Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

D. Berisha: Poprzednio też wróciłem na Trefl

Poniedziałek, 27 Lutego 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Dwa tygodnie trwał rozbrat Dardana Berishy z koszykówką. Co prawda, obrońca Anwilu trenował indywidualnie, ale jak się okazało przeciw Śląskowi i Asseco Prokomowi nie mógł zagrać. Teraz Polak wraca do zajęć i jak sam mówi, postara się być gotowy na mecz z Treflem Sopot.

Dwa tygodnie trwał rozbrat Dardana Berishy z koszykówką. Co prawda, obrońca Anwilu trenował indywidualnie, ale jak się okazało przeciw Śląskowi i Asseco Prokomowi nie mógł zagrać. Teraz Polak wraca do zajęć i jak sam mówi, postara się być gotowy na mecz z Treflem Sopot.
Twój były zespół, warszawska Politechnika, jest dla ciebie w tym sezonie bardzo pechowy. Wiesz o czym mówię?

Dardan Berisha: Domyślam się, że chodzi o kontuzje, które przytrafiły mi się podczas dwóch meczów z Politechniką. Też uważam, że nie mam w tym sezonie szczęścia do warszawskiego teamu. Dwie kontuzje i obie przeciw temu samemu rywalowi…

Tak naprawdę, tu chyba jednak nie chodzi o szczęście, czy pecha. Urazy wynikały z nadgorliwości, czy braku właściwej koncentracji?

- Myślę, że kontuzja stawu skokowego, którą odniosłem w listopadowym spotkaniu była efektem zbyt dużej energii, jaką chciałem włożyć w tamten mecz. Pierwszy raz w życiu grałem przeciw swojej byłej drużynie i z całych sił chciałem się pokazać z jak najlepszej strony. Przesadziłem i skończyło się źle. Z kolei w meczu rewanżowym po prostu poczułem ból w mięśniu. Nie było żadnych akcji na siłę, niczego za co mógłbym mieć do siebie pretensje. Tak się po prostu czasem zdarza.

Wróciłeś do treningów. Czy to oznacza, że już wszystko w porządku?

- Dziś jeszcze nie mogę powiedzieć, że jestem gotowy na sto procent. Trenuję z drużyną, ale wchodzę w zajęcia stopniowo. Przeszedłem rehabilitację w Centrum Odnowy Biologicznej i Rehabilitacji Activ Med, a także utrzymywałem formę na zajęciach w siłowni i indywidualnych treningach z trenerem przygotowania motorycznego. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w niedzielę będę mógł zagrać przeciw Treflowi.

Masz mało czasu na dojście do pełnej dyspozycji, bo ten mecz już za 6 dni.

- Poprzednio też wróciłem na Trefl i indywidualnie nie było najgorzej. Mimo, że jeszcze czułem dyskomfort, to grałem długo i starałem się zachowywać tak, jakby nic mi nie dolegało. Teraz też mam nadzieję, że szybko wejdę w rytm i pomogę zespołowi w odniesieniu zwycięstwa.

Twoja pomoc będzie bardzo potrzebna, bo Anwilowi wiedzie się w kratkę…

- W meczu przeciw Asseco Prokomowi było widać dwie rzeczy. Po pierwsze, mistrz Polski nadal jest bardzo silną drużyną, zdolną walczyć o obronę tytułu. Po drugie, nie da się ukryć, że my jesteśmy w lekkim dołku, z którym jednak powinniśmy sobie poradzić. Nowy trener zmienił sporo w zajęciach, stara się do nas dotrzeć i myślę, że przyniesie to efekty. Mamy w drużynie wielu znakomitych koszykarzy i jeśli wszystko „zaskoczy”, to możemy być bardzo silni. Pokazaliśmy już w tym sezonie, że po słabszym spotkaniu potrafimy się zmobilizować i wygrać serię meczów. W szóstkach o serii nie może być mowy, ale na pewno jesteśmy w stanie powalczyć z każdym i odnieść wiele zwycięstw.

Podoba ci się system gry w tym sezonie?

- Myślę, że „szóstki” są atrakcyjnym rozwiązaniem dla kibiców. W każdej kolejce są dobre mecze, które warto oglądać na żywo i w telewizji. Takie drużyny jak Anwil, Asseco Prokom, czy Zastal gwarantują emocje. Chyba nikt nie podjąłby się teraz przewidywania wszystkich wyników, bo jest to po prostu niemożliwe. Tutaj każdy może wygrać z każdym.

A jak wygląda gra w „szóstkach” z perspektywy koszykarza?

- Dla nas też jest to dobry system, bo zawsze lepiej grać z silnymi. Przeciw potencjalnie słabszym rywalom trudniej się zmotywować, a tym samym mogą przydarzyć się wpadki. Gdy gramy z mocnymi przeciwnikami, to mamy szansę się rozwinąć i przygotować na play-off. Jedynym minusem jest intensywniejsze granie, które nie pozwala na odpoczynek. Jednak to mała niedogodność w porównaniu z wyzwaniem, jakie stoi przed nami.