- "Trudno powiedzieć, ponieważ to były dwa różne mecze. Dzisiaj widziałeś, nie mieliśmy nic do powiedzenia. Załatwił nas ten wasz nowy gracz (Goran Jagodnik - red.) (śmiech). Szkoda, bo taka wysoka porażka boli" powiedział Alvin Cruz po spotkaniu z Anwilem.
Łukasz Brylski: Jakbyś ocenił to spotkanie?
Alvin Cruz: Sam widziałeś jak zagraliśmy, więc pewnie domyślasz się co mogę o nim powiedzieć. Przeciwnik zagrał naprawdę dobre zawody, a my momentami sprawialiśmy wrażenie błądzących we mgle. Anwil w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła był lepszy. Gospodarze lepiej rzucali, bronili i zbierali. Pod koszem jak i na obwodzie zostaliśmy zdominowani. Do przerwy nie istnieliśmy. Strata po dwóch kwartach, która wynosiła 25 punktów nie pozwalała nam na odwrócenie losów spotkania. Mówiąc krótko to nie wyszedł nam ten mecz.
Grałeś 19 minut i zdobyłeś tylko cztery punkty, nie masz chyba powodów do zadowolenia?
Owszem, nie do końca mogę powiedzieć, że to spotkanie było udane. Mam na myśli naszą porażkę, o której już wspomniałem i moją zdobycz punktową. Przez ten czas spędzony na parkiecie dawałem z siebie wszystko. Prowadziłem grę, broniłem, atakowałem. Wiesz, czasem nie da się robić wszystkiego na raz. Szkoda, że zagrałem tylko te dziewiętnaście minut. Kto wie może gdybym przebywał dłużej na parkiecie to wszystko potoczyłoby się inaczej.
W poprzedniej kolejce dość niespodziewanie wygraliście ze Śląskiem, a dziś nie potrafiliście nawiązać walki z Anwilem. Skąd się biorą takie wahania formy?
Trudno powiedzieć, ponieważ to były dwa różne mecze. Dzisiaj widziałeś, nie mieliśmy nic do powiedzenia. Załatwił nas ten wasz nowy gracz (Goran Jagodnik - red.) (śmiech). Szkoda, bo taka wysoka porażka boli.
To już Twoja druga przygoda z polską ligą. Coś Ciebie najwyraźniej ciągnie tutaj...
Wiesz, w Twoim kraju jest bardzo dobra liga, która ma wyrobioną pewną markę w Europie. Ja jestem graczem na dorobku, cały czas zdobywam doświadczenie, więc uważam Polskę za idealne miejsce, by się nauczyć czegoś nowego. Bardzo lubię to miejsce. Zarówno w Zgorzelcu jak i Jarosławiu ludzie są dla mnie bardzo mili, bardzo często spotykam się z wyrazami sympatii zupełnie nieznanych mi osób.
Według Ciebie poziom polskiej ligi podniósł się czy obniżył?
Ciężko jednoznacznie stwierdzić. W Turowie jak i Zniczu rozegrałem po pięć spotkań. To nie jest zbyt dużo, ale mogę coś powiedzieć na temat poziomu. Uważam, że liga jest solidna, przyjeżdża wielu dobrych, także młodych, chcących rozwijać swoje umiejętności zawodników, którzy chcą się pokazać. Ja mogę posłużyć za idealny przykład. To mój drugi rok po studiach i muszę gdzieś grać. Wiadomo, że najlepiej zaistnieć w Europie, więc przyjechałem na kontynent i oto jestem (śmiech). Pamiętam, że w zeszłym roku w walce liczyło o mistrzostwo liczyły się tylko dwa zespoły. Dzisiaj jest inaczej. Praktycznie każda drużyna z pierwszej ósemki może walczyć o końcowy sukces w rozgrywkach.
Jak mógłbyś porównać ligę w Twoim kraju do polskiej ekstraklasy?
W Portoryko gra do złudzenia przypomina tą znaną z rozgrywek akademickich. Jest dużo biegania, gry jeden na jeden. Gra jest dużo bardziej szalona. Tutaj jak i w całej Europie dominuje system, zagrywki, jest dużo podań. Dobrze się w czymś takim czuję i nie narzekam.