Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Anwil wygrywa! DRUzgocąco skuteczny Joyce!

Niedziela, 22 Listopada 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Od play off 2007 Anwil Włocławek nie potrafił wygrać w Słupsku. Dziś przyszło przełamanie, dzięki któremu nasz zespół utrzymał się w czubie tabeli PLK. Bohaterem spotkania został Dru Joyce, w którego umiejętności koszykarskie jeszcze kilka dni temu w Słupsku powątpiewano. W ostatniej akcji Anwilu Amerykanin wykazał się szybkością, zdecydowaniem i zimną krwią, dziurawiąc kosz rzutem na miarę zwycięstwa 71:73

Od play off 2007 Anwil Włocławek nie potrafił wygrać w Słupsku. Dziś przyszło przełamanie, dzięki któremu nasz zespół utrzymał się w czubie tabeli PLK. Bohaterem spotkania został Dru Joyce, w którego umiejętności koszykarskie jeszcze kilka dni temu w Słupsku powątpiewano. W ostatniej akcji Anwilu Amerykanin wykazał się szybkością, zdecydowaniem i zimną krwią, dziurawiąc kosz rzutem na miarę zwycięstwa 71:73.
Wobec urazu Krzysztofa Szubargi Anwil rozpoczął spotkanie z Kamilem Chanasem w wyjściowym składzie. Chociaż w pierwszej akcji gospodarzom udało się zapędzić go w róg boiska i zmusić do straty, to już w kolejnych minutach Polak błyszczał. Doświadczenia w rozgrywaniu piłki brakło mu dopiero, gdy trzeba było znaleźć sposób na strefę postawioną przez obronę gospodarzy. W efekcie, po sześciu minutach, włocławianie przegrywali 12:7. Mimo, że halę „Gryfii” bardzo dobrze znali Andrzej Pluta, Dru Joyce i Alex Dunn, to w pierwszej kwarcie piłka im nie siedziała i Anwil przegrał ją 15:13.

W drugiej odsłonie znakomitym instynktem strzeleckim popisał się rozgrywający dopiero drugi mecz po kontuzji, Bartłomiej Wołoszyn. Polak dwukrotnie trafił za trzy, sprawiając, że Anwil ani na chwilę nie stracił dystansu do gospodarzy. Dobrą partię rozgrywał również Rashard Sullivan, któremu wyraźnie odpowiada towarzystwo Dru Joycea. Amerykanie znakomicie funkcjonowali razem na parkiecie, popisując się niezwykle efektownymi akcjami. Pierwszą połowę spotkania zakończyli zagraniem alley oop (32:30).

Po przerwie Anwil uderzył ze zdwojoną siłą. Koszykarze z Włocławka grali z dużym zaangażowaniem i po rzucie Kamila Chanasa dogonili gospodarzy (41:41). Podopieczni Igora Griszczuka nie załamali się nawet kolejną, trzypunktową akcją Czarnych i po chwili wyszli na prowadzenie 44:45. Gdy wydawało się, że z gry akcja za akcję więcej korzyści odniosą gospodarze, na boisku ponownie pojawił się Bartłomiej Wołoszyn. Polak zaliczył cenny przechwyt i zbiórkę i przed ostatnią odsłoną Anwil odrobił punkt do Czarnych (54:53).

Po krótkiej przerwie, na parkiecie w Słupsku zrobiło się jeszcze bardziej gorąco. Czas płynął, a gospodarze nie potrafili zwiększyć swojej przewagi i przybliżyć się do upragnionego zwycięstwa. Na 6 minut do końca wygrywali tylko 61:57, czując presję ambitnie grających włocławian. Wobec otwartego wyniku, bardzo ważne były takie rzuty, jak Andrzeja Pluty z ósmego metra. Tym trafieniem Polak jeszcze mocniej natchnął kolegów do walki. W efekcie na 3 minuty do końca Anwil przegrywał tylko 64:63, a po kolejnych 30 sekundach doprowadził do remisu 66:66.

Przy stanie 71:68 na 56 sekund przed końcem ponownie nie zadrżała ręka kapitana Anwilu, który z linii rzutów wolnych doprowadził do stanu 71:70. Kolejne sekundy to popis gry obronnej Anwilu. Choć zabrakło zbiorki po pierwszej defensywnej akcji, to blok Sullivana, a później niedopuszczenie do oddania rzutu przed upływem 24 sekund  było prawdziwym koszykarskim majstersztykiem. – Te akcje na własnej połowie dały nam możliwość walki o zwycięstwo. To była super obrona – komentował Dru Joyce.

Na 21 sekund przed końcem, przy wyniku 71:70, Anwil miał piłkę i jedno zadanie przed sobą – umieścić ją w koszu. Igor Griszczuk nie mając już możliwości wzięcia czasu zaryzykował i pozwolił rozegrać taką akcję, jaką podpowiadało w tym momencie serce rozrywającego. Dru Joyces wziął odpowiedzialność na siebie. Nie bacząc na złośliwe komentarze słupszczan (a może właśnie za ich sprawą) pokazał, że jest graczem nietuzinkowym. Tak sprytnie wkręcił się pod kosz, że gospodarze mogli go tylko faulować, a przy okazji zachował na tyle równowagi, żeby oddać jeszcze celny rzut. Po fantastycznej akcji 2+1 dał Anwilowi ostateczne zwycięstwo 71:73.

- To nie była żadna zemsta, tylko po prostu dobrze wykonana robota. Wiadomo, że w Słupsku miałem coś do udowodnienia, ale tak samo bardzo jak dziś będzie mi zależało na zwycięstwach Anwilu w kolejnych meczach. Cały zespół zasłużył na pochwały, nie tylko ja – mówił po meczu uradowany Dru Joyce.

Ze słowami bohatera nie sposób się nie zgodzić. Dzięki walce do ostatniej sekundy cały włocławski team może czuć się spełniony. Osiągnięcie bilansu 8:1 jest nie lada wyczynem w coraz bardziej wyrównanej lidze. Postawa Anwilu cieszy i zobowiązuje. Przed nami bowiem kolejne trudne mecze, w których chrapka na zwycięstwo będzie ogromna.
 
Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek 71:73 (15:13, 17:17, 22:23, 17:20)

Energa Czarni: Clark 17, Sroka 15, Harris 15, Brazelton 10, Dapa 8, Aťurawski 4, Przybyszewski 2

Anwil: Pluta 15, Chanas 13, Sullivan 13, Joyce 11, Dunn 7, Włoszyn 6, Jovanović 6, Tuljković 2.

PEŁNE STATYSTYKI