Anwil Włocławek po raz kolejny udowodnił, że w decydujących momentach meczu potrafi zagrać po profesorsku. W spotkaniu z Kotwicą Kołobrzeg długo nie odnajdował swojego rytmu i gdyby nie fantastyczny Dardan Berisha, pewnie nie mógłby liczyć na swoją szansę w końcówce. Mimo początkowych trudności, udało się jednak doprowadzić do emocjonującego finiszu, po którym Rottweilery wygrały 76:70.
Anwil Włocławek po raz kolejny udowodnił, że w decydujących momentach meczu potrafi zagrać po profesorsku. W spotkaniu z Kotwicą Kołobrzeg długo nie odnajdował swojego rytmu i gdyby nie fantastyczny Dardan Berisha, pewnie nie mógłby liczyć na swoją szansę w końcówce. Mimo początkowych trudności, udało się jednak doprowadzić do emocjonującego finiszu, po którym Rottweilery wygrały 76:70.
Mecz z Kotwicą od początku nie układał się po myśli włocławian. Nie tylko dlatego, że nie potrafili oni narzucić swojego stylu, ale byli również nieskuteczni w akcjach indywidualnych. Dość wspomnieć, że ten na którego wszyscy szczególnie liczyli, a więc Corsley Edwards, miał do przerwy na swoim koncie tylko jeden celny rzut z gry. Tymczasem po stronie gospodarzy całkiem dobrze pod tablicami spisywali się Darrell Harris i Tomasz Kęsicki.
Byłby Anwil w jeszcze trudniejszej sytuacji, gdyby nie niesamowita dyspozycja Dardana Berishy. Ujawnione niedawno przez prezesa klubu Zbigniewa Polatowskiego sms-y, w których młody obrońca zapewniał, że za Anwil jest gotów oddać serce, po raz kolejny znalazły potwierdzenie na parkiecie. Gdy inni nie mogli się wstrzelić w kosz, Berisha aż pięciokrotnie (na sześć prób przed przerwą) trafił zza linii 675 cm. Dołożył do tego 2 celne rzuty osobiste i z 34 oczek włocławian do przerwy, dokładnie połowa była jego autorstwa (37:34 po 20 minutach).
Choć mecz nie wyglądał efektownie, to wydawało się, że eksplozja formy Anwilu może nastąpić w każdej chwili. Na przełamanie liczono tuż po powrocie z szatni, gdy w ciągu 2 minut goście zdobyli 6 punktów z rzędu i prowadzili 40:37. Niestety, czas włocławian jeszcze nie nadszedł, o czym przekonali się przyjmując 9 kolejnych oczek od Kotwicy i przegrywając 46:40, a po kilku chwilach nawet 53:42. Gdy w trzeciej kwarcie nie mogli liczyć na skutecznie krytego Dardana Berishę, losy meczu spróbował odwrócić Nick Lewis. Rzuty Amerykanina za trzy i Łukasza Majewskiego za dwa punkty pozwoliły Rottweilerom zbliżyć się do gospodarzy przed ostatnią odsłoną na 4 punkty (59:55).
Szalone akcje Kotwicy dalej przynosiły jej dużo korzyści, a w Anwilu wzmagały poczucie, że można je zatrzymać tylko cierpliwą postawą w obronie strefowej. Przez chwilę wydawało się nawet, że w szaleństwie podopiecznych trenera Tomasza Mrożka jest metoda. Reginald Holmes trafił swoją trzecią trójkę i po raz ostatni zapewnił Kotwicy bezpieczne prowadzenie 63:56. W Anwilu obudzili się jednak ci, którzy ostatnio nie zawodzą. W 36. minucie pierwsze punkty po przerwie zdobył Dardan Berisha (akcją 2+1), a następnie dwukrotnie w swoim stylu piłkę do kosza zapakował Corsley Edwards i Anwil błyskawicznie wyszedł na prowadzenie 66:65.
Gdy do końca pozostawały 2 minuty i 56 sekund, a Kotwica szykowała się do ponownego przejęcia inicjatywy, szóstą i być może najważniejszą trójkę trafił Dardan Berisha. Anwil wygrywał wtedy 69:65 i choć na 23 sekundy przed końcem pozwolił jeszcze Jessie Sappowi na akcję 2+1 (72:70), to przy zachowaniu większej ilości zimnej krwi potrafił doprowadzić do pozytywnego rozstrzygnięcia. W ostatnich sekundach Kotwica faulowała, a włocławianie zamieniali rzuty osobiste na punkty zwyciężając ostatecznie 76:70.
Po meczu trener Emir Mutapcić dziękował całej drużynie, która mimo dużej intensywności gier i oznak zmęczenia, rzuciła na szale wszystkie siły ponownie wydarła rywalom końcowe zwycięstwo. Następny mecz Rottweilerów już w niedzielę, 30 października w Hali Mistrzów.
Kotwica Kołobrzeg – Anwil Włocławek 70:76 (15:12, 22:22, 22:21, 11:21)
Kotwica: Sapp 25, Holmes 13, Kęsicki 15, Brandwein 7, Harris 6, Wichniarz 2, Kwiatkowski 2
Anwil: Berisha 24, Edwards 15, Lewis 11, Szubarga 10, Allen 8, Majewski 6, Glabas 2
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI
Mecz z Kotwicą od początku nie układał się po myśli włocławian. Nie tylko dlatego, że nie potrafili oni narzucić swojego stylu, ale byli również nieskuteczni w akcjach indywidualnych. Dość wspomnieć, że ten na którego wszyscy szczególnie liczyli, a więc Corsley Edwards, miał do przerwy na swoim koncie tylko jeden celny rzut z gry. Tymczasem po stronie gospodarzy całkiem dobrze pod tablicami spisywali się Darrell Harris i Tomasz Kęsicki.
Byłby Anwil w jeszcze trudniejszej sytuacji, gdyby nie niesamowita dyspozycja Dardana Berishy. Ujawnione niedawno przez prezesa klubu Zbigniewa Polatowskiego sms-y, w których młody obrońca zapewniał, że za Anwil jest gotów oddać serce, po raz kolejny znalazły potwierdzenie na parkiecie. Gdy inni nie mogli się wstrzelić w kosz, Berisha aż pięciokrotnie (na sześć prób przed przerwą) trafił zza linii 675 cm. Dołożył do tego 2 celne rzuty osobiste i z 34 oczek włocławian do przerwy, dokładnie połowa była jego autorstwa (37:34 po 20 minutach).
Choć mecz nie wyglądał efektownie, to wydawało się, że eksplozja formy Anwilu może nastąpić w każdej chwili. Na przełamanie liczono tuż po powrocie z szatni, gdy w ciągu 2 minut goście zdobyli 6 punktów z rzędu i prowadzili 40:37. Niestety, czas włocławian jeszcze nie nadszedł, o czym przekonali się przyjmując 9 kolejnych oczek od Kotwicy i przegrywając 46:40, a po kilku chwilach nawet 53:42. Gdy w trzeciej kwarcie nie mogli liczyć na skutecznie krytego Dardana Berishę, losy meczu spróbował odwrócić Nick Lewis. Rzuty Amerykanina za trzy i Łukasza Majewskiego za dwa punkty pozwoliły Rottweilerom zbliżyć się do gospodarzy przed ostatnią odsłoną na 4 punkty (59:55).
Szalone akcje Kotwicy dalej przynosiły jej dużo korzyści, a w Anwilu wzmagały poczucie, że można je zatrzymać tylko cierpliwą postawą w obronie strefowej. Przez chwilę wydawało się nawet, że w szaleństwie podopiecznych trenera Tomasza Mrożka jest metoda. Reginald Holmes trafił swoją trzecią trójkę i po raz ostatni zapewnił Kotwicy bezpieczne prowadzenie 63:56. W Anwilu obudzili się jednak ci, którzy ostatnio nie zawodzą. W 36. minucie pierwsze punkty po przerwie zdobył Dardan Berisha (akcją 2+1), a następnie dwukrotnie w swoim stylu piłkę do kosza zapakował Corsley Edwards i Anwil błyskawicznie wyszedł na prowadzenie 66:65.
Gdy do końca pozostawały 2 minuty i 56 sekund, a Kotwica szykowała się do ponownego przejęcia inicjatywy, szóstą i być może najważniejszą trójkę trafił Dardan Berisha. Anwil wygrywał wtedy 69:65 i choć na 23 sekundy przed końcem pozwolił jeszcze Jessie Sappowi na akcję 2+1 (72:70), to przy zachowaniu większej ilości zimnej krwi potrafił doprowadzić do pozytywnego rozstrzygnięcia. W ostatnich sekundach Kotwica faulowała, a włocławianie zamieniali rzuty osobiste na punkty zwyciężając ostatecznie 76:70.
Po meczu trener Emir Mutapcić dziękował całej drużynie, która mimo dużej intensywności gier i oznak zmęczenia, rzuciła na szale wszystkie siły ponownie wydarła rywalom końcowe zwycięstwo. Następny mecz Rottweilerów już w niedzielę, 30 października w Hali Mistrzów.
Kotwica Kołobrzeg – Anwil Włocławek 70:76 (15:12, 22:22, 22:21, 11:21)
Kotwica: Sapp 25, Holmes 13, Kęsicki 15, Brandwein 7, Harris 6, Wichniarz 2, Kwiatkowski 2
Anwil: Berisha 24, Edwards 15, Lewis 11, Szubarga 10, Allen 8, Majewski 6, Glabas 2
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI