Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Alex Dunn: Prawdziwą siłą jest drużyna

Środa, 12 Maja 2010, 1:00, Michał Fałkowski

- Zawodnikom Anwilu bardzo trudno będzie przedrzeć się w wyścigu o indywidualne nagrody. Gramy maksymalnie po 25 minut w meczu, ale za to na dużej intensywności. Każdy daje coś od siebie i tak wygrywamy mecze - mówi center Anwilu, Alex Dunn.

- Zawodnikom Anwilu bardzo trudno będzie przedrzeć się w wyścigu o indywidualne nagrody. Gramy maksymalnie po 25 minut w meczu, ale za to na dużej intensywności. Każdy daje coś od siebie i tak wygrywamy mecze - mówi center Anwilu, Alex Dunn.
To twój czwarty rok w Polsce, uczysz się naszego języka, więc chyba naszą rozmowę możemy przeprowadzić po polsku?

Alex Dunn: Możemy, jeśli chcesz. [odpowiedź w języku polskim – przyp. red.]

W takim razie, powiedz mi, czy w życiu codziennym często używasz naszego języka?

(śmiech) Już chyba wystarczy. Proszę, przejdźmy na język angielski. [od tego momentu rozmowa toczy się po angielsku – przyp. red.]

Jeśli ojczysty język pozwoli ci lepiej wyrażać myśli, to oczywiście mówmy po angielsku. Powiedz jednak, czy na co dzień korzystasz z języka polskiego?

Tak, najczęściej mówię po polsku, gdy muszę coś zamówić w restauracji. Oczywiście, wiele osób, z którymi przychodzi mi rozmawiać, zna angielski, i wtedy w ogóle nie ma problemów z komunikacją. Zauważyłem, że od czasu, gdy pierwszy raz przyjechałem do Polski, dużo się w tej kwestii zmieniło. To znaczy, wiele osób uczy się angielskiego i jest z tym coraz lepiej. Szczególnie w dużych miastach nie ma problemów z komunikacją po angielsku. Zapewniam jednak, że jeśli trzeba, to umiem dogadać się po polsku.

Domyślam się, że czasami wynikają z tego jakieś zabawne sytuacje?

Ciągle mi się takie przytrafiają. Najczęściej w sklepach. Proszę ekspedientkę po polsku o podanie jakichś produktów, a ona zaczyna rozmowę. Pewnie myśli, że jestem Polakiem i mówi bardzo szybko. Wtedy ja wypalam: „Slow down a little bit”, i momentalnie zapada konsternacja (śmiech).

Wobec konieczności przebywania na parkiecie dwóch Polaków może warto byłoby postarać się o polskie obywatelstwo?

Pewnie, że chciałbym otrzymać polski paszport i to nie tylko dlatego, że ułatwiłoby to trenerowi rotowanie składem. Dobrze się czuję w Polsce i jestem tu już dość długo. Może więc rzeczywiście należałoby się postarać o polskie obywatelstwo. Obawiam się tylko, że to nie jest takie łatwe…

A czy łatwo było wygrać ostatni mecz w Warszawie? Wynik 103:54 wskazuje na to, że zrobiliście sobie „spacer w stolicy”…

Po drugim meczu ćwierćfinałowym absolutnie nie myśleliśmy, że w Warszawie pójdzie nam tak dobrze. Szczerze mówiąc, nawet trochę obawialiśmy się tej potyczki. Wiadomo, jesteśmy w decydującej fazie sezonu i przy pełnym zaangażowaniu rywala mogło się okazać, że czymś nas zaskoczy. Na szczęście, wszystko ułożyło się po naszej myśli. Kontrolowaliśmy przebieg spotkania i efektownie zwyciężyliśmy.

Tak jak powiedziałeś, drugi mecz we Włocławku mógł się skończyć bardzo źle dla Anwilu. Na szczęście, twój blok na Eddiem Millerze uratował nam skórę. Czy to była najważniejsza akcja w twojej dotychczasowej karierze?

To był zdecydowanie najważniejszy blok w mojej karierze. Sprawił mi ogromną satysfakcję. To fantastyczne uczucie zablokować rzut, który w ostatnich sekundach leci do kosza, żeby zadecydować o zwycięstwie lub przegranej. Eddie Miller jest bardzo szybkim zawodnikiem, więc kiedy dostał piłkę, niemal automatycznie do niego podbiegłem i instynktownie wysunąłem rękę do bloku. Spodziewałem się, że błyskawicznie odda rzut i tak się stało. Na szczęście tor lotu piłki zakończył się na mojej dłoni.
Myślisz, że ta akcja ma szansę na zajęcie czołowego miejsca w klasyfikacji Top Ten na stronie internetowej Anwilu? A może masz innych faworytów do zwycięstwa?

Nie wiem, o tym zadecyduje kto inny. Ja tylko oglądam miesięczne zestawienia i pomeczowe relacje. Bardzo mi się podobają. Ogląda je cała moja rodzina, bo gdy tylko się ukazują, wysyłam informację moim bliskim. A która kwietniowa akcja była najefektowniejsza? No, nie wiem… Jedno jest pewne – w ostatnim meczu, rozgrywanym już w maju, mieliśmy dwie świetne akcje. Odbicie piłki przez „Szubiego” o tablicę i jej dobitka przez Rasharda to była prawdziwa poezja. Dla mnie akcja roku. Drugim świetnym zagraniem był „alley-oop” Kamila do Bretta. Taką grę miło się ogląda.

W półfinale już tak lekko jak w Warszawie na pewno nie będzie. Polpharma to solidna drużyna, która zakończyła sezon zasadniczy tuż za Anwilem, a w bezpośredniej rywalizacji legitymuje się bilansem 1-1…

To zupełnie jak Polonia. Może być tak, że w play-off zagramy tylko z rywalami, którzy „rozdrażnili” nas w fazie zasadniczej… Ostatnio zagraliśmy naprawdę niezłe spotkanie przeciw Polpharmie. To jest dobry prognostyk, chociaż nikogo nie lekceważymy. Mamy tylko jeden cel – wygrać trzy mecze. Bez względu na to, czy jest to Polpharma, czy inny przeciwnik, nasze nastawienie jest takie samo. Wszystkie drużyny na tym etapie myślą tylko o jednym – jak dostać się do finału? Dlatego niezależnie od tego, czy gramy z Prokomem, Treflem czy Polpharmą, te mecze będą bardzo trudne.

Ty będziesz musiał walczyć z doskonale znanym ci Patrickiem Okaforem. Wygląda jednak na to, że on też cię dobrze rozszyfrował, bo w dwóch meczach z Anwilem notował odpowiednio 18 punktów i 7 zbiórek oraz 29 punktów i 13 zbiórek. Masz mu coś do udowodnienia?

Oj, bardzo się wkurzyłem tymi wynikami Patricka. On ma świetny sezon w Polpharmie, ale to nie znaczy, że przeciw Anwilowi musi bić swoje rekordy. Patrick jest znakomitym zawodnikiem, który zna dobrze moje atuty, a ja znam jego. Dwa razy udało mu się wykorzystać swoje najlepsze strony, ale postaram się, żeby więcej to się nie zdarzyło. Mam nadzieję, że uda mi się go powstrzymać.

Czy misja „zatrzymać Okafora” będzie kluczowa dla wyniku rywalizacji Anwilu z Polpharmą?

Myślę, że kluczowe będzie zatrzymanie jego oraz Tony’ego Weedena. Polpharma gra szybkie akcje dzięki tym dwóm koszykarzom. My musimy ich trochę spowolnić.

Rozumiem, że co do półfinału jesteś optymistą?

Tak, jestem wielkim optymistą. Musimy po prostu zrobić swoje, czyli zagrać tak jak z Polonią. Podejdziemy do tych meczów bardzo serio. Będziemy skoncentrowani i dobrze przygotowani przez sztab trenerski. Wszystko będzie leżało w naszych rękach.

Jaka jest różnica pomiędzy Anwilem Igora Griszczuka a Anwilem Alesa Pipana? Dlaczego wcześniej nie odnosiliście takich sukcesów, jakie są waszym udziałem w tym sezonie?

Dwa lata temu zespół był budowany wokół rozgrywającego, Gerroda Hendersona. Na nasze nieszczęście, Gerrod odszedł i wszystko się posypało. Teraz mamy lepiej zbilansowany zespół. Wszyscy zawodnicy mają predyspozycje do zdobywania punktów. Nie ma groźby, że w przypadku czyjejś niedyspozycji nasza gra się zatnie. Pokazaliśmy to zresztą w kilku meczach. Nie zawsze ci sami zawodnicy są naszymi liderami i to jest naszą siłą.
A czy nie bez znaczenia jest również obecność Igora Griszczuka?

Trener Griszczuk zawsze powtarza, że nie jest najmądrzejszym szkoleniowcem w tej lidze, ale ja wiem, że to tylko kurtuazja. Mam przyjemność pracować z nim już trzeci rok i widzę, jak się rozwija i jak znakomitym jest fachowcem. On naprawdę nadaje ton naszej drużynie.

A czy wobec zestawienia pierwszej czwórki, w której Turów i Czarni zostali zastąpieni przez Trefl i Polpharmę, możemy powiedzieć, że zmienia się również liga?

Taka jest koszykówka. Wygrywają te zespoły, które grają najrówniej przez cały sezon, a nie te, które wydawałyby się najsilniejsze ze względu na swoje wcześniejsze osiągnięcia. Pamiętam swój pierwszy sezon w Czarnych, gdy zajęliśmy trzecie miejsce i zaskoczyliśmy całą Polskę. Teraz zaskoczeniem są Polpharma i Trefl, ale trzeba przyznać, że całkowicie słusznie zajmują swoje pozycje. Zaskoczeniem, tyle że negatywnym, jest też Turów, ale przecież na tym polega urok sportu, że raz się wygrywa, a raz przegrywa. Gdyby co roku klasyfikacja końcowa wyglądała tak samo, to ludzie szybko by się znudzili koszykówką. Mam nadzieję, że w tym sezonie w lidze zajdą większe roszady i zmieni się również mistrz. Bardzo bym chciał wygrać finał z Anwilem.

Najlepszym centrem sezonu zasadniczego został wybrany Michael Wright, który ma już wakacje. Może zatem czas na „wejście smoka” w twoim wykonaniu i zabłyśnięcie w decydujących spotkaniach?

Ja zawsze gram swoje. Na boisku wykonuję polecenia trenera i nie staram się o żadne tytuły. Nie zależy mi na tym, żeby po sezonie ktoś mówił o mnie jako o najlepszym centrze ligi. Lepiej, jeśli ktoś powie, że to center najlepszej drużyny w lidze. A Michael Wright zasłużył sobie na ten tytuł, bo grał znakomicie. To jest niebywale silny, skoczny i dobry technicznie zawodnik. Przez przewagę, jaką ma nad rywalami, często są mu odgwizdywane faule, ale to chyba jedyny jego mankament.

W pierwszej piątce wybranej przez trenerów po sezonie zasadniczym znalazł się Krzysiek Szubarga. Czy uważasz, że po play-off więcej naszych zawodników ma szanse na prestiżowe wyróżnienia?

Zawodnikom Anwilu bardzo trudno będzie przedrzeć się w wyścigu o indywidualne nagrody. Gramy maksymalnie po 25 minut w meczu, ale za to na dużej intensywności. Każdy daje coś od siebie i tak wygrywamy mecze. Aby podać inny przykład, Qyntel Woods otrzymuje dominującą rolę w zespole i może też dominować w statystykach. Na szczęście, nas to nie zraża, bo wiemy, że prawdziwą siłą jest drużyna.

Czy ta drużyna okaże się lepsza od Polpharmy?

Na ten temat rozmawiałem wczoraj z naszymi trenerami i po rozważeniu wszelkich plusów i minusów doszedłem do wniosku, że zagramy dwa mecze w Hali Mistrzów i jeden w Starogardzie Gdańskim. Wiesz, co to oznacza… Wygramy 3:0.
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze magazynu "Nasz Anwil".