Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Doświadczenie nie wystarczyło

Sobota, 08 Października 2011, 1:00, Michał Fałkowski

O tym, że w sporcie wszystko jest możliwe i groźnym przeciwnikiem może być nawet debiutant przekonali się dziś koszykarze Anwilu Włocławek. W wypełnionej kibicami, ogromnej Atlas Arenie w Łodzi nasi zawodnicy przegrali z ŁKS-em 89:71. Gospodarze przez niemal cały mecz kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku, w czym znacząco pomogła im znakomita skuteczność za trzy w pierwszej połowie.

O tym, że w sporcie wszystko jest możliwe i groźnym przeciwnikiem może być nawet debiutant przekonali się dziś koszykarze Anwilu Włocławek. W wypełnionej kibicami, ogromnej Atlas Arenie w Łodzi nasi zawodnicy przegrali z ŁKS-em 89:71. Gospodarze przez niemal cały mecz kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku, w czym znacząco pomogła im znakomita skuteczność za trzy w pierwszej połowie.


Dobry początek zapewniły łodzianom celne rzuty za trzy punkty. Przez 9 minut pierwszej kwarty trafili wszystkie z czterech takich prób, podczas gdy Anwil z dystansu nie wstrzelił się ani raz. O ile pod koszem potężny Nick Lewis skutecznie zniechęcał wysokich drużyny gospodarzy do przedzierania się tą drogą, to więcej problemów mieli gracze obwodowi. Sprawiał im je szczególnie Jeremaine Mallett, który po 8 minutach miał już na swoim koncie 13 punktów, trafiając z gry i z rzutów wolnych. Głównie dzięki niemu ŁKS zdołał w pierwszej kwarcie osiągnąć przewagę sięgającą nawet 11 punktów (27:16).

Anwil zdominował wydarzenia na parkiecie Atlas Areny tylko między 9. a 15. minutą. Przyczyniła się do tego zwłaszcza lepsza postawa w obronie, czego przykładem mogły być dwie akcje z rzędu, gdy niesamowicie silnemu Kikrowi Archibeque nie dał się przepchnąć Nick Lewis, pieczętując swoją dominację pod koszem blokiem (Amerykanin musiał zastępować leczącego uraz Seida Hajricia). Skutecznej defensywy nie starczyło jednak na długo. Włocławianie znów zaczęli popełniać błędy, które – zwłaszcza na obwodzie – bezlitośnie wykorzystywali gospodarze. Brylował wśród nich Bartłomiej Szczepaniak, który trafił cztery z pięciu rzutów za trzy. W sumie ŁKS aż ośmiokrotnie raził zza linii 6,75, a Anwil uczynił to tylko dwa razy i do przerwy było 50:44.

Chociaż po powrocie z szatni swoich kolegów entuzjastycznie zachęcał do walki Dardan Berisha, to jednak nadal brakowało im koncentracji. Pierwsze 6 punktów zdobył ŁKS i było 56:44. Na szczęście Anwil miał w swoich szeregach Johna Allena, który dynamicznymi wejściami na kosz cały czas dawał drużynie
nadzieję na pokonanie rewelacyjnie dysponowanego beniaminka. Gdy za trzy trafił Krzysztof Szubarga zrobiło się 58:53. Niestety, włocławianie nie potrafili pójść za ciosem i przełamać przewagi walecznej drużyny ŁKS-u. Wręcz przeciwnie, przed ostatnią odsłoną mieli już 10 punktów straty (66:56).

Powiększyła się ona jeszcze w kolejnych minutach (70:56). Gospodarze trafiali z każdych pozycji i na tle Anwilu wcale nie wyglądali na ligowych debiutantów. Po rzucie za trzy Dariusza Kalinowskiego osiągnęli bezpieczne prowadzenie 77:63 i mimo, że było jeszcze 6 minut do końca meczu, to nic nie mogło im już odebrać zwycięstwa. Starali się Szubarga (rzut za trzy) i Allen (kolejne dynamiczne akcje pod kosz), ale tego wieczoru na będący na fali ŁKS było to za mało. Anwil przegrał ostatecznie 71:89, a za najlepszą relację z meczu niech służy krótka opinia Dardana Berishy: Graliśmy słabo w obronie i nieskutecznie w ataku. –


ŁKS Łódź – Anwil Włocławek  89:71 (28:20, 22:24, 16:12, 23:15)

ŁKS: Mallett 26, Szczepaniak 14, Archibeque 12, Dłuski 9, Kalinowski 9, Holmes 7, Salamonik 5, Sulima 3, Kenig, , Trepka 4

Anwil: Allen 18,
Edwards 15, Berisha 12, Szubarga 10, Lewis 5, Glabas 5, Majewski 4, Nowakowski 2

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI