Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Był taki mecz

Środa, 15 Kwietnia 2015, 8:46, Michał Fałkowski

W najbliższej serii spotkań Tauron Basket Ligi po raz osiemdziesiąty siódmy dojdzie do ligowej ą€žŚwiętej Wojnyą€?. Po raz osiemdziesiąty siódmy koszykarze wrocławskiego Śląska staną naprzeciwko ekipy ze stolicy Kujaw. Jeden z najbardziej pamiętnych pojedynków przypomina Artur Gąsiorowski.

W najbliższej serii spotkań Tauron Basket Ligi po raz osiemdziesiąty siódmy dojdzie do ligowej „Świętej Wojny”. Po raz osiemdziesiąty siódmy koszykarze wrocławskiego Śląska staną naprzeciwko ekipy ze stolicy Kujaw. Jeden z najbardziej pamiętnych pojedynków przypomina Artur Gąsiorowski.

Większość z tych spotkań toczyło się o najwyższą stawkę. Z finałami play-off na czele. Większość, elektryzowała niemal całą koszykarską Polskę. Dzisiaj ranga rywalizacji włocławsko-wrocławskiej nieco przybladła. Ale wciąż, przynajmniej w ocenie kibiców obydwu zespołów, jest to ta sama, elektryzująca wszystkich „Święta Wojna”.

Na osiemdziesiąt sześć poprzednich ligowych potyczek Nobilesu i Anwilu ze Śląskiem składa się pięćdziesiąt zwycięstw wrocławian i trzydzieści sześć zespołu znad Wisły. Jednak cyfry, choć wyglądają imponująco, nie mogą oddać emocji, jakie towarzyszyły rywalizacji tych dwóch zespołów. Rywalizacji pełnej determinacji. Pełnej poświęcenia i niesamowitej walki. A do tego, toczącej się niemal zawsze na najwyższym poziomie.

Niemożliwe jest w krótkim tekście opisanie całej dramaturgii związanej ze „Świętą Wojną”. Dramaturgii tworzonej zarówno przez zawodników, jak i kibiców obu ekip. Z tego też powodu postanowiłem skupić się na jednym tylko meczu. Z historycznego punktu widzenia, bardzo ważnym zarówno dla włocławian jak i ekipy z Dolnego Śląska.

Był 17 maja 2003 roku. W Hali Mistrzów rozgrywano drugi mecz półfinału play-off. Dzień wcześniej koszykarze Anwilu pokonali rywali z Wrocławia 80:64 i objęli prowadzenie w serii Best of Five 1:0. Goście nie zamierzali się jednak poddawać. Doskonale zdawali sobie sprawę, że aby zwiększyć swoje szanse awansu do Wielkiego Finału, drugi mecz we Włocławku po prostu muszą wygrać. Zresztą już w końcówce sobotniego meczu, gdy wiadomo było, że włocławianie nie wypuszczą zwycięstwa z rąk, spora rzesza kibiców znad Odry „odgrażała” się gospodarzom śpiewając znany refren Niebiesko-Czarnych „…ale za to niedziela będzie nasza”, który miał zmobilizować gości do zwycięstwa w meczu numer 2.

A drugi mecz półfinałowy Anwilu ze Śląskiem miał zupełnie inny przebieg. I zupełnie inną dramaturgię. Włocławianie rozpoczęli spotkanie piątką Tomas Pacesas, Andrzej Pluta, Jeff Nordgaard, Damir Krupalija i Kris Lang. Niestety, dość szybko słoweński szkoleniowiec Anwilu musiał przeprowadzić zmiany. O takową poprosił Lang. Na ławkę usiadł także Krupalija, który borykał się z bólem kostki, co było widoczne w jego grze. Gra gospodarzy zupełnie się „posypała”. Od stanu 8:2 włocławianie już niemal tylko statystowali w kolejnych akcjach przyglądając się skutecznej grze Śląska. Po dziesięciu minutach podopieczni Jacka Winnickiego prowadzili aż 36:19. A kibice Śląska znów wyśpiewywali refren Niebiesko-Czarnych.

Gdy na początku drugiej kwarty goście zdobyli pięć punktów z rzędu, doprowadzając rywalizację do stanu 41:19, wydawało się, że jest po meczu. Jednak zespół ze stolicy Kujaw nie dawał za wygraną. Skuteczne akcje Krupaliji oraz Igora Milicicia i Jeffa Nordgaarda pozwoliły miejscowym nieco odrobić straty. Gdy Amerykanin zdobył ostatnie punkty w tej odsłonie meczu, Anwil przegrywał już tylko 40:52. Na początku trzeciej kwarty dał o sobie znać Andrzej Pluta. Po jego skutecznych rzutach przewaga rywali znacząco zmalała. Gdy kolejne punkty dorzucił wciąż borykający się z bólem kostki Krupalija, Anwil miał do odrobienia już tylko cztery „oczka” (51:55).

Trzecia odsłona meczu skończyła się wynikiem 59:55 dla wrocławian, co oczywiście pozwoliło podopiecznym Andreja Urlepa realnie myśleć o kolejnej wygranej. W ostatniej kwarcie pierwsze punkty zdobył z obwodu Dusan Bocevski i różnica pomiędzy obydwoma rywalami spadła do zaledwie jednego punktu. W ekipie rywali odnaleźli się jednak Sean Colson i Maciej Zieliński. W krótkim czasie Śląsk znów powiększył przewagę, która oscylowała wtedy w okolicach 4-5 punktów. Niestety, dla włocławian, parkiet za przekroczony limit przewinień musi opuścić dobrze grający pod obiema tablicami Bocevski. Jego miejsce zajął Lang, który także był zagrożony wcześniejszym zejściem z placu gry. Gospodarze jednak nie zwalniali. Po punktach Milicicia było już tylko 72:70 dla obrońców mistrzowskiego trofeum. Na niespełna cztery minuty przed zakończeniem spotkania punkty zdobył Lang, a Milicić zabrał spieszącym do kontrataku rywalom piłkę i zaliczył asystę do Nordgaarda, który celnym rzutem wyprowadził gospodarzy na 74:73. Pierwsze prowadzenie od ponad trzydziestu minut.

Po kolejnej skutecznej obronie Anwilu zza linii 6,25 cm trafił Krupalija i tym razem cztery punkty przewagi mieli podopieczni Andreja Urlepa (77:73). Emocje w Hali Mistrzów sięgały zenitu. Na dziewięćdziesiąt sekund przed zakończeniem regulaminowego czasu gry parkiet opuścił Lang. Jednak faulowany przez niego Aleksander Koul wykorzystał tylko jeden rzut wolny. Anwil wciąż prowadził. Ale w kolejnej akcji gospodarze stracili piłkę, co skrzętnie wykorzystał Zieliński. Na niecałą minutę przed końcową syreną na tablicy widniał remis 77:77. Gospodarze atakowali, ale faulowany był Krupalija. Bośniak nie pomylił się jednak na linii rzutów wolnych i Anwil ponownie prowadził (79:77).

Rywale próbowali odrobić straty, ale piłka nie trafiła do kosza. Przejął ją Marek Andruska i niemal natychmiast został sfaulowany. Do zakończenia meczu pozostało zaledwie 19 sekund. Reprezentant Słowacji trafił jednak tylko jeden wolny. W walce o piłkę niezgodnie z przepisami potraktowany został Tomas Pacesas. Także trafił jeden rzut. Gospodarze prowadzili 81:77, ale ich rywale już nie mieli czasu na choćby jedną skuteczną akcję.

Po końcowej syrenie w Hali Mistrzów zapanowała prawdziwa euforia. Miejscowi uciekli spod przysłowiowego topora. Jak na pomeczowej konferencji prasowej wypowiedział się Jacek Winnicki, jego zespół przegrał wygrany mecz. Trudno się z tym nie zgodzić, skoro Śląsk prowadził już w tym spotkaniu 41:19. Dla włocławian najważniejsze jednak było, że ich pupile wygrali. W rywalizacji półfinałowej po dwóch meczach było 2:0 dla Anwilu.

Jak wcześniej wspomniałem, mecz ten miał pewien historyczny aspekt. Włocławianie wygrali bowiem później ze Śląskiem także mecz nr 3, czym zakończyli pięcioletnie panowanie wrocławian na polskich parkietach. Sami zaś, w dalszym ciągu zbierali medalowe żniwo. W 2005, 2006 i 2010 roku Anwil kończył rozgrywki na drugim miejscu. W 2009, na trzecim. Najważniejszy jednak medal, bo z najcenniejszego kruszcu, włocławianie zdobyli właśnie w 2003 roku, gdy po pokonaniu wrocławskiego Śląska, w Wielkim Finale uporali się też z Prokomem Treflem Sopot.

To starcie warto przypomnieć z jeszcze jednego powodu – przytoczonej wyżej gonitwy Anwilu za będącym w formie Śląskiem. Wtedy się udało. Może więc i dziś los będzie łaskawy…

 

Półfinał play-off - Mecz nr 2

17.05.2003.

Anwil – Idea Śląsk Wrocław 81:77 (19:36, 21:16, 15:7, 26:18)

Anwil: Damir Krupalija 22, Jeff Nordgaard 17, Andrzej Pluta 14, Kris Lang 8, Igor Milicić 8, Dusan Bocevski 6, Tomas Pacesas 3, Armands Skele 2, Marek Andruska 1.

Trener Andrej Urlep

Śląsk: Maciej Zieliński 21, Sean Colson 20, Andrius Giedraitis 13, Dominik Tomczyk 7, Acie Earl 7, Aleksander Koul 6, Paweł Wiekiera 3, Dainius Adomaitis 0, Kestutis Marciulionis 0.

Trener Jacek Winnicki

BILETY NA MECZ ANWIL - ŚLĄSK