Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

AZS przerwał passę

Sobota, 08 Grudnia 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Trzy minuty przed końcem meczu Anwilu Włocławek z AZS Koszalin gospodarze prowadzili 60:56, ale kilka błędów pod rząd spowodowało stratę, której nie udało się już odrobić. Zadanie dodatkowo uniemożliwiły fatalnie wykonywane rzuty osobiste i Anwil przegrał 64:66. Plus dla kibiców za liczne przybycie i głośny doping w zaciętej końcówce.

Trzy minuty przed końcem meczu Anwilu Włocławek z AZS Koszalin gospodarze prowadzili 60:56, ale kilka błędów pod rząd spowodowało stratę, której nie udało się już odrobić. Zadanie dodatkowo uniemożliwiły fatalnie wykonywane rzuty osobiste i Anwil przegrał 64:66. Plus dla kibiców za liczne przybycie i głośny doping w zaciętej końcówce.
Do przerwy Anwil przegrywał 38:30 i już wtedy wyglądało na to, że trudno mu będzie o jakiś zdecydowany zryw. Przez 20 minut ani raz nie udało się zdobyć więcej niż dwóch koszy pod rząd, a tymczasem goście zaliczyli skromną, ale dla losów pierwszej połowy ważną serię. Gdy w 16. minucie za trzy Trafił Tony Weeden (fatalne 3/14 z gry) Anwil przegrywał już tylko 28:29. Wtedy właśnie trójkami odpowiedzieli Robert Skibniewski i Michael Kuebler, ten drugi dorzucił jednego osobistego i na tablicy pojawiło się najwyższe w meczu prowadzenie gości, 28:36. Dwoił się i troił Krzysztof Szubarga, ale jego lay-up na koniec drugiej odsłony nie wtoczył się do kosza.

Ważnymi wydarzeniami pierwszej połowy były boiskowe powroty. W pierwszej piątce Anwilu wybiegł Seid Hajrić, a tuż przed przerwą na parkiecie pojawił się Bartłomiej Wołoszyn (choć tylko na 8 sekund). Zabrakło jedynie „come back’u” Igora Milicicia, który cały mecz obejrzał z ławki rezerwowych i nagromadzoną energię wyładował po końcowym gwizdu w szampańskiej zabawie z kibicami AZS-u. Kto oczekiwał, że w Hali Mistrzów popis gry da Bartłomiej Wołoszyn, srodze się zawiódł. Koszykarz, który spędził we Włocławku 7 lat bynajmniej nie pękł psychicznie. – Bartek od 15 dni boryka się z urazem kolana. Nie chciałem ryzykować wprowadzania na dłużej na boisko zawodnika, który nie mógłby dać z siebie 100 procent – mówił trener Teo Cizmić.

Szkoleniowiec AZS-u podkreślał, że w tak wyrównanym spotkaniu byłaby to zbyt duża nonszalancja. Nie sposób się nie zgodzić, zważywszy na to, że w ostatniej odsłonie żaden z zespołów nie prowadził różnicą wyższą niż 4 punkty. Wszystko za sprawą zaciekłej walki w obronie. Przed decydującymi minutami obaj trenerzy właśnie na ten element zwrócili szczególną uwagę, a efekty widoczne były na boisku. Łatwe punkty padały tylko wtedy, gdy udało się przechwycić piłkę i popędzić do szybkiego ataku.

Chwilową przewagę Anwil zbudował dzięki trójce Rubena Boykina i dobrej podkoszowej akcji Seida Hajricia. Niestety, prowadzenie 60:56 na 3 minuty do końca okazało się zbyt małe. Już  po kilku chwilach Jeff Robinson trafił z faulem, piłkę po niecelnym osobistym zebrał Sek Henry i AZS znów zaliczył akcję 2+1. Pięć oczek w jednym ataku przywróciło AZS-owi prowadzenie 61:60, a dodatkowo w kolejnych minutach Anwil pokazał jak nie należy rzucać osobistych. Nerwy zatrzęsły rękami liderów: Krzysztofa Szubargi (2 razy), Seida Hajricia (2 razy) i Tonego Weedena (1 raz). Dodatkowo nikt nie chciał wziąć ciężaru zdobywania punktów na siebie i z daleka musiał rzucać „Szubi”. Szarpał jeszcze Marcus Ginyard, ale ani jego zbiórki w ataku, ani punkty nie pozwoliły odrobić strat.

- Przez zmęczenie, które ewidentnie wyszło w tym meczu, mój zespół pozwolił Koszalinowi w pięć sekund odrobić całą, czteropunktową stratę. Również przestrzelone rzuty wolne to wynik wyczerpania zawodników – tłumaczył swoich koszykarzy trener Milija Bogicević. – W drużynie gości znakomite zawody rozegrał Robert Skibniewski, który zdobył 15 punktów i to wszystkie właśnie w tych momentach, kiedy próbowaliśmy wypracować dystans. –

W ten sposób Skibniewski został bohaterem spotkania, przyćmiewając nieco Krzysztofa Szubargę, najlepszego zawodnika TBL w listopadzie. „Szubi” przed meczem odebrał nagrodę od komisarza zawodów, Wiesława Zycha. Niestety, dla rozgrywającego włocławian był to ostatni miły moment tego wieczoru. Prowadzony przez niego Anwil przegrał po raz pierwszy od 9 meczów, czyli od czasu gdy trenerem jest Milija Bogicević. Na szczęście, choć passa została przerwana, to jednak Anwil cały czas pozostawia po sobie dobre wrażenie i są powody, żeby z optymizmem patrzeć na kolejne starcia.
Anwil Włocławek - AZS Koszalin 64:66 (16:20, 14:18, 17:13, 17:15)

Anwil:
Ginyard 13, Hajrić 12, Weeden 10, Boykin 7, Szubarga 7, Sokołowski 7, Frasunkiewicz 4, Eitutavicius 4, Bartosz 0, Wright 0

AZS: Skibniewski 15, Robinson 12, Harris 9, Henry 8, Wiśniewski 7, Leończyk 6, Mielczarek 5, Kuebler 4, Bigus 0, Wołoszyn 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI