Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Anwil zwycięski. Rosa niewidoczna w końcówce

Sobota, 05 Stycznia 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Dzięki niesamowitym 23 punktom (7/7 za trzy) Tonego Weedena w pierwszej kwarcie i niezwykle ważnym 13 „oczkom” Arvydasa Eitatuviciusa w ostatniej, Anwil Włocławek pokonał Rosę Radom 89:72. Ambitni gospodarze przeważali w centralnej części meczu, lecz wygrał ten kto lepiej go rozpoczął i mądrzej rozwiązał końcówkę.

Dzięki niesamowitym 23 punktom (7/7 za trzy) Tonego Weedena w pierwszej kwarcie i niezwykle ważnym 13 „oczkom” Arvydasa Eitatuviciusa w ostatniej odsłonie, Anwil Włocławek pokonał Rosę Radom 89:72. Ambitni gospodarze przeważali w centralnej części meczu, lecz wygrał ten kto lepiej go rozpoczął i mądrzej rozwiązał końcówkę.
Jeśli Tony Weeden powtórzy swój wyczyn z Radomia w którymś z ważnych meczów play-off, to w pamięci kibiców zajmie takie miejsce jak niezapomniani specjaliści od serii trzypunktowych, Jeff Nordgaard i Joe Crispin. Póki co, Amerykanin pokazał próbkę możliwości w piętnastym meczu sezonu zasadniczego. Przeciw Rosie raz za razem rzucał za trzy (co nowością nie jest) i wszystko trafiał (co już należy odnotować złotymi zgłoskami). Mało tego, trzeba mu oddać, że przynajmniej na początku nie były to rzuty odbierające innym koszykarzom możliwość przymierzenia z lepszych pozycji. Weeden bowiem dopadał bezpańskich piłek i ratował drużynę przed stratami. Gdy po takich sytuacjach poczuł, że ma swój dzień, rzucił trzeci, czwarty i piąty raz. Anwil prowadził 17:5, ale włocławskiemu obrońcy to było mało. Gdy w 8. minucie opuszczał parkiet, żeby odpocząć, miał już na swoim koncie 23 punkty!

Ponieważ w dalszej części meczu Tony Weeden już tak nie błyszczał i miał kłopoty z faulami, musiał się wykreować nowy lider. Zanim to się jednak stało, Anwil stracił sięgające nawet 14 punktów prowadzenie (49:35 w 18. minucie). Włocławianie nie mogli sobie poradzić z serbskim trio Cupković – Vasojević – Bogavac i w połowie trzeciej kwarty przegrywali 54:53, a na początku czwartej odsłony był remis 65:65. Wspomniana trójka z Radomia miała już na swoim koncie 35 punktów i wydawało się, że poprowadzi swój zespół do pełnej rehabilitacji za nieudany początek meczu.

Na szczęście, trener Milija Bogicević znalazł sposób na skupionych na ataku graczach Rosy. Tym sposobem był Arvydas Eitutavicius, zawodnik, który czuje się doskonale, gdy tylko zostawi mu się trochę miejsca na parkiecie. Litwin zarówno rozgrywał, jak i rzucał, doskonale odciążając Krzysztofa Szubargę. Podstawowy rozgrywający Anwilu zaliczył przeciw Rosie 16 punktów i aż 13 asyst, ale sam na obwodzie mógłby nie dać rady. Dlatego akcje litewskiego zmiennika okazały się bezcenne. Eitutavicius trafiał za trzy wtedy, gdy rywale zaczynali odrabiać, a także rzucał w ostatnich sekundach, gdy koledzy byli lepiej kryci, albo w ferworze walki padali na parkiet. Dał w ten sposób włocławianom taką przewagę, której nie można już było roztrwonić (82:67 na 3,5 minuty do końca).

Wypracowanie solidnej zaliczki w decydujących minutach nie byłoby możliwe bez dobrej, zespołowej obrony. Po wcześniejszej, zbyt pasywnej grze na swojej połowie, Anwil wreszcie zaczął sprawnie przekazywać, zastawiać i zbierać. Dobre minuty dał Michał Sokołowski, który chyba jako jedyny potrafił ograniczyć J.J. Montgomerego i udanie wracać do obrony nawet przy kontrach rywali. Zabójcze były za to szybkie ataki Anwilu. W jednym z nich na kosz Rosy popędzili Eitutavicius, Szubarga i Hajrić. Szybkie podania między tą trójką sprawiły, że nawet rozpaczliwa próba obrony tej akcji nie przyniosła żadnych efektów. Anwil zdobył kolejne punkty i w czwartej kwarcie, wygranej 24:10, zupełnie zdominował wydarzenia na boisku.

Prawie 58-procentowa skuteczność włocławian w rzutach za trzy, wymieniający się liderzy w postaci Tonego Weedena, Arvydasa Eitatuviciusa i Krzysztofa Szubargi, oraz duże zaangażowanie w obronę w decydujących momentach, musiały przynieść Anwilowi powodzenie. Włocławska drużyna wygrała 89:72 i zrewanżowała się Rosie za porażkę w pierwszej rundzie.

Faktem wartym odnotowania jest również debiut Adama Łapety. Polski center wszedł na boisko w newralgicznym momencie (przy stanie 65:65), zebrał 2 piłki i uniemożliwił trafienie do kosza Michałowi Nikielowi. Choć nie zdobył ani punktu, to w przyszłości będzie na pewno solidnym wsparciem dla Seida Hajricia.


Rosa Radom – Anwil Włocławek 72:89 (23:32, 19:19, 20:14, 10:24)

Rosa:
Montgomery 16, Cupković 15, Vasojević 13, Bogavac 11, Dorsey 5, Kardaś 4, Radke 4, Zalewski 3, Schenk 1

Anwil: Weeden 25, Eitutavicius 20, Szubarga 16, Hajrić 12, Ginyard 5, Boykin 4, Jovanović 4, Sokołowski 2, Bartosz 1, Łapeta 0, Frasunkiewicz 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI