Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Dramat na własne życzenie

Niedziela, 26 Maja 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek prowadził już w trzeciej kwarcie różnicą osiemnastu punktów, 56:38 i wydawało się, że za kilkanaście minut obejmie prowadzenie w serii o brązowy medal. Goście z Koszalina zagrali jednak z wielką determinacją i wyrwali gospodarzom zwycięstwo w ostatnich akcjach meczu. Bohaterem został Sek Henry, który zdobył 29 punktów.

Anwil Włocławek prowadził już w trzeciej kwarcie różnicą osiemnastu punktów, 56:38 i wydawało się, że za kilkanaście minut obejmie prowadzenie w serii o brązowy medal. Goście z Koszalina zagrali jednak z wielką determinacją i wyrwali gospodarzom zwycięstwo w ostatnich akcjach meczu. Bohaterem został Sek Henry, który zdobył 29 punktów.

Anwil Włocławek uzyskał lepszą skuteczność z gry niż AZS Koszalin (58 do 54 procent) i zanotował również więcej przechwytów (10 do 5) w kontekście mniejszej ilości strat (9 do 17). Ponadto po błędach rywali zdobył 20 oczek, podczas gdy sam stracił tylko dwa. Prowadził przez 34 minuty spotkania, wygrywając w 26. minucie meczu aż 56:38. A mimo to przegrał…

Ekipa Zorana Sretenovicia zagrała z wielką determinacją w drugiej połowie. Z determinacją, o którą nikt oglądający pierwszą połowę, by ich nie posądził. Anwil całkowicie zdominował pierwszą część niedzielnego pojedynku o brąz i prowadził do przerwy 46:30, a rytm gry zespołowi wybijała dwójka graczy: Arvydas Eitutavicius (10 punktów) i Tony Weeden (16). Litwin szybko zdobył dziewięć oczek w inauguracyjnej odsłonie, podczas gdy Amerykanin dał bardzo duży impuls energii z ławki rezerwowych, trafiając m.in. trzykrotnie z dystansu. Goście wyglądali na kompletnie rozbitych i popełniając błąd za błędem, już do przerwy mieli aż 12 strat.

Miejscowi dobrze uniemożliwiali z kolei złapanie odpowiedniego rytmu dwójce liderów AZS: Łukaszowi Wiśniewskiemu (2/7 z gry w pierwszej połowie) i Sekowi Henry’emu (3/6). Gdy zaś spod kosza trafił Michał Sokołowski, Anwil prowadził 45:26.

Pewnie prowadził również na początku trzeciej odsłony - 51:35 po wsadzie Seida Hajricia - lecz to był również moment, w którym goście, a konkretnie ich liderzy w osobach Wiśniewskiego i Henry’ego, pokazali, że nie zamierzają składać broni. Polak celnie przymierzył z półdystansu, a Amerykanin zdobył 10 punktów w tej kwarcie i przed decydującą odsłoną Anwil wygrywał tylko 61:51.

Na domiar złego, rytm złapał trzeci gracz AZS, Rob Jones, który na przełomie kwart rzucił dziewięć oczek. To po jego trafieniach koszalinianie dwukrotnie dochodzili na bardzo bliski dystans (56:63 i 61:67). Włocławianie mieli w swoich szeregach jednak Weedena oraz Hajricia, którzy „trzymali” wynik i sprawili, że na pięć minut przed końcem meczu gospodarze mieli jeszcze całkiem sporą zaliczkę – 73:61.

W to, co się stało w ostatniej fazie meczu trudno jednak uwierzyć. Koszykarze Anwilu biernie patrzyli jak rozpędzeni rywale raz po raz dziurawią kosz, a najczęściej czyni to Henry. Leworęczny zawodnik zdobył aż 13 z ostatnich 17 punktów zespołów, popisując się m.in. akcją dwa plus jeden, która przełamała prowadzenie miejscowych (77:76 na niespełna dwie minuty przed końcem).

W Anwilu zdecydowanie brakowało na parkiecie wówczas Weedena, który do momentu złapania dwóch fauli w przeciągu zaledwie kilku sekund (przewinienia numer trzy i cztery), rzucił aż 20 punktów. W końcówce spotkania trener Milija Bogicević desygnował swojego snajpera na parkiet, ale ten spudłował z dystansu kilka sekund przed końcem, gdy AZS prowadził 81:78.

Gospodarze mieli jeszcze drugą szansę na wyrównanie spotkania, piłkę niepilnowany na obwodzie otrzymał Ruben Boykin, ale i jego próba okazała się niecelna. AZS wygrał mecz i prowadzi w serii 1-0. Drugie spotkanie w środę w środę w Koszalinie.

Anwil Włocławek - AZS Koszalin 78:81 (21:15, 26:15, 14:21, 17:30)

Anwil: Weeden 20, Hajrić 13, Eitutavicius 10, Ginyard 10, Jovanović 10, Sokołowski 7, Boykin 5, Szubarga 3, Bartosz 0

AZS: Henry 29, Wiśniewski 14, Leończyk 10, Jones 9, Wołoszyn 9, Harris 7, Mielczarek 3, Milicić 0

STATYSTYKI Z MECZU