MVP Kasztelan Basketball Cup 2013 został Chris Warren, zawodnik zwycięskiej drużyny Bnei Herzliya. Po turnieju, koszykarz, który może się pochwalić tym, że zdobywał mistrzostwo Chorwacji i był jedną z wyróżniających się postaci w Eurolidze, komplementował Anwil i Andrzeja Plutę.
MVP Kasztelan Basketball Cup 2013 został Chris Warren, zawodnik zwycięskiej drużyny Bnei Herzliya. Po turnieju, koszykarz, który może się pochwalić tym, że zdobywał mistrzostwo Chorwacji i był jedną z wyróżniających się postaci w Eurolidze, komplementował Anwil i Andrzeja Plutę.
Spośród czterdziestu koszykarzy, którzy zagrali w tegorocznym Kasztelan Basketball Cup, to właśnie ty zostałeś wybrany najlepszym. Tytuł MVP i nagroda mają dla ciebie znaczenie?
- Mają i to ogromne, bo wracam do poważnej rywalizacji po kontuzji kolana, która wykluczyła mnie z gry na pół roku. Z tego powodu zeszły sezon był dla mnie bardzo trudny. Ten zapowiada się lepiej, m.in. za sprawą wyróżnienia, które otrzymałem we Włocławku. Doda mi ono jeszcze więcej pewności, że to co robię, żeby wrócić na najwyższy poziom, ma sens. Zresztą, już czuję, że jestem szybki, że wraca moja siła, że „siedzi” mi rzut.
Jak oceniasz poziom Kasztelan Basketball Cup 2013?
- Bardzo wysoko. Pierwszy raz jestem w Polsce, ale wielokrotnie słyszałem o tym, że tutejsze kluby są bardzo solidne i dobrze zorganizowane. Potwierdził to Anwil, który zorganizował znakomity turniej. Władze mojego klubu doskonale wiedziały co robią decydując się na przyjazd do Włocławka. W końcu Bnei wcześniej dwukrotnie zajmowało drugie miejsce w turnieju i chciało poprawić tę statystykę. Osobiście cieszę się, że trafiłem w sam środek tak poważnej rywalizacji. To było dla mnie świetne przetarcie przed sezonem, bo tak jak już wspominałem, do niedawna zmagałem się z urazem kolana.
Powroty po kontuzji bywają trudne z powodów kondycyjnych. Różnica w zdobyczy punktowej między pierwszym a drugim meczem z Anwilem wynikała właśnie ze zmęczenia, czy włocławianie jakoś specjalnie się na ciebie przygotowali?
- Myślę, że oba te czynniki sprawiły, że w niedzielę udało mi się ustrzelić tylko 8 punktów, podczas gdy w piątek miałem ich 27. Muszę przyznać, że w finałowym meczu odczułem to, że Anwil broni przeciw mnie dużo mocniej niż dwa dni wcześniej. Obrońca nie pozostawiał mi ani metra wolnej przestrzeni do rzutu, chyba ani razu nie miałem idealnie czystej pozycji. Widać, że gospodarze odrobili pracę domową.
Jak oceniasz Anwil na tle pozostałych dwóch zespołów z Polski?
- Bez wątpienia był w tym turnieju najbardziej wymagającym rywalem. Pozostałe dwa zespoły nie grały tak twardo i z takim poświęceniem. Graliśmy z drużyną z Wrocławia i obserwowaliśmy zespół z Gdyni i nie dało się ukryć, że Anwil na ich tle wypadł najlepiej.
Jaki był klucz do wygranej Bnei w całym turnieju?
- Myślę, że najważniejsza okazała się dobra obrona w kluczowych mementach meczów z Anwilem i Śląskiem. Poza tym dobrze bilansowaliśmy grę blisko kosza z rzutami z dystansu. Mamy mocny skład i każdy z chłopaków dorzucił cegiełkę do wyniku.
Oglądałeś konkursy towarzyszące?
- Oglądałem konkurs rzutów za trzy i oczywiście kibicowałem Michaelowi Umehowi z mojej drużyny. Ale ten gość… Pluta? Tak? … On był niesamowity. W półfinale pokazał klasę, a w finale miałem wrażenie, że bawi się z kibicami. Chybił kilka rzutów, żeby ostatnią serią powalić wszystkich na kolana.
Wiesz, że on od dwóch lat nie gra?
- Wiem. Podczas konkursu zrobił na mnie takie wrażenie, że wieczorem „wyguglowałem” go i poczytałem o jego karierze. Wygląda na to, że był wielkim graczem.
Ty również masz w swojej karierze wielkie momenty i kilka indywidualnych wyróżnień, do których właśnie dołączyła nagroda dla MVP Kasztelan Basketball Cup. Gratulacje.
- Dziękuję. Jestem już po trzydziestce i mam nadzieję, że gdy już skończę karierę, to pozostanę w takiej formie jak ten wasz Pluta. (śmiech)
- Mają i to ogromne, bo wracam do poważnej rywalizacji po kontuzji kolana, która wykluczyła mnie z gry na pół roku. Z tego powodu zeszły sezon był dla mnie bardzo trudny. Ten zapowiada się lepiej, m.in. za sprawą wyróżnienia, które otrzymałem we Włocławku. Doda mi ono jeszcze więcej pewności, że to co robię, żeby wrócić na najwyższy poziom, ma sens. Zresztą, już czuję, że jestem szybki, że wraca moja siła, że „siedzi” mi rzut.
Jak oceniasz poziom Kasztelan Basketball Cup 2013?
- Bardzo wysoko. Pierwszy raz jestem w Polsce, ale wielokrotnie słyszałem o tym, że tutejsze kluby są bardzo solidne i dobrze zorganizowane. Potwierdził to Anwil, który zorganizował znakomity turniej. Władze mojego klubu doskonale wiedziały co robią decydując się na przyjazd do Włocławka. W końcu Bnei wcześniej dwukrotnie zajmowało drugie miejsce w turnieju i chciało poprawić tę statystykę. Osobiście cieszę się, że trafiłem w sam środek tak poważnej rywalizacji. To było dla mnie świetne przetarcie przed sezonem, bo tak jak już wspominałem, do niedawna zmagałem się z urazem kolana.
Powroty po kontuzji bywają trudne z powodów kondycyjnych. Różnica w zdobyczy punktowej między pierwszym a drugim meczem z Anwilem wynikała właśnie ze zmęczenia, czy włocławianie jakoś specjalnie się na ciebie przygotowali?
- Myślę, że oba te czynniki sprawiły, że w niedzielę udało mi się ustrzelić tylko 8 punktów, podczas gdy w piątek miałem ich 27. Muszę przyznać, że w finałowym meczu odczułem to, że Anwil broni przeciw mnie dużo mocniej niż dwa dni wcześniej. Obrońca nie pozostawiał mi ani metra wolnej przestrzeni do rzutu, chyba ani razu nie miałem idealnie czystej pozycji. Widać, że gospodarze odrobili pracę domową.
Jak oceniasz Anwil na tle pozostałych dwóch zespołów z Polski?
- Bez wątpienia był w tym turnieju najbardziej wymagającym rywalem. Pozostałe dwa zespoły nie grały tak twardo i z takim poświęceniem. Graliśmy z drużyną z Wrocławia i obserwowaliśmy zespół z Gdyni i nie dało się ukryć, że Anwil na ich tle wypadł najlepiej.
Jaki był klucz do wygranej Bnei w całym turnieju?
- Myślę, że najważniejsza okazała się dobra obrona w kluczowych mementach meczów z Anwilem i Śląskiem. Poza tym dobrze bilansowaliśmy grę blisko kosza z rzutami z dystansu. Mamy mocny skład i każdy z chłopaków dorzucił cegiełkę do wyniku.
Oglądałeś konkursy towarzyszące?
- Oglądałem konkurs rzutów za trzy i oczywiście kibicowałem Michaelowi Umehowi z mojej drużyny. Ale ten gość… Pluta? Tak? … On był niesamowity. W półfinale pokazał klasę, a w finale miałem wrażenie, że bawi się z kibicami. Chybił kilka rzutów, żeby ostatnią serią powalić wszystkich na kolana.
Wiesz, że on od dwóch lat nie gra?
- Wiem. Podczas konkursu zrobił na mnie takie wrażenie, że wieczorem „wyguglowałem” go i poczytałem o jego karierze. Wygląda na to, że był wielkim graczem.
Ty również masz w swojej karierze wielkie momenty i kilka indywidualnych wyróżnień, do których właśnie dołączyła nagroda dla MVP Kasztelan Basketball Cup. Gratulacje.
- Dziękuję. Jestem już po trzydziestce i mam nadzieję, że gdy już skończę karierę, to pozostanę w takiej formie jak ten wasz Pluta. (śmiech)