Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Dogrywka na korzyść Anwilu

Niedziela, 29 Stycznia 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Drugi mecz z rzędu zakończony dogrywką mają na swoim koncie koszykarze Anwilu Włocławek. Tym razem udało się wygrać (80:79), ale trzeba przyznać, że w końcówce Rottweilerom dopisało niesamowite szczęście. Świetny mecz rozegrał Bartłomiej Wołoszyn, który pod nieobecność Łukasza Majewskiego zagrał 34 minuty i zdobył 15 punktów.

Drugi mecz z rzędu zakończony dogrywką mają na swoim koncie koszykarze Anwilu Włocławek. Tym razem udało się wygrać (80:79), ale trzeba przyznać, że w końcówce Rottweilerom dopisało niesamowite szczęście. Świetny mecz rozegrał Bartłomiej Wołoszyn, który pod nieobecność Łukasza Majewskiego zagrał 34 minuty i zdobył 15 punktów.
Trener Andrej Urlep przed tym meczem deklarował, że ma aż pięciu koszykarzy niezdolnych do podjęcia rywalizacji z Anwilem. Z tego powodu próbował nawet przełożyć mecz, ale zgody na to nie wyraziły władze ligi. Jak się ostatecznie okazało (i nie było to wielkie zaskoczenie) aż w czterech przypadkach diagnoza Andreja Urlepa okazała się zbyt surowa. Igor Milicić, Rafał Bigus i Kamil Łączyński wybiegli w pierwszej piątce, a J.J. Montgomery dał w trakcie meczu solidną zmianę rozgrywającemu. Tylko George Reese nie pojawił się na parkiecie i zapewne niedyspozycja tego kluczowego skrzydłowego najbardziej martwiła trenera gospodarzy.

Z kolei trener Emir Mutapcić nie zdecydował się skorzystać z usług Łukasza Majewskiego, który na jednym z treningów rozciął łuk brwiowy zderzając się z Bartłomiejem Wołoszynem. Kapitanowi Anwilu założono 8 szwów i mimo, że na własną odpowiedzialność chciał zagrać z AZS-em, to ryzyko poważniejszego urazu okazało się zbyt duże. Na szczęście zastępujący go Bartłomiej Wołoszyn spisał się bardzo dobrze, trafiając 5 z 6 rzutów za trzy i dokładając do tego 6 zbiórek i 2 przechwyty. Już do przerwy Polak miał na swoim koncie 4 trafienia z dystansu, które pozwoliły wypracować niewielką przewagę 44:39. Gdy Anwil grał falami, to właśnie trójki Wołoszyna uspokajały wydarzenia na boisku i pozwalały odciążyć zawodników podkoszowych.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Włocławianie prowadzili sześcioma punktami (53:47), by po kilku minutach przegrywać jednym (53:54), a później nawet pięcioma (62:67). Na szczęście, na 4 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, kolejną trójkę trafił Bartłomiej Wołoszyn i szala zwycięstwa znów przechyliła się na korzyść Rottweilerów (70:69). Kolejną trójkę, jakby na przekór słabej ostatnio dyspozycji z dystansu, rzucił Dardan Berisha i wydawało się, że końcówkę uda się kontrolować. Na posterunku był jednak Callistus Eziukwu, który bardzo wziął sobie do serca rywalizację z Corsleyem Edwardsem i na każdym kroku próbował mu udowodnić, że nie jest gorszym środkowym. Trzeba dodać, że czynił to z powodzeniem, bo właśnie dzięki jego punktom na 2,5 minuty do końca na tablicy znów pojawił się remis.

Tymczasem Corsley Edwards zupełnie nie mógł się wstrzelić w nietypowe kosze hali AZS-u (5/12 wykonywanych osobistych) i dzięki temu, przy remisie, ostatnią akcję mieli gospodarze. Niesamowite napięcie, potęgowane dopingiem miejscowej publiczności, nie zdekoncentrowało jednak Big Doga w obronie. Zablokował ostatni rzut LaMonta McIntosha i przeniósł rozstrzygnięcie na dogrywkę.

A tam decydujący okazał się… jeden celny rzut osobisty Corsleya Edwardsa! I to trafiony po trzech nieudanych próbach z rzędu w samej tylko dogrywce. Center trafił go na 17 sekund przed końcem dając Anwilowi prowadzenie 80:79. Piłka była jednak po stronie AZS-u i to miejscowi mieli zadecydować o losach spotkania. W decydującej akcji, ku rozpaczy fanów Akademików nie trafił jednak LaMont McIntosh. Huśtawkę nastrojów napędził Lawrence Kinnard faulując niesportowo Callistusa Eziukwu. Na 3 sekundy do końca dwa rzuty osobiste i piłkę z boku miał przegrywający zaledwie jednym punktem AZS. Publiczność zamarła, choć dało się raczej wyczuć atmosferę radosnego wyczekiwania niż strachu.

Pierwszy rzut Eziukwu, który wcześniej trafił 2 z 3 osobistych nie wpadł jednak do kosza. Spokojnie, jest jeszcze jeden(!) - krzyknął któryś z koszykarzy AZS. Nerwów nie udało się jednak opanować. Amerykanin pomylił się po raz drugi i gospodarze musieli poszukać szansy w celnym rzucie z gry. Tym razem to jednak kosz atakowany przez AZS zachowywał się jak zaczarowany. W 3 mijające szybko sekundy rzuty oddali Marcin Dutkiewicz i Grzegorz Surmacz, ale piłka nie chciała przelecieć przez obręcz. Anwil szczęśliwie pokonał niewygodnego rywala, a radość po zwycięstwie była tak wielka jak napięcie towarzyszące drużynom przez 45 minut gry.

Dzięki zwycięstwu 80:79 nad AZS Koszalin i porażce Energi Czarnych w meczu z Zastalem, włocławianie znacznie przybliżyli się do zajęcia 3. miejsca po rundzie zasadniczej. W dwóch pozostałych do końca tej fazy meczach zmierzą się z Siarką Jezioro Tarnobrzeg i AZS Politechniką Warszawską.
AZS Koszalin – Anwil Włocławek 79:80 (17:21, 22:23, 21:14, 15:17, d. 4:5)

AZS: Eziukwu 20, Surmacz 18, Dutkiewicz 14, McIntosh 9, Bigus 8, Milicić 6, Montgomery 2, Jarmakowicz 2

Anwil: Wołoszyn 15, Edwards 15, Szubarga 14, Kinnard 11, Berisha 8, Harrington 7, Allen 6, Hajrić 2, Lewis 2

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI