Nie ma chyba w Polsce koszykarza, który przy okazji Meczów Gwiazd zdobył tyle nagród indywidualnych, co Andrzej Pluta. Kapitan Anwilu wygrywając w minioną sobotę konkurs rzutów za trzy zgarnął dziesiątą, cenną statuetkę (osiem króla "trójek" i dwie MVP). Nam opowiada o swoim poważnym podejściu do zawodu koszykarza i uczestnictwa w Meczach Gwiazd.
Nie ma chyba w Polsce koszykarza, który przy okazji Meczów Gwiazd zdobył tyle nagród indywidualnych, co Andrzej Pluta. Kapitan Anwilu wygrywając w minioną sobotę konkurs rzutów za trzy zgarnął dziesiątą, cenną statuetkę (osiem króla "trójek" i dwie MVP). Nam opowiada o swoim poważnym podejściu do zawodu koszykarza i uczestnictwa w Meczach Gwiazd.
Statystyka twoich występów w Meczach Gwiazd i w konkursach rzutów za trzy jest imponująca…
Andrzej Pluta: Piętnaście razy byłem nominowany do występów w Meczach Gwiazd, a czternaście razy zagrałem. Z powodu choroby nie mogłem wystąpić jedynie w Sopocie. W oficjalnej statystyce, odnotowanej w książce wydanej specjalnie na okoliczność rozgrywania tych spotkań brakuje meczu z 1996 roku, gdy w Rudzie Śląskiej reprezentacja grała z gwiazdami ligi. A jeśli chodzi o konkurs rzutów za trzy, to udało mi się go wygrać już osiem razy, na dziesięć startów.
Imponująca statystyka jak na piętnaście sezonów lidze. Gdzie znajdujesz motywację, by utrzymywać wysoki poziom, premiowany grą w Meczu Gwiazd?
Jak jesteś młodym koszykarzem, to marzysz o tym, żeby móc się zaprezentować publiczności wśród gwiazd. To wielka nobilitacja. Z wiekiem taką ciekawość „jak to jest być wyróżnionym” zastępuje chęć utrzymania się na topie. Wielkim wyróżnieniem jest świadomość, że mimo upływu lat, ludzie nadal chcą cię oglądać i głosować na ciebie. Dla mnie to jest motywacja.
A są jeszcze jakieś cele w PLK, o których myśl przyprawia cię o szybsze bicie serca?
Każdy mały sukces w postaci medalu albo wyróżnienia indywidualnego jest sukcesem. Nikt kto uprawia profesjonalnie sport mi nie wmówi, że nie zależy mu na nagrodach – drużynowych i własnych. To pcha zawodnika do przodu. Ja mam nadzieję na kolejne trofea Anwilu i na to, że będą miał w nich swój udział. Każdy medal przyjmę z ogromną radością.
Czy oddalenie linii rzutów za trzy punkty, które nastąpi w przyszłym sezonie ma znaczenie dla koszykarza twojego pokroju?
Te pół metra nie ma dla mnie znaczenia. Celne rzuty z każdej pozycji są kwestią przyzwyczajenia się i odpowiedniego nastawienia.
Andrzej Pluta: Piętnaście razy byłem nominowany do występów w Meczach Gwiazd, a czternaście razy zagrałem. Z powodu choroby nie mogłem wystąpić jedynie w Sopocie. W oficjalnej statystyce, odnotowanej w książce wydanej specjalnie na okoliczność rozgrywania tych spotkań brakuje meczu z 1996 roku, gdy w Rudzie Śląskiej reprezentacja grała z gwiazdami ligi. A jeśli chodzi o konkurs rzutów za trzy, to udało mi się go wygrać już osiem razy, na dziesięć startów.
Imponująca statystyka jak na piętnaście sezonów lidze. Gdzie znajdujesz motywację, by utrzymywać wysoki poziom, premiowany grą w Meczu Gwiazd?
Jak jesteś młodym koszykarzem, to marzysz o tym, żeby móc się zaprezentować publiczności wśród gwiazd. To wielka nobilitacja. Z wiekiem taką ciekawość „jak to jest być wyróżnionym” zastępuje chęć utrzymania się na topie. Wielkim wyróżnieniem jest świadomość, że mimo upływu lat, ludzie nadal chcą cię oglądać i głosować na ciebie. Dla mnie to jest motywacja.
A są jeszcze jakieś cele w PLK, o których myśl przyprawia cię o szybsze bicie serca?
Każdy mały sukces w postaci medalu albo wyróżnienia indywidualnego jest sukcesem. Nikt kto uprawia profesjonalnie sport mi nie wmówi, że nie zależy mu na nagrodach – drużynowych i własnych. To pcha zawodnika do przodu. Ja mam nadzieję na kolejne trofea Anwilu i na to, że będą miał w nich swój udział. Każdy medal przyjmę z ogromną radością.
Czy oddalenie linii rzutów za trzy punkty, które nastąpi w przyszłym sezonie ma znaczenie dla koszykarza twojego pokroju?
Te pół metra nie ma dla mnie znaczenia. Celne rzuty z każdej pozycji są kwestią przyzwyczajenia się i odpowiedniego nastawienia.
Pytam o to, bo stwierdziłeś ostatnio, że z chęcią porwałbyś się na pojedynek strzelecki z zawodnikami NBA, a tam jak wiadomo, rzuca się zza łuku oddalonego o 7,24 metra…
Taka hipotetyczna sytuacja została wymyślona w żartobliwej rozmowie z dziennikarzami, ale gdyby nadarzyła się okazja, to czemu nie? Jedyne, co mogłoby mnie zabić, to presja. Pojechałby obcy człowiek na All Star Weekend, wszedł do hali wypełnionej siedemdziesięcioma tysiącami kibiców i trema na pewno mogła by go dopaść. Nawet gdy jest się tak doświadczonym zawodnikiem jak ja. Presja jest nawet przy okazji każdego kolejnego konkursu w Polsce. Zazwyczaj bronię tytułu, wiem jakie są oczekiwania kibiców i to mnie nieco tremuje. To jednak uczucie, które można polubić.
Mecz Gwiazd w Lublinie uważasz za udany?
Zdecydowanie tak. Był znakomicie zorganizowany. Kibice, którzy wypełnili halę po brzegi na pewno nie mogli narzekać. Czas mieli wypełniony totalnie – nie tylko przez widowisko koszykarskie, ale również pozostałe wydarzenia, towarzyszące imprezie. Fajnie też, że organizatorzy pomyśleli o promocji koszykówki w domu dziecka. W dobrym kierunku to wszystko idzie.
Ogromnym plusem imprezy było spontaniczne wciągnięcie Igora Griszczuka do konkursu rzutów za trzy.
To zabawna historia, bo Igor wygrał konkurs rzutów za trzy szesnaście lat temu w Lublinie, a ja byłem tego naocznym świadkiem. Jako młody koszykarz sam opłaciłem sobie pobyt w Lublinie i wystartowałem w preeliminacjach do konkursu rzutów za trzy. Wygrałem je, ale niestety w finale, jako dwudziestolatek i pierwszoligowiec troszeczkę się spaliłem. Teraz z sentymentem przypomniałem sobie tamtą sytuację. Kto wie, może gdyby Igor miał w tym roku czas się rozgrzać i przebrać w sportowy strój jego wynik byłby lepszy. Śmiem przypuszczać, że mógłby niejednego zaskoczyć.
Skoro jesteśmy przy temacie Igora Griszczuka, to chyba nie miałeś jeszcze okazji publicznie skomentować jego wyboru na selekcjonera kadry Polski?
Cieszę się, że Igor podjął się wyzwania, jakim jest prowadzenie reprezentacji. Nie będzie to lekka praca. Aťaden coach decydujący się związać z reprezentacją nie ma łatwo. Tym bardziej, że Igor ma dwa miesiące czasu na to, żeby przeprowadzić selekcją, posklejać drużynę i wytrenować powstałą grupę. Wszyscy wiemy, że trener Griszczuk nie boi się trudnych wyzwań. Przykładem był ubiegły sezon, gdy objął troszeczkę rozbitą drużynę po Zmago Sagadinie i osiągnął sukces. W bieżącym sezonie gramy świetnie i to jest jego zasługa. Igor cały czas się rozwija i propozycja jaką otrzymał od PZKosz to potwierdza. Byle kogo nie bierze się do reprezentacji i Igor ze swoją charyzmą jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Na koniec powiedz, jak wyglądają teraz zajęcia Anwilu, bo trzy tygodnie bez meczu w tak ważnej fazie sezonu nie są chyba powszechną sytuacją?
To jest ciężka i rzadko spotykana sytuacja. Tak się jednak ułożył kalendarz i naszym zadaniem jest jak najlepiej wykorzystać te trzy tygodnie, żeby nie wypaść z formy. Po siedmiu miesiącach grania czujemy pewne zmęczenie i może nawet nam ta pauza wyjść na dobre. Trenujemy w normalnym cyklu, bo trudno teraz wymyślać jakieś niespodzianki. Spokojnie przygotowujemy się do najważniejszej części sezonu.
Taka hipotetyczna sytuacja została wymyślona w żartobliwej rozmowie z dziennikarzami, ale gdyby nadarzyła się okazja, to czemu nie? Jedyne, co mogłoby mnie zabić, to presja. Pojechałby obcy człowiek na All Star Weekend, wszedł do hali wypełnionej siedemdziesięcioma tysiącami kibiców i trema na pewno mogła by go dopaść. Nawet gdy jest się tak doświadczonym zawodnikiem jak ja. Presja jest nawet przy okazji każdego kolejnego konkursu w Polsce. Zazwyczaj bronię tytułu, wiem jakie są oczekiwania kibiców i to mnie nieco tremuje. To jednak uczucie, które można polubić.
Mecz Gwiazd w Lublinie uważasz za udany?
Zdecydowanie tak. Był znakomicie zorganizowany. Kibice, którzy wypełnili halę po brzegi na pewno nie mogli narzekać. Czas mieli wypełniony totalnie – nie tylko przez widowisko koszykarskie, ale również pozostałe wydarzenia, towarzyszące imprezie. Fajnie też, że organizatorzy pomyśleli o promocji koszykówki w domu dziecka. W dobrym kierunku to wszystko idzie.
Ogromnym plusem imprezy było spontaniczne wciągnięcie Igora Griszczuka do konkursu rzutów za trzy.
To zabawna historia, bo Igor wygrał konkurs rzutów za trzy szesnaście lat temu w Lublinie, a ja byłem tego naocznym świadkiem. Jako młody koszykarz sam opłaciłem sobie pobyt w Lublinie i wystartowałem w preeliminacjach do konkursu rzutów za trzy. Wygrałem je, ale niestety w finale, jako dwudziestolatek i pierwszoligowiec troszeczkę się spaliłem. Teraz z sentymentem przypomniałem sobie tamtą sytuację. Kto wie, może gdyby Igor miał w tym roku czas się rozgrzać i przebrać w sportowy strój jego wynik byłby lepszy. Śmiem przypuszczać, że mógłby niejednego zaskoczyć.
Skoro jesteśmy przy temacie Igora Griszczuka, to chyba nie miałeś jeszcze okazji publicznie skomentować jego wyboru na selekcjonera kadry Polski?
Cieszę się, że Igor podjął się wyzwania, jakim jest prowadzenie reprezentacji. Nie będzie to lekka praca. Aťaden coach decydujący się związać z reprezentacją nie ma łatwo. Tym bardziej, że Igor ma dwa miesiące czasu na to, żeby przeprowadzić selekcją, posklejać drużynę i wytrenować powstałą grupę. Wszyscy wiemy, że trener Griszczuk nie boi się trudnych wyzwań. Przykładem był ubiegły sezon, gdy objął troszeczkę rozbitą drużynę po Zmago Sagadinie i osiągnął sukces. W bieżącym sezonie gramy świetnie i to jest jego zasługa. Igor cały czas się rozwija i propozycja jaką otrzymał od PZKosz to potwierdza. Byle kogo nie bierze się do reprezentacji i Igor ze swoją charyzmą jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Na koniec powiedz, jak wyglądają teraz zajęcia Anwilu, bo trzy tygodnie bez meczu w tak ważnej fazie sezonu nie są chyba powszechną sytuacją?
To jest ciężka i rzadko spotykana sytuacja. Tak się jednak ułożył kalendarz i naszym zadaniem jest jak najlepiej wykorzystać te trzy tygodnie, żeby nie wypaść z formy. Po siedmiu miesiącach grania czujemy pewne zmęczenie i może nawet nam ta pauza wyjść na dobre. Trenujemy w normalnym cyklu, bo trudno teraz wymyślać jakieś niespodzianki. Spokojnie przygotowujemy się do najważniejszej części sezonu.