Corsley Edwards dołączył do ekipy Anwilu Włocławek. Droga centra do Włocławka pełna była perypetii, bo w okolicach Baltimore skąd wylatywał rozszalała się burza. Zamiast do Nowego Yorku musiał więc lecieć do Londynu, a tam czekać 7 godzin na lot do Warszawy. Wszystko jednak dobrze się skończyło i center jest już z Anwilem.
Corsley Edwards dołączył do ekipy Anwilu Włocławek. Droga centra do Włocławka pełna była perypetii, bo w okolicach Baltimore skąd wylatywał rozszalała się burza. Zamiast do Nowego Yorku musiał więc lecieć do Londynu, a tam czekać 7 godzin na lot do Warszawy. Wszystko jednak dobrze się skończyło i center jest już z Anwilem.
Mimo „dodatkowych atrakcji” podczas podróży, Corsley Edwards tryskał humorem. Zaraz po zapoznaniu się z pracownikami klubu oraz zobaczeniu infrastruktury Hali Mistrzów dołączył do grupki dzieci trenujących na parkiecie. Zaprezentował im swój firmowy wsad, a następnie udzielił instrukcji, jak należy go prawidłowo wykonać. Dzieci były zachwycone nowym „kolegą”.
Mierzący 205 cm środkowy ucieszył się też na wieść, że koszykarze Anwilu nazywani są Rottweilerami. – Na mnie mówią „Wielki Pies”, więc pasuję idealnie do tej drużyny. Jestem dziś trochę onieśmielony obecnością fotoreportera, ale w przyszłości mogę być twarzą klubu – żartował Amerykanin.
Zaraz po wizycie w Hali Mistrzów Edwards wraz z kierownikiem drużyny Hubertem Śledzińskim udał się na obowiązkowe badania medyczne i wydolnościowe do Łodzi. Po ich wykonaniu dołączą do drużyny, która dziś rozpoczyna obóz kondycyjny w Karpaczu.
- Jestem trochę zmęczony podróżą i zmianą czasu, ale za kilka dni wszystko powinno być ok. Czuję się świetnie i myślę, że jestem dobrze przygotowany do treningów. Mimo, że wiele sezonów już za mną, to znów czuję duże podekscytowanie i chęć do gry. Po badaniach zobaczę moich nowych partnerów i jak zwykle będzie to ciekawe doświadczenie. Jednym słowem, wakacje się skończyły i pora przyłożyć się do ćwiczeń – skomentował swoje przybycie Corsley Edwards.
Mimo „dodatkowych atrakcji” podczas podróży, Corsley Edwards tryskał humorem. Zaraz po zapoznaniu się z pracownikami klubu oraz zobaczeniu infrastruktury Hali Mistrzów dołączył do grupki dzieci trenujących na parkiecie. Zaprezentował im swój firmowy wsad, a następnie udzielił instrukcji, jak należy go prawidłowo wykonać. Dzieci były zachwycone nowym „kolegą”.
Mierzący 205 cm środkowy ucieszył się też na wieść, że koszykarze Anwilu nazywani są Rottweilerami. – Na mnie mówią „Wielki Pies”, więc pasuję idealnie do tej drużyny. Jestem dziś trochę onieśmielony obecnością fotoreportera, ale w przyszłości mogę być twarzą klubu – żartował Amerykanin.
Zaraz po wizycie w Hali Mistrzów Edwards wraz z kierownikiem drużyny Hubertem Śledzińskim udał się na obowiązkowe badania medyczne i wydolnościowe do Łodzi. Po ich wykonaniu dołączą do drużyny, która dziś rozpoczyna obóz kondycyjny w Karpaczu.
- Jestem trochę zmęczony podróżą i zmianą czasu, ale za kilka dni wszystko powinno być ok. Czuję się świetnie i myślę, że jestem dobrze przygotowany do treningów. Mimo, że wiele sezonów już za mną, to znów czuję duże podekscytowanie i chęć do gry. Po badaniach zobaczę moich nowych partnerów i jak zwykle będzie to ciekawe doświadczenie. Jednym słowem, wakacje się skończyły i pora przyłożyć się do ćwiczeń – skomentował swoje przybycie Corsley Edwards.