderów. Ja robię swoje.

Podobno zwycięzców się nie sądzi, ale czy styl, w którym ostatnio wygrywacie, nie powinien być lepszy?

Sezon jest długi i zdarzają się w nim różne mecze. Oby najgorszą rzeczą, która nas dotyka, były mało efektowne zwycięstwa. Zawsze staramy się ze wszystkich sił, zawsze walczymy i robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby wygrać. Niestety, niekiedy nie przekłada się to na styl. Gwarantuję jednak, że w każdym meczu tego sezonu zrobiliśmy wszystko, co tylko potrafimy, żeby pokonać przeciwnika. Nie stosujemy taryf ulgowych i na pewno nie będziemy stosować.
A co należy jeszcze poprawić w grze Anwilu?

Nic konkretnego. Najgorsze, co moglibyśmy teraz zrobić, to zacząć wymyślać problemy. Zamiast tego, po prostu musimy udoskonalać naszą obecną grę w każdym elemencie po trochu. Na pewno najwięcej możliwości rozwoju jest w grze obronnej, bo tę zawsze można poprawić.

Za nami ponad połowa sezonu. Chciałbyś pokusić się o jakieś wyróżnienia? Czy któryś z koszykarzy występujących w naszej lidze zrobił na tobie szczególnie duże wrażenie?

Na postawie swoich doświadczeń mogę powiedzieć, że w polskiej lidze występuje naprawdę wielu ciekawych koszykarzy. Każda z drużyn, z którymi graliśmy, miała w swoich szeregach przynajmniej dwóch, trzech zawodników, którzy zrobili na mnie wrażenie. Gdybym miał wybrać MVP, to na pewno rozważyłbym kandydaturę Qyntela Woodsa. Poza nim wysoko znalazłoby się też kilku zawodników Anwilu.

Jakie stanowisko zajmujesz w dyskusji nad tym, czy celem Anwilu w sezonie zasadniczym powinna być obrona drugiego miejsca, czy próba nawiązania walki z Asseco Prokomem o pozycję lidera?

Asseco Prokom jest znakomitym zespołem, niełatwym do pokonania. Trudno czekać na ich gorszy dzień i liczyć na to, że wtedy uda się ich ograć. Myślę jednak, że oni są w naszym zasięgu, nawet gdy grają na swoim normalnym, wysokim poziomie. W tej chwili jesteśmy na drugiej pozycji, tuż za nimi. To jest nawet dobra sytuacja, bo mamy motywację, żeby ich prześcignąć, a z drugiej strony nie stanie się nic złego, jeśli pozostaniemy na tym drugim miejscu. Idźmy krok po kroku, a zobaczymy, co uda się osiągnąć.

Jak podsumowałbyś pierwszą rundę? Z tobą w składzie Anwil przegrał tylko z mistrzem Polski…

To była trudna runda, bo polska liga jest bardzo wyrównana. Moim zdaniem, najwięcej kłopotów sprawili nam Trefl Sopot i PGE Turów Zgorzelec, oczywiście poza Asseco Porkomem Gdynia. Bardzo wymagająca była też ekipa Energi Czarnych Słupsk. Dlatego nasze drugie miejsce możemy traktować jako wielki sukces, który jednak trzeba potwierdzić w drugiej rundzie. Nie spoczywamy na laurach i walczymy dalej.

Po przyjeździe do Włocławka obiecałeś, że prześlesz pozdrowienia LeBronowi Jamesowi od fanów Anwilu. Dotrzymałeś słowa?

Przekazałem mu pozdrowienia i kilka filmów z nagraniami fragmentów meczów Anwilu. Miał więc szansę samemu zobaczyć, jak wyglądają fani Anwilu w Hali Mistrzów. Wiedział, że miałem trudny początek sezonu i bardzo się ucieszył, że dobrze zaaklimatyzowałem się we Włocławku.

A jak bardzo się ucieszył z białego Rolls Royce’a, podarowanego mu na 25. urodziny przez Shaquille’a O’Neala?

Trzeba przyznać, że chłopaki mają gest. Impreza urodzinowa LeBrona, którą wyprawił tydzień temu, była naprawdę niezła. Na razie oglądałem tylko oficjalne zdjęcia, a i tak robią wrażenie (śmiech). Co do Rollsa, to będzie ładnie się prezentował w kolekcji LeBrona.

Twoim idolem i kumplem jest słynny LeBron, a czy ty jesteś wzorem dla swojego młodszego brata, który może kiedyś również zadebiutuje w polskiej lidze?

Nie mam złudzeń: nie jestem jego ulubionym koszykarzem (śmiech). Wiem jednak, że uważnie śledzi moją karierę i jest ze mnie dumny. Ma bardzo podobny charakter do mojego, zarówno na boisku, jak i poza nim. Również jest rozgrywającym i teraz kontynuuje rodzinne tradycje, grając na uniwersytecie.



Wywiad ukazał się w najnowszym numerze czasopisma "Nasz Anwil"