Anwil Włocławek pokonał dziś w wyjazdowym spotkaniu PBG Basket Poznań 89:73. Cenne zwycięstwo jest zasługą wysoko wygranej drugiej kwarty (30:15) i rozsądnej gry w drugiej połowie, kiedy to włocławianie nie dali się dogonić gospodarzom. Cały zespół zagrał mądrze i skutecznie, ale na wyróżnienie zasłużyli szczególnie gracze rezerwowi.
Anwil Włocławek pokonał dziś w wyjazdowym spotkaniu PBG Basket Poznań 89:73. Cenne zwycięstwo jest zasługą wysoko wygranej drugiej kwarty (30:15) i rozsądnej gry w drugiej połowie, kiedy to włocławianie nie dali się dogonić gospodarzom. Cały zespół zagrał mądrze i skutecznie, ale na wyróżnienie zasłużyli szczególnie gracze rezerwowi.
Początek meczu nie zapowiadał, że do przerwy Anwil będzie prowadził z PBG Basketem aż siedemnastoma punktami. Drużyny popełniały dużo strat z czego nieco więcej korzyści osiągali gospodarze i po 5 minutach prowadzili 10:9. W Anwilu jak zwykle spotkanie dobrze otworzył Andrzej Pluta, ale wyjątkowy był sposób w jaki zdobywał punkty. Nie czyhał za linią 6.75, tylko skutecznie ścinał pod kosz i utrzymywał wynik w okolicach remisu.
Nieco słabiej spisywał się jego partner z obwodu, Chris Thomas i dlatego trener Igor Griszczuk szybko postanowił zastąpić go DJ Thompsonem. Widać było, że ten mocno wziął sobie do serca krytykę, jaka spadła ostatnio na rezerwowych i bardzo aktywnie uczestniczył nie tylko w akcjach ofensywnych, ale i w obronie. Poukładał grę, czego efektem było prowadzenie po pierwszej kwarcie 23:21.
Przed drugą odsłoną kibice, którzy po brzegi wypełnili małą halę poznańskiego AWF ostrzyli sobie zęby na pojedynek Erica Hicksa z Partickiem Okaforem. I nie zawiedli się. Już w pierwszych akcjach obydwu zespołów ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie środkowi. Hicks od początku wygrywał tą małą rywalizację i pozostawał skuteczniejszy w dalszej partii gry. To jego punkty dały w 13. minucie pierwszą większą przewagę Anwilowi (32:25). Najwyższe prowadzenie uzyskali goście rzutem Tomasza Celeja równo z syreną kończącą drugą odsłonę (53:36).
Niestety, po powrocie z szatni Anwil tradycyjnie już złapał zadyszkę. Pozwolił gospodarzom odrobić 7 punktów w cztery minuty, czego główna przyczyna tkwiła w pozostawieniu zbyt dużej swobody Eddiemu Millerowi (58:48). Po kilku minutach gry kosz za kosz włocławianie ponownie się przełamali. Trójka Chrisa Thomasa (7 pkt. w 3. kwarcie) i dwa oczka Dardana Berishy pozwoliły odskoczyć na 70:54 i złapać oddech przed decydującymi minutami.
Trener Milja Bogicević mógł czuć się zaskoczony postawą rezerwowych Anwilu, którzy wiedli prym również w ostatniej kwarcie. Szkoleniowiec PBG Basketu nastawiał się na obronę przeciw Plucie, Jovanoviciowi i Thomasowi, tymczasem pierwsze skrzypce w Anwilu grali Thompson i Hicks wspomagani walecznym Berishą. Na dwie minuty przed końcem świetnym podaniem obsłużył Majewskiego wspomniany Thompson i włocławianie prowadzili piętnastoma punktami, których PBG już w żaden sposób nie mógł odrobić. Zwłaszcza, że szalał Hicks (15 pkt.), sprawiający wrażenie jakby chciał poobrywać kosze w Poznaniu.
Ostatecznie Anwil wygrał w stolicy Wielkopolski 89:73 dominując we wszystkich statystykach rzutowych oraz zbiórkach defensywnych.
Nieco słabiej spisywał się jego partner z obwodu, Chris Thomas i dlatego trener Igor Griszczuk szybko postanowił zastąpić go DJ Thompsonem. Widać było, że ten mocno wziął sobie do serca krytykę, jaka spadła ostatnio na rezerwowych i bardzo aktywnie uczestniczył nie tylko w akcjach ofensywnych, ale i w obronie. Poukładał grę, czego efektem było prowadzenie po pierwszej kwarcie 23:21.
Przed drugą odsłoną kibice, którzy po brzegi wypełnili małą halę poznańskiego AWF ostrzyli sobie zęby na pojedynek Erica Hicksa z Partickiem Okaforem. I nie zawiedli się. Już w pierwszych akcjach obydwu zespołów ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie środkowi. Hicks od początku wygrywał tą małą rywalizację i pozostawał skuteczniejszy w dalszej partii gry. To jego punkty dały w 13. minucie pierwszą większą przewagę Anwilowi (32:25). Najwyższe prowadzenie uzyskali goście rzutem Tomasza Celeja równo z syreną kończącą drugą odsłonę (53:36).
Niestety, po powrocie z szatni Anwil tradycyjnie już złapał zadyszkę. Pozwolił gospodarzom odrobić 7 punktów w cztery minuty, czego główna przyczyna tkwiła w pozostawieniu zbyt dużej swobody Eddiemu Millerowi (58:48). Po kilku minutach gry kosz za kosz włocławianie ponownie się przełamali. Trójka Chrisa Thomasa (7 pkt. w 3. kwarcie) i dwa oczka Dardana Berishy pozwoliły odskoczyć na 70:54 i złapać oddech przed decydującymi minutami.
Trener Milja Bogicević mógł czuć się zaskoczony postawą rezerwowych Anwilu, którzy wiedli prym również w ostatniej kwarcie. Szkoleniowiec PBG Basketu nastawiał się na obronę przeciw Plucie, Jovanoviciowi i Thomasowi, tymczasem pierwsze skrzypce w Anwilu grali Thompson i Hicks wspomagani walecznym Berishą. Na dwie minuty przed końcem świetnym podaniem obsłużył Majewskiego wspomniany Thompson i włocławianie prowadzili piętnastoma punktami, których PBG już w żaden sposób nie mógł odrobić. Zwłaszcza, że szalał Hicks (15 pkt.), sprawiający wrażenie jakby chciał poobrywać kosze w Poznaniu.
Ostatecznie Anwil wygrał w stolicy Wielkopolski 89:73 dominując we wszystkich statystykach rzutowych oraz zbiórkach defensywnych.
PBG Basket Poznań - Anwil Włocławek 73:89 (21:23, 15:30, 21:19, 16:17)
PBG Basket: Miller 21, Tica 13, Stelmach 11, Okafor 6, Dąbrowski 5, Fears 5, Wiśniewski 4, Hawkins 4, Diduszko 2, Surmacz 2, Ochońko 0
Anwil: Hicks 15, Thompson 15, Jovanović 14, Miller 9, Pluta 9, Majewski 9, Thomas 7, Berisha 4, Modrić 4, Celej 3
PBG Basket: Miller 21, Tica 13, Stelmach 11, Okafor 6, Dąbrowski 5, Fears 5, Wiśniewski 4, Hawkins 4, Diduszko 2, Surmacz 2, Ochońko 0
Anwil: Hicks 15, Thompson 15, Jovanović 14, Miller 9, Pluta 9, Majewski 9, Thomas 7, Berisha 4, Modrić 4, Celej 3