Dziś (wtorek) Corsley Edwards wsiada do samolotu i wraca do Stanów Zjednoczonych. W jego torbie znajduje się m.in. nagroda dla MVP Anwilu Włocławek. Bardziej od bagażu Amerykanina interesuje nas jednak jego opinia o sezonie i plany na najbliższą przyszłość.
Dziś (wtorek) Corsley Edwards wsiada do samolotu i wraca do Stanów Zjednoczonych. W jego torbie znajduje się m.in. nagroda dla MVP Anwilu Włocławek. Bardziej od bagażu Amerykanina interesuje nas jednak jego opinia o sezonie i plany na najbliższą przyszłość.
Zostałeś uhonorowany nagrodą MVP Anwilu Włocławek. Gratulacje.
Corsley Edwards: Dziękuję bardzo. To dla mnie ważna nagroda, szczególnie że trafia do moich rąk dzięki głosowaniu fanów. Jestem im bardzo wdzięczny za to, że docenili moje najlepsze występy i mimo nieudanego finiszu, wybrali mnie MVP swojej drużyny. Raz jeszcze serdecznie dziękuję i życzę wam z całego serca, żeby Anwil osiągał lepsze rezultaty w kolejnych sezonach.
Dla porządku dodajmy, że szczególnie chętnie głosowano na ciebie w październiku i grudniu. Czy ty też oceniasz ten czas jako najlepszy w twoim wykonaniu?
- Zdecydowanie tak. Wtedy cały zespół piął się w górę, ale niestety później przyszedł dołek. Do końca sezonu już nie odnaleźliśmy takiej dyspozycji, jakiej byśmy sobie życzyli.
Twoja gra pod koniec sezonu mogła pozostawiać wiele do życzenia. Wydaje się, że stać cię było na więcej.
- Gdyby spojrzeć w moje statystyki, to one rzeczywiście spadły. Jednak trzeba mieć na uwadze, że zmienił się system gry, zwłaszcza w ofensywie. Wcześniej, tak naprawdę, wszystkie piłki w ataku były kierowane do mnie. Dopiero gdy ja nie miałem opcji rzutu, to uaktywniali się pozostali koszykarze. Po zmianie trenera te akcenty rozłożyły się równomiernie. Odpowiedzialność za zdobywanie punktów została podzielona na wszystkich.
Czy to ci się podobało? Bo możemy mieć wrażenie, że straciłeś trochę ze swojego zapału…
- Skądże! Byliśmy zespołem, jak mógłbym być zły, że ktoś inny również zdobywa punkty? Cieszy mnie, że w końcowej fazie sezonu wreszcie wyglądaliśmy jak prawdziwy kolektyw. Więcej od siebie dali „Szubi” i Dardan, a swoje umiejętności zaprezentował John. To była dobra sytuacja dla drużyny, a ja powtórzę, że nie mogłem tak dominować jak na początku.
Czy w takim razie trenerzy Anwilu zdołali wydobyć z ciebie wszystko co najlepsze, czy czujesz niedosyt?
- Myślę, że właściwie eksploatowali moje umiejętności. Czuję się wykorzystany, w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście…
Na swoim facebookowym profilu napisałeś, że dziękujesz fanom Anwilu za ten sezon i życzysz większych sukcesów w przyszłości. Będę się więc upierał, że tak naprawdę masz świadomość, że zawiedliście.
- Uhh… Rzeczywiście, nie możemy być zadowoleni po tym jak zakończyliśmy grę na ćwierćfinale, nasze ambicje były wyższe. Okazało się jednak, że zbyt duże zmiany w zespole i ciągła huśtawka formy odbiły się na tej decydującej fazie rozgrywek. Zbyt dużo było zamieszania i rywale to wykorzystali.
Jednak po pierwszym meczu serii z PGE Turowem wszyscy myśleliśmy, że jesteście na właściwych torach. A co ty wtedy myślałeś? Przewidywałeś taki rozwój sytuacji?
- Tak jak pozostali koszykarze, chyba za szybko uwierzyłem, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Byliśmy zrelaksowani, bo wpadały nam trudne rzuty i graliśmy dobrze w obronie. Co prawda, przegraliśmy zbiórkę, ale to nie miało decydującego wpływu na wynik. Udało nam się zdominować PGE Turów i to przeświadczenie o własnej sile okazało się dla nas zgubne. Trener mówił nam po meczu, że musimy utrzymać taką dyspozycję, że nie wolno nam się zdekoncentrować… Stało się jednak inaczej.
Zostałeś uhonorowany nagrodą MVP Anwilu Włocławek. Gratulacje.
Corsley Edwards: Dziękuję bardzo. To dla mnie ważna nagroda, szczególnie że trafia do moich rąk dzięki głosowaniu fanów. Jestem im bardzo wdzięczny za to, że docenili moje najlepsze występy i mimo nieudanego finiszu, wybrali mnie MVP swojej drużyny. Raz jeszcze serdecznie dziękuję i życzę wam z całego serca, żeby Anwil osiągał lepsze rezultaty w kolejnych sezonach.
Dla porządku dodajmy, że szczególnie chętnie głosowano na ciebie w październiku i grudniu. Czy ty też oceniasz ten czas jako najlepszy w twoim wykonaniu?
- Zdecydowanie tak. Wtedy cały zespół piął się w górę, ale niestety później przyszedł dołek. Do końca sezonu już nie odnaleźliśmy takiej dyspozycji, jakiej byśmy sobie życzyli.
Twoja gra pod koniec sezonu mogła pozostawiać wiele do życzenia. Wydaje się, że stać cię było na więcej.
- Gdyby spojrzeć w moje statystyki, to one rzeczywiście spadły. Jednak trzeba mieć na uwadze, że zmienił się system gry, zwłaszcza w ofensywie. Wcześniej, tak naprawdę, wszystkie piłki w ataku były kierowane do mnie. Dopiero gdy ja nie miałem opcji rzutu, to uaktywniali się pozostali koszykarze. Po zmianie trenera te akcenty rozłożyły się równomiernie. Odpowiedzialność za zdobywanie punktów została podzielona na wszystkich.
Czy to ci się podobało? Bo możemy mieć wrażenie, że straciłeś trochę ze swojego zapału…
- Skądże! Byliśmy zespołem, jak mógłbym być zły, że ktoś inny również zdobywa punkty? Cieszy mnie, że w końcowej fazie sezonu wreszcie wyglądaliśmy jak prawdziwy kolektyw. Więcej od siebie dali „Szubi” i Dardan, a swoje umiejętności zaprezentował John. To była dobra sytuacja dla drużyny, a ja powtórzę, że nie mogłem tak dominować jak na początku.
Czy w takim razie trenerzy Anwilu zdołali wydobyć z ciebie wszystko co najlepsze, czy czujesz niedosyt?
- Myślę, że właściwie eksploatowali moje umiejętności. Czuję się wykorzystany, w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście…
Na swoim facebookowym profilu napisałeś, że dziękujesz fanom Anwilu za ten sezon i życzysz większych sukcesów w przyszłości. Będę się więc upierał, że tak naprawdę masz świadomość, że zawiedliście.
- Uhh… Rzeczywiście, nie możemy być zadowoleni po tym jak zakończyliśmy grę na ćwierćfinale, nasze ambicje były wyższe. Okazało się jednak, że zbyt duże zmiany w zespole i ciągła huśtawka formy odbiły się na tej decydującej fazie rozgrywek. Zbyt dużo było zamieszania i rywale to wykorzystali.
Jednak po pierwszym meczu serii z PGE Turowem wszyscy myśleliśmy, że jesteście na właściwych torach. A co ty wtedy myślałeś? Przewidywałeś taki rozwój sytuacji?
- Tak jak pozostali koszykarze, chyba za szybko uwierzyłem, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Byliśmy zrelaksowani, bo wpadały nam trudne rzuty i graliśmy dobrze w obronie. Co prawda, przegraliśmy zbiórkę, ale to nie miało decydującego wpływu na wynik. Udało nam się zdominować PGE Turów i to przeświadczenie o własnej sile okazało się dla nas zgubne. Trener mówił nam po meczu, że musimy utrzymać taką dyspozycję, że nie wolno nam się zdekoncentrować… Stało się jednak inaczej.
Dlatego teraz zamiast grać snujesz pewnie jakieś wakacyjne plany?
- Nie mam zbyt wiele wolnego czasu w tegoroczne wakacje, więc jedynym planem jest zabranie rodziny do Disneylandu. Później czeka mnie gra w drużynie Nike.
Drużynie Nike? Podpisujesz jakiś lukratywny kontrakt? Opowiedz coś o tym.
- Drużyna Nike, to będzie ekipa złożona ze znanych profesjonalnych koszykarzy i streetballowców. W planach jest tournee po Stanach Zjednoczonych i największych miastach Europy. W tej chwili trwają rozmowy nad moim kontraktem z Nike, więc nic więcej powiedzieć nie mogę.
Możemy się spodziewać ubrań z linii „Corsley Edwards”?
- Mam taką nadzieję.
Czyli w wieku 33 lat absolutnie nie myślisz jeszcze o zakończeniu kariery?
- Chciałbym grać jeszcze przez 5 lat. Dla centra to nie jest aż taki wielki wyczyn. O ile się nie mylę, Adam Wójcik ze Śląska kończy karierę w wieku 42 lat. To już jest coś. Ja gdybym dograł do 38 roku życia, byłbym zadowolony.
Czas między zakończeniem sezonu, a wtorkowym wylotem do Stanów Zjednoczonych spędzałeś odwiedzając ciekawe miejsca w Polsce. Gdzie byłeś?
- Razem z Juniorem [Lorinza Harrington – red.], Nickiem i Lawrencem wybraliśmy się do Oświęcimia. W Ameryce dużo mówi się w szkołach o obozach koncentracyjnych i my też się o tym uczyliśmy. Teraz gdy nadarzyła się okazja je zobaczyć, musieliśmy to zrobić. Tak właściwie, to od początku sezonu czekaliśmy na kilka wolnych dni, które moglibyśmy spędzić zwiedzając Polskę. Wycieczki do Oświęcimia nigdy nie zapomnę. To był jeden z najstraszniejszych momentów w moim życiu.
W takim razie, wróćmy do koszykówki i spróbujmy przewidzieć, kto wygra Tauron Basket Ligę?
- Myślę, że mistrzem zostanie Asseco Prokom. Dlaczego? Ponieważ mają doświadczenie z różnych rozgrywek. Grali w Eurolidze i VTB zbierając tam naukę. Jestem w kontakcie z Jerelem Blassingamem. Gdy rozmawialiśmy mówił mi, że są naprawdę mocno zmotywowani, żeby wygrać.
Chciałbyś na koniec powiedzieć coś fanom Anwilu?
- Chciałbym im życzyć udanych wakacji i takiej gry Anwilu, o jakiej marzą. Nigdy was nie zapomnę. Będziecie tym, co pierwsze przyjdzie mi na myśl, gdy wspomnę Polskę. Byliście wspaniali.
- Nie mam zbyt wiele wolnego czasu w tegoroczne wakacje, więc jedynym planem jest zabranie rodziny do Disneylandu. Później czeka mnie gra w drużynie Nike.
Drużynie Nike? Podpisujesz jakiś lukratywny kontrakt? Opowiedz coś o tym.
- Drużyna Nike, to będzie ekipa złożona ze znanych profesjonalnych koszykarzy i streetballowców. W planach jest tournee po Stanach Zjednoczonych i największych miastach Europy. W tej chwili trwają rozmowy nad moim kontraktem z Nike, więc nic więcej powiedzieć nie mogę.
Możemy się spodziewać ubrań z linii „Corsley Edwards”?
- Mam taką nadzieję.
Czyli w wieku 33 lat absolutnie nie myślisz jeszcze o zakończeniu kariery?
- Chciałbym grać jeszcze przez 5 lat. Dla centra to nie jest aż taki wielki wyczyn. O ile się nie mylę, Adam Wójcik ze Śląska kończy karierę w wieku 42 lat. To już jest coś. Ja gdybym dograł do 38 roku życia, byłbym zadowolony.
Czas między zakończeniem sezonu, a wtorkowym wylotem do Stanów Zjednoczonych spędzałeś odwiedzając ciekawe miejsca w Polsce. Gdzie byłeś?
- Razem z Juniorem [Lorinza Harrington – red.], Nickiem i Lawrencem wybraliśmy się do Oświęcimia. W Ameryce dużo mówi się w szkołach o obozach koncentracyjnych i my też się o tym uczyliśmy. Teraz gdy nadarzyła się okazja je zobaczyć, musieliśmy to zrobić. Tak właściwie, to od początku sezonu czekaliśmy na kilka wolnych dni, które moglibyśmy spędzić zwiedzając Polskę. Wycieczki do Oświęcimia nigdy nie zapomnę. To był jeden z najstraszniejszych momentów w moim życiu.
W takim razie, wróćmy do koszykówki i spróbujmy przewidzieć, kto wygra Tauron Basket Ligę?
- Myślę, że mistrzem zostanie Asseco Prokom. Dlaczego? Ponieważ mają doświadczenie z różnych rozgrywek. Grali w Eurolidze i VTB zbierając tam naukę. Jestem w kontakcie z Jerelem Blassingamem. Gdy rozmawialiśmy mówił mi, że są naprawdę mocno zmotywowani, żeby wygrać.
Chciałbyś na koniec powiedzieć coś fanom Anwilu?
- Chciałbym im życzyć udanych wakacji i takiej gry Anwilu, o jakiej marzą. Nigdy was nie zapomnę. Będziecie tym, co pierwsze przyjdzie mi na myśl, gdy wspomnę Polskę. Byliście wspaniali.