- O propozycji z Paryża dowiedziałem się wczoraj wieczorem. Zadzwonił agent i mówi, że jest możliwość gry we Francji. Sam byłem w szoku. Absolutnie nie spodziewałem się tego wyznał Deonta Vaughn w rozmowie, którą przeprowadziliśmy tuż przed tym jak opuścił Włocławek.
- O propozycji z Paryża dowiedziałem się wczoraj wieczorem. Zadzwonił agent i mówi, że jest możliwość gry we Francji. Sam byłem w szoku. Absolutnie nie spodziewałem się tego – wyznał Deonta Vaughn w rozmowie, którą przeprowadziliśmy tuż przed tym jak opuścił Włocławek.
Zawsze w sytuacjach takich niespodziewanych transferów nasuwa się jedno pytanie: dlaczego?
- Pomyśl tylko: Francja, Paryż… Czy muszę cokolwiek dodawać? (śmiech) A tak na poważnie, to przede wszystkim dlatego, że gra we Francji to dla mnie wielka szansa. Wiesz, nie chcę powiedzieć, że polska liga jest słaba (bo nie jest), ale jednak Pro A ma zdecydowanie wyższą renomę. Kiedy dowiedziałem się, że jest okazja spróbować tam swoich sił, to nie zastanawiałem się ani chwili. Powiedziałem sobie, że muszę wziąć się z tym bykiem za rogi.
Ale obowiązywał cię kontrakt z Anwilem…
- Tak. I dlatego musieliśmy poszukać kompromisu. To był sezon wielkich zawirowań we Włocławku. A skończyły się one tym, że straciliśmy szansę na play-off. Przedłużenie mojej obecności tutaj jeszcze o tydzień niczego by nie zmieniło.
Czy jest tak, że przenosisz się do Paryża, żeby uratować ten sezon dla siebie?
- To niezupełnie tak. Ja będę wspominał Włocławek całkiem dobrze. Oczywiście wynik sportowy jest wielkim zawodem, ale zebrałem też sporo dobrych doświadczeń. Pomyśl o tych ostatnich naszych meczach. Teoretycznie mogliśmy grać przy pustych trybunach i przegrywać trzydziestoma punktami. Nikt by wielkich pretensji nie miał, bo sytuacja w jakiej się znaleźliśmy była jaka była. A tu co? Kibice przychodzili do naszej hali, jeździli na wyjazdy, wspierali nas. Zachowali się fantastycznie. My też chyba nie mamy się czego wstydzić. Profesjonalnie wykonywaliśmy swoje obowiązki i za każdym razem byliśmy o włos od wygranej.
Trener Marcin Woźniak chwali cię za odpowiedzialne podejście do drużyny i bycie motywatorem w trudnych chwilach. Wybacz szczerość, ale ja się zastanawiam, czy w tym wszystkim byłeś sobą, czy robiłeś to z pewnego wyrachowania, wiedząc że pracujesz na kontrakt w nowym klubie?
- Chcesz znać prawdę? Nie miałem pojęcia, że pojawi się jakakolwiek oferta. Wiesz ilu jest koszykarzy w Europie? Prawdopodobieństwo, że ktoś zwróci na ciebie uwagę dwa dni przed zamknięciem okna transferowego jest znikome. O propozycji z Paryża dowiedziałem się wczoraj wieczorem. Zadzwonił agent i mówi, że jest możliwość gry we Francji. Sam byłem w szoku. Absolutnie nie spodziewałem się tego! Co więcej, kilka miesięcy temu miałem propozycję z Grecji, ale Anwil walczył o play-off i nie zdecydował się wyrazić zgody na mój transfer. Jak więc mógłbym teraz planować takie coś?
Przyznasz jednak, że ostatnie tygodnie miałeś dużo lepsze niż początek sezonu.
- Poczekaj, wróćmy jeszcze do osoby trenera Marcina Woźniaka i do tego co on o mnie powiedział. Aťe byłem motywatorem, tak?
Dokładnie…
- Więc trzeba by zacząć od tego, że on dał mi możliwość otworzenia się. Moim zdaniem dobrze wyczuł sytuację. Wyszedł z założenia, że jeśli da się coś pozytywnego z nas wycisnąć, to tylko uruchamiając nasze indywidualne predyspozycje. Mi mówił na przykład: „musisz przypomnieć sobie jak grałeś przed sezonem, musisz brać rzuty na siebie, musisz być agresywny. Ty umiesz podejmować dobre decyzje, czujesz grę, wiesz kiedy podać, a kiedy kończyć samemu. Nie bój się. Poradzisz sobie. Ja w ciebie wierzę. Nie myśl o wszystkim wokół, zostaw całe zamieszanie z boku i skup się na tym co naprawdę potrafisz robić.” Jestem mu bardzo wdzięczny za te „pogadanki”, bo rzeczywiście dzięki niemu na koniec sezonu odnalazłem samego siebie.
A czy nie identycznie było z trenerem Predragiem Kruniciem, który też starał się być pozytywny?
- Subtelna różnica polega na tym, że u trenera Krunicia miałem trochę związane ręce. On decydował: tranzycja, rzut, pick’n’roll itd. Był świetnym szkoleniowcem, trzymał ducha drużyny, motywował. Ale odrobinę lepiej czułem się u trenera Woźniaka.
W Paris Levallois też na pewno będziesz musiał wejść w jakiś schemat. Z tego co mówisz, będzie ci z tym ciężko…
- Jeszcze nie wiem dokładnie, czego będzie oczekiwał ode mnie nowy trener, ale każda sytuacja i każdy człowiek jest inny. Zrobię wszystko, żeby się wkomponować i dać szkoleniowcowi to, czego będzie oczekiwał. Znów mam łączyć grę rozgrywającego i rzucającego obrońcy i założenie mam proste: pokazać się z jak najlepszej strony. Może dostanę pięć minut, może piętnaście. Moim zadaniem będzie pomóc drużynie. Będziemy walczyć o play-off i mam nadzieję, że się uda.
Aťyczę ci, żeby drugie podejście pod play-off w tym sezonie ci się udało.
- Dzięki. Wielka szkoda, że nie zdołaliśmy tego zrobić z Anwilem. Naprawdę żałuję.
W niedzielę wieczorem sprawdzisz wynik Anwilu? Nie boisz się, że będzie zdecydowanie na niekorzyść twoich kolegów?
- Rozmawiałem o tym z Gregiem Surmaczem i Konradem Wysockim. Mają powalczyć i godnie zakończyć sezon. Wynik nie jest najbardziej istotny, ale będę do nich w niedzielę dzwonił i pytał o mecz. Najważniejsze, żeby sprawy się szybko poukładały i żeby kibice pozostali wierni zespołowi. Tego wam życzę.