Od początku meczu Anwil nie potrafił odnaleźć własnego rytmu gry i raczej starał się przeszkadzać Śląskowi niż samemu kreować obraz spotkania. Zdobywanie punktów dla wrocławian rozpoczął Aivaras Kiausas i po 4 minutach na tablicy wyników było 7:0. Anwil odpowiedział dopiero w połowie kwarty, gdy po niecelnym rzucie Łukasza Koszarka piłkę dobił Alan Daniels. Na szczęście dla Anwilu, z upływem minut coraz lepiej funkcjonowała współpraca na linii Dunn – Zagorac. Szczególnie ten drugi radził sobie świetnie przeciw Homanowi, notując kolejne punkty i zbiórki. Zmianę prowadzenia przyniosła jednak dopiero akcja 2+1 Alana Danielsa (12:15).
O
Ostra reprymenda Alesa Pipana w szatni sprawiła, że na drugą połowę Anwil wyszedł w bojowym nastawieniu. Więcej spokoju w grę wniósł Łukasz Koszarek, który nie tylko rozgrywał, ale i dostarczał punkty (43:30). Wtórował mu Andrzej Pluta. Po jego dwóch rzutach za 2 i celnych osobistych zrobiło się 48:39 w 28. min. Po tej części spotkania Anwil miał już tylko 8 punktów straty do gospodarzy i o wszystkim miała zadecydować ostatnia odsłona.
Ta nie rozpoczęła się dobrze dla włocławian. Kolejne punkty zdobywał Śląsk, a koszykarze Anwilu notowali głównie przewinienia. Wiktor Grudziński, Patrick Okafor, Alan Daniels i Alex Dunn już na początku
Ostatni zryw Anwilu nastąpił na 1,5 minuty przed końcem spotkania. W dwóch kolejnych akcjach punkty zdobył Alan Daniels i było tylko 65:60 dla gospodarzy. Śląsk nie stracił jednak rezonu i końcówkę zagrał tak jak powinien. Długo rozgrywane akcje, kończone rzutami i uważna obrona na obwodzie sprawiły, że to on zszedł z parkietu zwycięski.