Jeszcze dwa dni temu był zawodnikiem Energi Czarnych. We wtorek dołączył do drużyny Anwilu Włocławek, a w środowy wieczór zadebiutuje w meczu przeciw Kotwicy Kołobrzeg. Dru Joyce, bo o nim mowa, udzielił wywiadu naszemu portalowi.
Jeszcze dwa dni temu był zawodnikiem Energi Czarnych. We wtorek dołączył do drużyny Anwilu Włocławek, a w środowy wieczór zadebiutuje w meczu przeciw Kotwicy Kołobrzeg. Dru Joyce, bo o nim mowa, udzielił wywiadu naszemu portalowi.
Witamy we Włocławku. Jak ci się podoba nasza hala?
Dru Joyce - Jestem tu od trzydziestu minut i jeszcze nie wszystko widziałem, ale to co już zdążyłem zwiedzić wygląda bardzo fajnie. Szczególnie boisko i trybuny robią wrażenie, bo przypominają niektóre obiekty ze Stanów Zjednoczonych. Czekam jednak na kolegów z drużyny, bo to ich obecność będzie tutaj najważniejsza, a nie wygląd szatni, czy hali.
No właśnie, nie widziałeś jeszcze zespołu. Powiedz, co wiesz o Anwilu?
- Szczerze mówiąc niewiele. Nie robiliśmy jeszcze scoutingu Anwilu, bo nie musieliśmy się przygotowywać do meczu z wami. Wiem jednak, że Anwil ma dobry rezultat na starcie ligi, chyba 6-1 i zajmuje drugie miejsce w tabeli. To świadczy samo za siebie.
Dlaczego zdecydowałeś się na przenosiny ze Słupska do Włocławka?
- Pewne sprawy potoczyły się inaczej niż się tego spodziewałem. Pracowałem ciężko, ale to nie dawało efektów. Nie mogłem przebić się ze swoją grą i dlatego razem z władzami klubu uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie naszej współpracy.
Twoje średnie z polskiej ligi są słabsze niż z niemieckiej. Co na to wpłynęło?
- Przede wszystkim gram mniej minut niż w Niemczech. Nie spodziewałem się tego, bo w meczach przedsezonowych miałem więcej szans na pokazanie swoich umiejętności. Myślę, że gdybym otrzymał większy kredyt zaufania, to odpłaciłbym się dużo lepszą grą. Dlatego przychodzę do Włocławka z nadzieją, że trener Igor Griszczuk doceni mojej atuty i uwierzy we mnie. Nie wiem jeszcze, jaką rolę dla mnie przewidział, bo w Słupsku największą uwagę musiałem przykładać do obrony. Miałem być plastrem, który przykleja się do rozgrywającego drużyny przeciwnej i uniemożliwia mu właściwe rozegranie akcji. Oczywiście, doceniam wagę obrony, ale mam nadzieję, że moja rola we Włocławku będzie większa.
Chyba nie możesz się spodziewać, że będziesz w stanie wygryźć ze składu Krzysztofa Szubargę. Twoim zadaniem będzie raczej odciążenie go przez kilkanaście minut…
- Wiem o tym. Kris ma wspaniałe statystyki, jest reprezentantem Polski i wypełnia przepis o Polaku na ligowym parkiecie. Co więcej, mówi się o nim, że jest w tej chwili najlepszym rozgrywającym w polskiej lidze. To logiczne, że trener poszukiwał zawodnika, który może go zastąpić przez jakąś część meczu, a który nie będzie próbował wygryźć go z pierwszej piątki. Kris musi mieć zaufanie do swojego zastępcy, żeby samemu czuć się pewnie i dalej wykręcać znakomite statystyki. Rozumiem ile oznacza dla rozgrywającego pewność siebie. Dlatego akceptuję rolę zmiennika, ale zrobię wszystko, żeby ten czas, który da mi trener był tak samo owocny dla zespołu, jak wtedy, gdy na boisku jest Kris.
Dru Joyce - Jestem tu od trzydziestu minut i jeszcze nie wszystko widziałem, ale to co już zdążyłem zwiedzić wygląda bardzo fajnie. Szczególnie boisko i trybuny robią wrażenie, bo przypominają niektóre obiekty ze Stanów Zjednoczonych. Czekam jednak na kolegów z drużyny, bo to ich obecność będzie tutaj najważniejsza, a nie wygląd szatni, czy hali.
No właśnie, nie widziałeś jeszcze zespołu. Powiedz, co wiesz o Anwilu?
- Szczerze mówiąc niewiele. Nie robiliśmy jeszcze scoutingu Anwilu, bo nie musieliśmy się przygotowywać do meczu z wami. Wiem jednak, że Anwil ma dobry rezultat na starcie ligi, chyba 6-1 i zajmuje drugie miejsce w tabeli. To świadczy samo za siebie.
Dlaczego zdecydowałeś się na przenosiny ze Słupska do Włocławka?
- Pewne sprawy potoczyły się inaczej niż się tego spodziewałem. Pracowałem ciężko, ale to nie dawało efektów. Nie mogłem przebić się ze swoją grą i dlatego razem z władzami klubu uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie naszej współpracy.
Twoje średnie z polskiej ligi są słabsze niż z niemieckiej. Co na to wpłynęło?
- Przede wszystkim gram mniej minut niż w Niemczech. Nie spodziewałem się tego, bo w meczach przedsezonowych miałem więcej szans na pokazanie swoich umiejętności. Myślę, że gdybym otrzymał większy kredyt zaufania, to odpłaciłbym się dużo lepszą grą. Dlatego przychodzę do Włocławka z nadzieją, że trener Igor Griszczuk doceni mojej atuty i uwierzy we mnie. Nie wiem jeszcze, jaką rolę dla mnie przewidział, bo w Słupsku największą uwagę musiałem przykładać do obrony. Miałem być plastrem, który przykleja się do rozgrywającego drużyny przeciwnej i uniemożliwia mu właściwe rozegranie akcji. Oczywiście, doceniam wagę obrony, ale mam nadzieję, że moja rola we Włocławku będzie większa.
Chyba nie możesz się spodziewać, że będziesz w stanie wygryźć ze składu Krzysztofa Szubargę. Twoim zadaniem będzie raczej odciążenie go przez kilkanaście minut…
- Wiem o tym. Kris ma wspaniałe statystyki, jest reprezentantem Polski i wypełnia przepis o Polaku na ligowym parkiecie. Co więcej, mówi się o nim, że jest w tej chwili najlepszym rozgrywającym w polskiej lidze. To logiczne, że trener poszukiwał zawodnika, który może go zastąpić przez jakąś część meczu, a który nie będzie próbował wygryźć go z pierwszej piątki. Kris musi mieć zaufanie do swojego zastępcy, żeby samemu czuć się pewnie i dalej wykręcać znakomite statystyki. Rozumiem ile oznacza dla rozgrywającego pewność siebie. Dlatego akceptuję rolę zmiennika, ale zrobię wszystko, żeby ten czas, który da mi trener był tak samo owocny dla zespołu, jak wtedy, gdy na boisku jest Kris.
Jakie są twoje mocne strony?
- Mój styl gry jest typowy dla amerykańskich rozgrywających. Przede wszystkim staram się obsłużyć podaniami lepiej ustawionych kolegów. Potrafię szybko przeprowadzić piłkę na drugą połowę i jeśli obrońcy są dobrze ustawieni, to czekam aż moi wysocy zawodnicy zajmą swoje pozycje i wtedy rozgrywam atak pozycyjny. Gdy znajduje się pozycja do rzutu dla mnie, to też nie waham się z niej skorzystać. Jestem zdecydowany i szybki. Lubię też grę w obronie. To bardzo ważny element koszykówki.
Zadebiutujesz w środowym pojedynku z Kotwicą Kołobrzeg. Czy po tak krótkim czasie spędzonym z drużyną będziesz w stanie pokazać pełnię swoich umiejętności?
- W każdym kolejnym meczu staram się pokazać pełnię swoich umiejętności, bez względu na wszelkie utrudnienia. Wiem, że mam talent i spore doświadczenie zebrane na europejskich parkietach. To daje mi poczucie pewności siebie i bez względu na to, czy jest to mój pierwszy, czy dziesiąty mecz z drużyną, zawsze staram się dać z siebie 100%. Mecz z Kotwicą na pewno nie będzie należał do łatwych dla mnie, ale to nie znaczy, że z góry mam zakładać, że będę grał „na pół gwizdka”.
W zespole Energi Czarnych zapanowała epidemia grypy. Czy ty też chorowałeś?
- Tak, ja też czułem się źle. Po konsultacjach z lekarzami otrzymałem lekarstwa, które biorę do dziś. Na szczęście wszystko wróciło do normy i jestem gotowy do gry. Nikt nie musi się więc obawiać, że przywiozłem jakiegoś wirusa do Włocławka. Nie ma mowy o chorowaniu, musimy grać. Swoją drogą, wielka szkoda, że w Słupsku dopadła nas grypa. Tuż przed jej epidemią rozegrałem całkiem dobry mecz przeciw Polpharmie i miałem nadzieję na kolejne.
Jednym z nich miał być mecz z Kotwicą. Rozumiem, że tego rywala masz już rozszyfrowanego…
- Tak, wiem dużo o Kotwicy. I to nie tylko dlatego, że mieliśmy z nimi grać i rozpracowywaliśmy ich na papierze, ale też mieliśmy okazję stanąć z nimi „oko w oko” przed sezonem. Bez wątpienia mózgiem ich drużyny jest rozgrywający Omni Smith. Wiem, że jest on do zatrzymania i to będzie nasze najważniejsze zadanie.
Chciałbyś powiedzieć coś do kibiców Anwilu?
- Bardzo się cieszę, że tu jestem. Mam nadzieję na świetny sezon dla Anwilu. Zamierzam wykorzystać swoją szansę i grać dobrze dla zespołu, dla siebie i dla fanów. Myślę, że przed nami jeszcze wiele radości ze zwycięstw Anwilu.
Pewnie nudzą cię ciągłe pytania o LeBrona Jamesa, ale przy okazji twojego pierwszego wywiadu dla naszej strony nie sposób nie wspomnieć, że jesteście kumplami…
- Nie sposób go nie lubić. Jest śmiesznym kolesiem. Zawsze pełni rolę drużynowego żartownisia, bo ma mnóstwo pomysłów na dowcipy. Trenerzy uwielbiają go, bo tworzy świetną atmosferę w każdym zespole, w jakim występuje. Nie jest samolubny, ani na boisku, ani poza nim. Myślę, że taki styl bycia pomaga mu znosić presję, jaka na nim ciąży. Jesteśmy w ciągłym kontakcie i cały czas mnie zaskakuje.
W takim razie przekaż mu pozdrowienia od fanów NBA z Włocławka.
- Zrobię to na pewno!
- Mój styl gry jest typowy dla amerykańskich rozgrywających. Przede wszystkim staram się obsłużyć podaniami lepiej ustawionych kolegów. Potrafię szybko przeprowadzić piłkę na drugą połowę i jeśli obrońcy są dobrze ustawieni, to czekam aż moi wysocy zawodnicy zajmą swoje pozycje i wtedy rozgrywam atak pozycyjny. Gdy znajduje się pozycja do rzutu dla mnie, to też nie waham się z niej skorzystać. Jestem zdecydowany i szybki. Lubię też grę w obronie. To bardzo ważny element koszykówki.
Zadebiutujesz w środowym pojedynku z Kotwicą Kołobrzeg. Czy po tak krótkim czasie spędzonym z drużyną będziesz w stanie pokazać pełnię swoich umiejętności?
- W każdym kolejnym meczu staram się pokazać pełnię swoich umiejętności, bez względu na wszelkie utrudnienia. Wiem, że mam talent i spore doświadczenie zebrane na europejskich parkietach. To daje mi poczucie pewności siebie i bez względu na to, czy jest to mój pierwszy, czy dziesiąty mecz z drużyną, zawsze staram się dać z siebie 100%. Mecz z Kotwicą na pewno nie będzie należał do łatwych dla mnie, ale to nie znaczy, że z góry mam zakładać, że będę grał „na pół gwizdka”.
W zespole Energi Czarnych zapanowała epidemia grypy. Czy ty też chorowałeś?
- Tak, ja też czułem się źle. Po konsultacjach z lekarzami otrzymałem lekarstwa, które biorę do dziś. Na szczęście wszystko wróciło do normy i jestem gotowy do gry. Nikt nie musi się więc obawiać, że przywiozłem jakiegoś wirusa do Włocławka. Nie ma mowy o chorowaniu, musimy grać. Swoją drogą, wielka szkoda, że w Słupsku dopadła nas grypa. Tuż przed jej epidemią rozegrałem całkiem dobry mecz przeciw Polpharmie i miałem nadzieję na kolejne.
Jednym z nich miał być mecz z Kotwicą. Rozumiem, że tego rywala masz już rozszyfrowanego…
- Tak, wiem dużo o Kotwicy. I to nie tylko dlatego, że mieliśmy z nimi grać i rozpracowywaliśmy ich na papierze, ale też mieliśmy okazję stanąć z nimi „oko w oko” przed sezonem. Bez wątpienia mózgiem ich drużyny jest rozgrywający Omni Smith. Wiem, że jest on do zatrzymania i to będzie nasze najważniejsze zadanie.
Chciałbyś powiedzieć coś do kibiców Anwilu?
- Bardzo się cieszę, że tu jestem. Mam nadzieję na świetny sezon dla Anwilu. Zamierzam wykorzystać swoją szansę i grać dobrze dla zespołu, dla siebie i dla fanów. Myślę, że przed nami jeszcze wiele radości ze zwycięstw Anwilu.
Pewnie nudzą cię ciągłe pytania o LeBrona Jamesa, ale przy okazji twojego pierwszego wywiadu dla naszej strony nie sposób nie wspomnieć, że jesteście kumplami…
- Nie sposób go nie lubić. Jest śmiesznym kolesiem. Zawsze pełni rolę drużynowego żartownisia, bo ma mnóstwo pomysłów na dowcipy. Trenerzy uwielbiają go, bo tworzy świetną atmosferę w każdym zespole, w jakim występuje. Nie jest samolubny, ani na boisku, ani poza nim. Myślę, że taki styl bycia pomaga mu znosić presję, jaka na nim ciąży. Jesteśmy w ciągłym kontakcie i cały czas mnie zaskakuje.
W takim razie przekaż mu pozdrowienia od fanów NBA z Włocławka.
- Zrobię to na pewno!