Czwarte zwycięstwo z rzędu, i to wielkiego kalibru, odnieśli koszykarze Anwilu Włocławek. W Gdyni pokonali Asseco Prokom 75:72. Jest to pierwsza od 4,5 roku wygrana na terenie mistrza Polski, a odniesiona została dzięki wielkiemu zaangażowaniu wszystkich koszykarzy, którzy pojawili się na parkiecie.
Czwarte zwycięstwo z rzędu, i to wielkiego kalibru, odnieśli koszykarze Anwilu Włocławek. W Gdyni pokonali Asseco Prokom 75:72. Jest to pierwsza od 4,5 roku wygrana na terenie mistrza Polski, a odniesiona została dzięki wielkiemu zaangażowaniu wszystkich koszykarzy, którzy pojawili się na parkiecie.
Zaskoczeniem dla rywali mogła być obecność w pierwszej piątce Anwilu Łukasza Seweryna i Przemysława Frasunkiewicza. Trener Milija Bogicević dobrze wiedział, że wpuszczając na parkiet byłych zawodników Asseco Prokomu wykorzysta podteksty i tchnie w swoją drużynę ducha walki. Tak też się stało. Włocławianie od początku górowali nad gospodarzami zaangażowaniem, a udanymi akcjami zyskali pewność siebie. Krzysztof Szubarga świetnie dyrygował grą, Tony Weeden trafiał z szalonych pozycji, a za trzy kłuł rywali Przemysław Frasunkiewicz. Przez kilkanaście minut prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, ale to Anwil zyskiwał optyczną przewagę, która później przeniosła się również na wynik.
Z kolei trener Kestutis Kemzura szukał swoich szans w częstym rotowaniu składem i poszukiwaniu najlepszego zestawienia. Chciał też wybić w ten sposób Anwil z rytmu, ale tym razem po stronie włocławian był nie tylko spokój, ale i szczęście. Najlepszym dowodem na to niech będzie piękny rzut Tonego Weedena. Amerykanin po tym jak otrzymał piłkę pod własnym koszem zobaczył, że do kontry pędzi Ruben Boykin i posłał mu piłkę lobem niemal przez całą długość parkietu. Tyle, że ta nie trafiła do rąk skrzydłowego, tylko wprost do kosza i zrobiło się 28:22 dla Anwilu.
Mistrz Polski nie rezygnował i na chwilę odrobił straty, ale przed przerwą włocławianie przycisnęli jeszcze mocniej. Bardzo aktywny był Krzysztof Szubarga, który nie tylko jak cień podążał z Jerrelem Blassingame’em, ale również rozdawał cenne asysty (9 w 17 minut). Korzystali z nich Tony Weeden, Ryan Wright i Przemysław Fasunkiewicz, którzy zapewnili Anwilowi 10 punktów z rzędu i wynik 44:37 do przerwy.
W meczu z obrońcą tytułu taka przewaga nie znaczy wiele, o czym można się było przekonać w drugiej połowie. Euroligowy Asseco Prokom stracił co prawda jeszcze więcej do Anwilu (w 3. kwarcie różnica wynosiła nawet 11 punktów), ale potrafił też się podnieść i po raz kolejny groźnie zaatakować. Dzięki skutecznym zagraniom Franka Robinsona i Alexa Ackera oraz punktom Adama Hrycaniuka stan meczu wyrównał się w 31. minucie (59:59). Akcja Hrycaniuka na remis była niestety najlepszym przykładem podstawowego mankamentu Anwilu, czyli braku zastawienia przy zbiórce i umożliwieniu ponowienia akcji rywalowi. Przez takie błędy Rottweilery musiały później nadrabiać z obwodu, bo gospodarze wyszli na prowadzenie 69:67.
Na szczęście, skuteczność nie opuszczała Tonego Weedena i Przemysława Frasunkiwiecza. Obaj grali tak, jak życzy sobie tego trener Milija Bogicević. Weeden mijał rywali i trafiał pod presją, a ustawiony na pozycji silnego skrzydłowego Frasunkiewicz rozciągał obronę Asseco Prokomu i również dorzucał punkty z dystansu. Dzięki tej dwójce oraz mającemu stalowe mięśnie i nerwy „Szubiemu” Anwil miał swoją odpowiedź na rzuty przeciwników i na niespełna 3 minuty do końca doprowadził do remisu 69:69.
Dalej wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Anwil wybronił 24-sekundową akcję gospodarzy, dwa punkty dorzucił Tony Weeden, a Łukasza Koszarka świetnie przykrył przy rzucie Seid Hajrić. Adrenalinę podniosły jeszcze rzuty osobiste wykonywane w końcówce przez Marcusa Ginyarda i Krzysztofa Szubargę, ale obaj trafili ich wystarczająco dużo, żeby nawet celna próba za trzy Alexa Ackera nie zaszkodziła Rottweilerom. Przy stanie 75:72 dla Anwilu, 11 sekund na ostatnią akcję mieli mistrzowie Polski. Nie udało im się jednak nawet oddać rzutu, bo włocławianie jeszcze raz znakomicie ustawili się w obronie i odebrali im piłkę.
Zwycięstwo z Asseco Prokomem jest trzecią z rzędu wygraną Anwilu w Tauron Basket Lidze i czwartą jeśli liczyć rozgrywki Pucharu Polski. Jest to jednocześnie pierwszy od 4,5 roku triumf nad mistrzem kraju. Poprzedni miał miejsce w marcu 2008 roku i dotyczył jeszcze drużyny Prokomu Trefla Sopot.
Asseco Prokom Gdynia - Anwil Włocławek 72:75 (20:20, 17:24, 17:15, 18:16)Z kolei trener Kestutis Kemzura szukał swoich szans w częstym rotowaniu składem i poszukiwaniu najlepszego zestawienia. Chciał też wybić w ten sposób Anwil z rytmu, ale tym razem po stronie włocławian był nie tylko spokój, ale i szczęście. Najlepszym dowodem na to niech będzie piękny rzut Tonego Weedena. Amerykanin po tym jak otrzymał piłkę pod własnym koszem zobaczył, że do kontry pędzi Ruben Boykin i posłał mu piłkę lobem niemal przez całą długość parkietu. Tyle, że ta nie trafiła do rąk skrzydłowego, tylko wprost do kosza i zrobiło się 28:22 dla Anwilu.
Mistrz Polski nie rezygnował i na chwilę odrobił straty, ale przed przerwą włocławianie przycisnęli jeszcze mocniej. Bardzo aktywny był Krzysztof Szubarga, który nie tylko jak cień podążał z Jerrelem Blassingame’em, ale również rozdawał cenne asysty (9 w 17 minut). Korzystali z nich Tony Weeden, Ryan Wright i Przemysław Fasunkiewicz, którzy zapewnili Anwilowi 10 punktów z rzędu i wynik 44:37 do przerwy.
W meczu z obrońcą tytułu taka przewaga nie znaczy wiele, o czym można się było przekonać w drugiej połowie. Euroligowy Asseco Prokom stracił co prawda jeszcze więcej do Anwilu (w 3. kwarcie różnica wynosiła nawet 11 punktów), ale potrafił też się podnieść i po raz kolejny groźnie zaatakować. Dzięki skutecznym zagraniom Franka Robinsona i Alexa Ackera oraz punktom Adama Hrycaniuka stan meczu wyrównał się w 31. minucie (59:59). Akcja Hrycaniuka na remis była niestety najlepszym przykładem podstawowego mankamentu Anwilu, czyli braku zastawienia przy zbiórce i umożliwieniu ponowienia akcji rywalowi. Przez takie błędy Rottweilery musiały później nadrabiać z obwodu, bo gospodarze wyszli na prowadzenie 69:67.
Na szczęście, skuteczność nie opuszczała Tonego Weedena i Przemysława Frasunkiwiecza. Obaj grali tak, jak życzy sobie tego trener Milija Bogicević. Weeden mijał rywali i trafiał pod presją, a ustawiony na pozycji silnego skrzydłowego Frasunkiewicz rozciągał obronę Asseco Prokomu i również dorzucał punkty z dystansu. Dzięki tej dwójce oraz mającemu stalowe mięśnie i nerwy „Szubiemu” Anwil miał swoją odpowiedź na rzuty przeciwników i na niespełna 3 minuty do końca doprowadził do remisu 69:69.
Dalej wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Anwil wybronił 24-sekundową akcję gospodarzy, dwa punkty dorzucił Tony Weeden, a Łukasza Koszarka świetnie przykrył przy rzucie Seid Hajrić. Adrenalinę podniosły jeszcze rzuty osobiste wykonywane w końcówce przez Marcusa Ginyarda i Krzysztofa Szubargę, ale obaj trafili ich wystarczająco dużo, żeby nawet celna próba za trzy Alexa Ackera nie zaszkodziła Rottweilerom. Przy stanie 75:72 dla Anwilu, 11 sekund na ostatnią akcję mieli mistrzowie Polski. Nie udało im się jednak nawet oddać rzutu, bo włocławianie jeszcze raz znakomicie ustawili się w obronie i odebrali im piłkę.
Zwycięstwo z Asseco Prokomem jest trzecią z rzędu wygraną Anwilu w Tauron Basket Lidze i czwartą jeśli liczyć rozgrywki Pucharu Polski. Jest to jednocześnie pierwszy od 4,5 roku triumf nad mistrzem kraju. Poprzedni miał miejsce w marcu 2008 roku i dotyczył jeszcze drużyny Prokomu Trefla Sopot.
Asseco Prokom: Acker 19, Blassingame 14, Koszarek 10, Hrycaniuk 10, Robinson 10, Szczotka 6, Pamuła 3, Witka 0, Richards 0, Ponitka 0, Mahalbasić 0, Roszyk 0
Anwil: Weeden 24, Szubarga 12, Hajrić 11, Frasunkiewicz 10, Wright 7, Ginyard 4, Eitutavicius 3, Seweryn 2, Boykin 2.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI