Anwil Włocławek pokonał PGE Turów Zgorzelec w pierwszym meczu ćwierćfinału 76:72. Jak przystało na play-off, mecz był emocjonujący i nie brakowało w nim dramatycznych zwrotów. Nad wszystkim panował jednak Corsley Edwards, który udowodnił, że w najważniejszych bojach można na niego liczyć.
Anwil Włocławek pokonał PGE Turów Zgorzelec w pierwszym meczu ćwierćfinału 76:72. Jak przystało na play-off, mecz był emocjonujący i nie brakowało w nim dramatycznych zwrotów. Nad wszystkim panował jednak Corsley Edwards, który udowodnił, że w najważniejszych bojach można na niego liczyć.
Przed poniedziałkowym meczem Corsley Edwards zapowiadał, że szykuje srogi rewanż na Michale Gabińskim. Polski skrzydłowy bezpardonowo uderzył go w ostatnim meczu rundy zasadniczej, a takich zniewag „Big Dog” nie zapomina. Tym samym Amerykanin dodał sobie motywacji i mimo, że przez długie minuty nie miał szansy zagrać z Gabińskim jeden na jeden, to szukał sposobu, by nadszarpnąć jego nerwy. A że w tym przypadku najlepszym wyjściem było poprowadzenie Anwilu do zwycięstwa, to Edwards dwoił się i troił, by systematycznie powiększać konto punktowe i solidnie pomagać w obronie. W tym czasie „Gabi” próbował zdekoncentrować go ostentacyjną, trwającą 10 minut rozgrzewką za koszem, który mimo to Amerykanin raz za razem dziurawił.
Zanim jednak na początku ostatniej kwarty Edwards zdał ciosy po których ekipa ze Zgorzelca się nie pozbierała, mecz miał innego bohatera. A żeby nim zostać wystarczyło mu półtorej minuty. W tak krótkim czasie Dardan Berisha trafił trzy trójki i wyprowadził Anwil na 53:45. Zaczął, gdy jego drużyna złapała zadyszkę i przegrywała 42:45. Dwa błędy w ataku popełnił Nick Lewis, faul niesportowy zapisał na swoim koncie Krzysztof Szubarga, a w obronie szwankowało szczególnie zastawianie piłki przy zbiórce. Chcąc temu zaradzić, Berisha najpierw skorzystał z podania od Johna Allena, następnie w kontrataku podał mu „Szubi”, a później raz jeszcze został obsłużony przez Allena.
Gdy wydawało się, że PGE Turów dzięki trójce Damiana Kuliga szybko wróci do gry, faul ofensywny polskiego centra wymusił Corsley Edwards, a dodatkowo przewinieniem technicznym za dyskusje z sędziami ukarany został trener Jacek Winnicki. Jakby tego było mało, piąte przewinienie Michała Chylińskiego wymusił sprytny John Allen. Jak ważny był każdy taki niuans dla włocławian pokazał gest, który Amerykanin wykonał w kierunku swojego szkoleniowca. Pokazał mu pięć palców i wykrzyczał zadowolony, że „zadanie wykonane”.
Gości pogrążył szalejący „Big Dog”. Na początku czwartej kwarty dwukrotnie przyczaił się na linii końcowej i wykorzystał fakt, że „wyfaulował” wcześniej Kickerta i Kuliga. Wysocy PGE Turowa spóźnieni w obronie nie chcieli już więcej faulować, bo oznaczałoby to dla nich podzielenie losu Chylińskiego. Doświadczony center Anwilu nie zwykł marnować takich sytuacji i wyprowadził drużynę na 62:48.
Anwil cieszył się każdą udaną akcją, reagował na niepowodzenia, dobrze czytał grę, a mimo to goście znów nawiązali walkę. Trzeba przyznać, że trio Jackson – Kickert – Wysocki pokazało, że ma nerwy ze stali i wybitne umiejętności koszykarskie. Choć nie wystarczyły one tym razem do odrobienia całych strat, to napędzili jeszcze strachu gospodarzom. Na 2:44 min. do końca doprowadzili do stanu 69:65 i nikt w Hali Mistrzów nie mógł być pewien, jak skończy się ten mecz. Na szczęście świetny doping kibiców i koncentracja utrzymana do ostatnich chwil pozwoliły obronić się przed szarżą gości. Cenną zbiórkę w ataku dał aktywny Lawrence Kinnard, szybkiego faulu uniknął Dardan Berisha, punkty w charakterystyczny-akrobatyczny sposób zdobył Krzysztof Szubarga, a wszystkich swoim slalomem zaskoczył John Allen.
W ten sposób Anwil zakończył spotkanie z wynikiem 76:72 i w serii do 3 zwycięstw wyszedł na prowadzenie 1:0. Kolejny mecz w Hali Mistrzów już w środę i znów możemy się spodziewać, że emocji nie zabraknie. PGE Turów pokazał bowiem, że jest ekipą bardzo silną, zdolną wyjść z najtrudniejszego położenia. Anwil z kolei potwierdził, że jest w świetnej dyspozycji, gra efektownie i zasłużenie znalazł się w ścisłej ligowej czołówce. Rywalizacja tych dwóch drużyn z pewnością przyniesie jeszcze wiele emocji na najwyższym poziomie.
Anwil Włocławek – PGE Turów Zgorzelec 76:72 (23:8, 11:23, 24:17, 18:24)Zanim jednak na początku ostatniej kwarty Edwards zdał ciosy po których ekipa ze Zgorzelca się nie pozbierała, mecz miał innego bohatera. A żeby nim zostać wystarczyło mu półtorej minuty. W tak krótkim czasie Dardan Berisha trafił trzy trójki i wyprowadził Anwil na 53:45. Zaczął, gdy jego drużyna złapała zadyszkę i przegrywała 42:45. Dwa błędy w ataku popełnił Nick Lewis, faul niesportowy zapisał na swoim koncie Krzysztof Szubarga, a w obronie szwankowało szczególnie zastawianie piłki przy zbiórce. Chcąc temu zaradzić, Berisha najpierw skorzystał z podania od Johna Allena, następnie w kontrataku podał mu „Szubi”, a później raz jeszcze został obsłużony przez Allena.
Gdy wydawało się, że PGE Turów dzięki trójce Damiana Kuliga szybko wróci do gry, faul ofensywny polskiego centra wymusił Corsley Edwards, a dodatkowo przewinieniem technicznym za dyskusje z sędziami ukarany został trener Jacek Winnicki. Jakby tego było mało, piąte przewinienie Michała Chylińskiego wymusił sprytny John Allen. Jak ważny był każdy taki niuans dla włocławian pokazał gest, który Amerykanin wykonał w kierunku swojego szkoleniowca. Pokazał mu pięć palców i wykrzyczał zadowolony, że „zadanie wykonane”.
Gości pogrążył szalejący „Big Dog”. Na początku czwartej kwarty dwukrotnie przyczaił się na linii końcowej i wykorzystał fakt, że „wyfaulował” wcześniej Kickerta i Kuliga. Wysocy PGE Turowa spóźnieni w obronie nie chcieli już więcej faulować, bo oznaczałoby to dla nich podzielenie losu Chylińskiego. Doświadczony center Anwilu nie zwykł marnować takich sytuacji i wyprowadził drużynę na 62:48.
Anwil cieszył się każdą udaną akcją, reagował na niepowodzenia, dobrze czytał grę, a mimo to goście znów nawiązali walkę. Trzeba przyznać, że trio Jackson – Kickert – Wysocki pokazało, że ma nerwy ze stali i wybitne umiejętności koszykarskie. Choć nie wystarczyły one tym razem do odrobienia całych strat, to napędzili jeszcze strachu gospodarzom. Na 2:44 min. do końca doprowadzili do stanu 69:65 i nikt w Hali Mistrzów nie mógł być pewien, jak skończy się ten mecz. Na szczęście świetny doping kibiców i koncentracja utrzymana do ostatnich chwil pozwoliły obronić się przed szarżą gości. Cenną zbiórkę w ataku dał aktywny Lawrence Kinnard, szybkiego faulu uniknął Dardan Berisha, punkty w charakterystyczny-akrobatyczny sposób zdobył Krzysztof Szubarga, a wszystkich swoim slalomem zaskoczył John Allen.
W ten sposób Anwil zakończył spotkanie z wynikiem 76:72 i w serii do 3 zwycięstw wyszedł na prowadzenie 1:0. Kolejny mecz w Hali Mistrzów już w środę i znów możemy się spodziewać, że emocji nie zabraknie. PGE Turów pokazał bowiem, że jest ekipą bardzo silną, zdolną wyjść z najtrudniejszego położenia. Anwil z kolei potwierdził, że jest w świetnej dyspozycji, gra efektownie i zasłużenie znalazł się w ścisłej ligowej czołówce. Rywalizacja tych dwóch drużyn z pewnością przyniesie jeszcze wiele emocji na najwyższym poziomie.
Anwil: Edwards 21, Szubarga 15, Berisha 12, Hajrić 8, Allen 7, Kinnard 6, Majewski 3, Lewis 2, Harrington 2
PGE Turów: Wysocki 18, Jackson 15, Kickert 14, Kulig 11, Gustas 9, Chyliński 3, Lee 2, Cel 0, Mielczarek 0, Gabiński 0, Moore 0, Lauderdale 0
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI