Asseco Prokom Gdynia drugi raz w fazie szóstek pokonał Anwil Włocławek. Tym razem, we własnej hali zwyciężył 90:85. Okazja do rewanżu nadarzy się już za tydzień, bo oba zespoły spotkają się w ćwierćfinale mistrzostw Polski. Jedyną dobrą informacją dla Rottweilerów był powrót na parkiet Arvydasa Eitatuviciusa.
W pierwszej kwarcie Anwil grał nieco zbyt pasywnie w obronie, za co trener Milija Bogicević miał wiele pretensji do swoich koszykarzy podczas pierwszego wziętego czasu. Włocławianie przegrywali wtedy 17:19, ale w kolejnej, znakomicie rozrysowanej akcji na środku łuku znalazł się niepilnowany Przemysław Frasunkiewicz i trafił za trzy. Na graczach Asseco Prokomu nie zrobiło to jednak większego wrażenia, bo w następnych minutach zaczęli przeważać i wypracowali sobie 9 punktową zaliczkę.
Wydarzeniem drugiej odsłony był powrót na parkiet Arvydasa Eitatuviciusa. Litwin zaczął się rozgrzewać w pierwszej krótkiej przerwie i wszedł już w 11. minucie przy stanie 31:24 dla gospodarzy. Mimo, że jeszcze nie czuł się najpewniej, to miał swój udział w odrabianiu strat. Na rozgrywającego, tym razem występującego na pozycji rzucającego obrońcy, mocno naciskał Piotr Pamuła, ale to niewiele pomogło mistrzowi Polski. Seria trójek Krzysztofa Szubargi i właśnie Arvydasa Eitatuviciusa pozwoliła przywrócić Anwilowi prowadzenie (44:42 w 18. minucie).
Po przerwie coraz wyraźniejszą przewagę zaczął zdobywać Anwil. W 28. minucie goście prowadzili 67:59, a za kilka ze swoich ładnych akcji otrzymali brawa nawet od miejscowej publiczności. Skuteczny i efektowny był zwłaszcza Marcus Ginyard, który do końca trzeciej kwarty miał już na swoim koncie 15 punktów, a Anwil wygrywał 71:67.
Spotkanie wyrównało się na początku decydującej odsłony i przez kolejne 3 minuty żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć na dystans dłuższy niż jednego kosza. Trener Milija Bogicević znów zdecydował się „uruchomić” Arvydasa Eitutaviciusa i Litwin pełnił już rolę rozgrywającego. Właśnie jego trójka dała Anwilowi prowadzenie 78:77, a szkoleniowiec włocławian nie krył nadziei na jego dobrą w przyszłości: - Arvydas prezentował się na tym samym poziomie co cała drużyna, ale pozytywem jest to, że nie stracił nic na kondycji i nie ma problemu z ponownym wkomponowaniem się w zespół. On jest zawodnikiem, na którego bardzo liczę w play-off. Przed kontuzją pokazywał, że jest w stanie poderwać chłopaków do walki, a to w kolejnych meczach będzie bardzo istotne. –
Niestety, w końcówce starcia gospodarze dobrze wykorzystali dyspozycję Rashida Mahalbasicia i Przemysława Zamojskiego i wyszli na prowadzenie 84:81. O ile punkty zdobywane przez tych koszykarzy nie dziwiły, bo zwykle są skuteczni, o tyle wzięcie na siebie ciężaru ofensywy w kolejnych akcjach przez Piotra Szczotkę mogło już zaskoczyć. Na nic zdała się trójka Rubena Boykina (18 punktów), gdy dwukrotnie spod kosza przymierzył Szczotka i było 88:84 na pół minuty do końca.
Anwil próbował jeszcze odrobić straty, ale mistrz Polski wykazał się doświadczeniem i nie wypuścił zwycięstwa z rąk. Mecz zakończył się wynikiem 90:85.
Asseco Prokom Gdynia – Anwil Włocławek 90:85 (26:24, 19:23, 22:24, 23:14)
Asseco Prokom: Zamojski 23, Mahalbasić 22, Witka 15, Śnieg 12, Szczotka 10, Roszyk 8, Pamuła 0
Anwil: Boykin 18, Ginyard 16, Frasunkiewicz 9, Weeden 7, Szubarga 6, Eitutavicius 6, Hajrić 6, Sokołowski 6, Jovanović 4, Bartosz 4, Vasojević 3.