- Dzisiaj wreszcie udało nam się zagrać z Prokomem tak jak chcieliśmy. Ograniczyliśmy ich poczynania zarówno w ataku jak i w obronie. W poprzednich dwóch meczach różnie nam to wychodziło. Wszyscy cieszymy się, że zmniejszyliśmy dystans do rywali - powiedział Chris Thomas po meczu z Prokomem.
Łukasz Brylski: W dzisiejszym spotkaniu byłeś jednym z jaśniejszych punktów Anwilu. Czujesz się bohaterem spotkania?
Chris Thomas: Oj, nie (śmiech). Na ten sukces zapracowała cała drużyna. Każdy z nas miał swój wkład, więc trudno powiedzieć, że to ja akurat byłem bohaterem. Dzisiaj wreszcie udało nam się zagrać z Prokomem tak jak chcieliśmy. Ograniczyliśmy ich poczynania zarówno w ataku jak i w obronie. W poprzednich dwóch meczach różnie nam to wychodziło. Wszyscy cieszymy się, że zmniejszyliśmy dystans do rywali.
Skromność skromnością, ale rzuciłeś dzisiaj 23 punkty i momentami ośmieszałeś obronę sopocką. Z całą pewnością jesteś zadowolony z rozegranych zawodów...
- Tylko szaleniec by nie był szczęśliwy. Wiesz Prokom to świetny zespół, a my im sprawiliśmy sporego łupnia (śmiech). Bardzo się cieszę, że ja miałem okazję się do tego przyczynić. Wygraliśmy to fakt niepodważalny, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy w połowie drogi do wyrównania stanu rywalizacji. Pierwszy krok poczyniliśmy dzisiaj.
Prokom szczególnie w pierwszej połowie nie radził sobie z waszymi pick and rollami, dzięki czemu uzyskaliście przewagę w pierwszej połowie, którą dowieźliście do końca. Zgadzasz się z tym, iż to było kluczowe dla losów meczu?
- Wiesz, to może miało jakiś wpływ, ale nie do końca. Już w pierwszej kwarcie nasi skrzydłowi i środkowi, którzy cały czas grali świetnie, zaliczyli kilka ważnych przechwytów, dzięki czemu można było zagrać z kontry. Z dobrej strony pokazał się Dule (Dusan Bocevski - red.), który długo nie grał. Jego obecność nam pomogła, chociażby z racji tego, że pod koszem po problemach ze zdrowiem Seida (Seid Hajric - red.) i Otisa Hilla, wytworzyła się luka. On ją załatał. Dziś wszystko nam wychodziło i dzięki temu można po naszej stronie zapisać pierwsze zwycięstwo w tej rywalizacji.
Patrząc na wynik meczu (87-67 - red.) można mieć nieodparte wrażenie, że to była to bardzo łatwa przeprawa z koszykarzami z Sopotu...
- Co to, to nie. Prokom nie przez większość meczu starał się go wygrać i stawiał twarde warunki w obronie i w ataku. Tym razem to my po swojej stronie mieliśmy dużo więcej atutów i udało nam się wygrać. Dziś było dwadzieścia punktów, w poprzednich meczach różnica była niewielka na korzyść Sopotu. To jednak seria playoff, tutaj nikt nie liczy różnicy punktowej, ważne są zwycięstwa, a my jak na razie tracimy jedno do remisu. W poniedziałek kolejne starcie i wierzę, że będziemy ponownie mieć powody do radości.
Wspomniałeś o waszych atutach. Przed meczem wiele mówiło się o problemach ze zdrowiem Anwilu. Te doniesienia nie napawały optymizmem. Kontuzja Seida Hajrica, a także Andrzej Pluta i Otis Hill ostatnio mieli dolegliwości. To są kluczowi gracze, skoro ich nie grali lub nie byli w pełni zdrowi to aż strach pomyśleć co będzie jak każdy z nich nie będzie narzekał na zdrowie...
- Wiesz kluczowa była motywacja, każdy z nas wiedział, że jest bardzo ważny mecz i wyszedł na parkiet naładowany energią. Spora zasługa w tym naszego trenera, który świetnie nas umotywował. Każdy chciał odnieść zwycięstwo. Ono liczyło się najbardziej dla nas. To sprawiło, że problemy ze zdrowiem zawodników, o których wspomniałeś zeszły na dalszy plan. Dziś pokazaliśmy, że Anwil to uniwersalna drużyna, która co najważniejsze jest równa. Nie ważne kto przebywa w danym momencie na boisku, zawsze jest zagrożenie dla przeciwnika. O to właśnie chodzi. Dzięki temu możemy po meczu z podniesioną głową iść do domu.
Na koniec sezonu zasadniczego pogrom, teraz też wasza przewaga nie podlegała dyskusji. Można powiedzieć, że macie patent na rozbijanie Prokomu we własnej hali?
- (śmiech) Właśnie, przynajmniej okazało się, że tamto zwycięstwo nie było dziełem przypadku. A tak serio to ciężko powiedzieć, czy mamy jakiś sposób na nich. Dzisiaj wyszedł nam mecz, piłka wpadała do kosza. Kto wie jak będzie w poniedziałek. Każdy z nas ma nadzieję, że sprawy potoczą się podobnie i do Sopotu pojedziemy mając remis. Tam pokazaliśmy, że potrafimy grać dobrze, tylko zabrakło nam szczęścia. Teraz zabierzemy je ze sobą, już ja o to zadbam. (śmiech).
Koszykarze Anwilu podkreślają, że publiczność była waszym szóstym zawodnikiem...
- Oni dzisiaj byli świetni, zresztą zawsze są (śmiech). Bardzo często uskrzydlają nas i sprawiają, że chcesz grać lepiej i lepiej. Cieszymy się, że mamy okazję grać i zwyciężać dla takich kibiców. Bardzo im dziękuję i mam prośbę do nich - nie przestawajcie nas dopingować, bo bardzo tego potrzebujemy. Zarówno my jak i Wy gramy dla Włocławka, by tytuł mistrzowski trafił tutaj!