Można by przypomnieć dziesiątki porażek lub zwycięstw, można by wspomnieć setki rzutów i widowiskowych akcji, a także przytoczyć całe masy statystyk lub kuluarowych historii, które wypełniły rywalizację, sięgającą dwie dekady wstecz. Ale można też napisać po prostu, że Anwil Włocławek gra w niedzielę ze Śląskiem Wrocław. ąŚwięta Wojnaą? trwa nadal!
Można by przypomnieć dziesiątki porażek lub zwycięstw, można by wspomnieć setki rzutów i widowiskowych akcji, a także przytoczyć całe masy statystyk lub kuluarowych historii, które wypełniły rywalizację, sięgającą dwie dekady wstecz. Ale można też napisać po prostu, że Anwil Włocławek gra w niedzielę ze Śląskiem Wrocław. „Święta Wojna” trwa nadal!
Podtekstów i dodatkowych smaczków przed każdą rywalizacją Anwilu Włocławek ze Śląskiem Wrocław zawsze było sporo. I nie inaczej jest teraz. Grający w Śląsku Kamil Chanas występował przed kilkoma laty we Włocławku, a w zespole Igora Milicicia jest aż trzech zawodników, których przeszłość związana jest z odwiecznym rywalem Rottweilerów.
Bartosz Diduszko spędził w Śląsku kilka miesięcy w sezonie 2011/2012, a Robert Tomaszek grał dla wrocławian przez cały ostatni sezon. 34-letni obecny kapitan Anwilu występował wówczas ramię z ramię z innym Robertem, Skibniewskim, ale tylko do lutego kiedy to doświadczony rozgrywający i klub z Dolnego Śląska rozstali się. Dla 32-latka nie była to jedyna przygoda ze Śląskiem. W końcu jest wychowankiem tej drużyny i rozegrał dla niej kilka pełnych sezonów w swojej karierze.
- Cały czas, gdy przyjeżdżałem do Włocławka na mecze ze Śląskiem Wrocław, dawało się odczuć bardzo napiętą atmosferę na trybunach. Było bardzo głośno, żywiołowo i dynamicznie i przyznam, że nie mogę się doczekać i chcę bardzo mocno przekonać się jak to jest uczestniczyć w tym jako zawodnik Anwilu - mówi obecny playmaker Anwilu.
Skibniewski i inni zawodnicy chcą doświadczyć „Świętej Wojny”, ale przede wszystkim – chcą wygrać. W ostatniej kolejce włocławianie ulegli w Koszalinie AZSowi i tym samym w nadchodzący weekend będą chcieli zrekompensować sobie i swoim fanom tamtą porażkę. W tym sezonie Anwil nie zwykł przegrywać w Hali Mistrzów (trzy mecze, trzy zwycięstwa), a biorąc pod uwagę, że w niedzielę spodziewany jest komplet publiczności, rosną szansę na czwarte zwycięstwo.
- Gdy pytasz o Halę Mistrzów od razu przypomina mi się mecz z Rosą Radom. Byliśmy w bardzo ciężkiej sytuacji, ale dzięki świetnej atmosferze i niesamowitym wsparciu kibiców potrafiliśmy wyrwać zwycięstwo – dodaje Piotr Stelmach, skrzydłowy w ekipie Milicicia.
W niedzielę Anwil będzie potrzebował nie tylko dobrej gry Stelmacha czy Skibniewskiego, ale wszystkich pozostałych graczy również. Aktualny bilans wrocławskiego zespołu (2-5) jest bardzo mylący. Po szóstej kolejce klub zdecydował się na zmianę trenera i sięgnął po człowieka, który skutecznie radził sobie na ławce trenerskiej w poprzednim sezonie – Emila Rajkovicia. I choć w swoim ponownym debiucie w roli trenera Śląska Macedończyk przegrał, to jednak już w drugim spotkaniu odniósł zwycięstwo. W środę wrocławianie pokonali na wyjeździe litewski BC Siauliai i pokazali, że drużyna zmienia się na lepsze.
Czy jednak na tyle, aby pokonać włocławian? Wszyscy koszykarze Anwilu – także obcokrajowcy – doskonale zdają sobie sprawę z wagi nadchodzącego spotkania. Uzmysłowili im to w czwartek wieczorem kibice, którzy pojawili się w Hali Mistrzów podczas wieczornego treningu. Nie zabrakło przyśpiewek zagrzewających do boju, choć ze stuprocentową pewnością można napisać, że ten detal to dopiero przedsmak czekających nas w niedzielę emocji.
Początek spotkania Anwil Włocławek - Śląsk Wrocław w niedzielę o godz. 20.00. Transmisja telewizyjna w Polsacie Sport News od godz. 19.50 oraz transmisja radiowa na www.wloclawek.news.pl.