Anwil Włocławek odrobił straty z pierwszego meczu z AZS Koszalin, wygrywając na parkiecie rywala 75:68. Znakomite zawody rozegrał Ruben Boykin, który do 19 punktów dołożył 12 zbiórek i 3 asysty. Wygrywając w Koszalinie, Rottweilery wyeliminowały Akademików z walki o górną szóstkę. Dla włocławian był to mecz numer 800 w ekstraklasie.
Anwil Włocławek odrobił straty z pierwszego meczu z AZS Koszalin, zwyciężając na parkiecie rywala 75:68. Znakomite zawody rozegrał Ruben Boykin, który do 19 punktów dołożył 12 zbiórek i 3 asysty. Wygrywając w Koszalinie, Rottweilery wyeliminowały Akademików z walki o górną szóstkę. Dla włocławian był to mecz numer 800 w ekstraklasie.
Dwa tygodnie przerwy od poważnego, ligowego grania koszykarze Anwilu Włocławek wykorzystali nie tylko na mocniejsze treningi, ale również na dobre przygotowanie się do trudnego meczu z AZS Koszalin. Zawodnicy trenera Miliji Bogicevicia musieli oczekiwać mocnego uderzenia ze strony Akademików, którzy grali przecież o przedłużenie swoich szans na grę w górnej szóstce. Tymczasem, dobra postawa Anwilu w obronie sprawiła, że zapał rywali szybko ostygł. Musieli się oni ratować indywidualnymi akcjami, które w ostatecznym rozrachunku powodzenia nie przyniosły.
Dość statyczna gra AZS-u stała się wodą na młyn dla Rubena Boykina. Amerykanin już w 8. minucie miał na swoim koncie 8 punktów, czyli o jeden więcej niż wynosiła jego dotychczasowa średnia meczowa. To jego trójka wyprowadziła włocławian na 14:7, a trzeba odnotować, że wcześniej zdążył zaliczyć 2 bloki i 5 zbiórek. Swoich bohaterów w pierwszej połowie mieli też gospodarze. Gdy przewaga Anwilu wzrosła do 9 punktów (12:21) z obwodu trafił niezawodny Igor Milicić, a później ciężar zdobywania punktów wziął na siebie inny 37-latek, Rafał Bigus. Polski środkowy wraz z wiosennym ociepleniem poczuł chyba drugą młodość, bo do przerwy zaliczył 8 punktów (4/4 z gry). Taki dorobek nie zdarzył mu się w jakimkolwiek innym meczu tego sezonu.
Na szczęście, w drugiej połowie Rafał Bigus już nie punktował. Być może tego właśnie zabrakło AZS-owi, bo w pewnym momencie różnica między zespołami zmalała do 3 punktów (40:37) i nie znalazł się nikt, kto by doprowadził do remisu. Dwukrotnie rzutów próbował Cameron Bennerman, ale to Michał Sokołowski okazał się tym, który wyjaśnił sytuację. Polak położył zwodem pod koszem Roba Jonesa i bez problemu trafił spod samej obręczy. Po chwili znów przypomniał o sobie Ruben Boykin. Skrzydłowy Anwilu najpierw trafił za trzy, później zebrał w obronie i wspaniale podał przez pół boiska do Sokołowskiego, a w kolejnej akcji obsłużył asystą Marcusa Ginyarda. Anwil prowadził już wtedy 49:40.
Dzięki trzeciej kwarcie wygranej 22:14, w ostatnich dziesięciu minutach Rottweilery mogły pozwolić sobie na kontrolowanie wyniku. Na parkiet powrócił Krzysztof Szubarga (wcześniej piłkę z powodzeniem rozgrywał Tony Weeden) i mimo że zaczął od błędu kroków, to w kolejnych dwóch akcjach trafił szalone trójki z ósmego metra od kosza. Najwyższe, 19-punktowe prowadzenie Anwil objął dzięki rzutowi Rubena Boykina. Niestety, rozprężenie w końcówce spotkania sprawiło, że znaczna część tej solidnej zaliczki została utracona. Zwycięstwo Rottweilerów, co prawda nie podlegało dyskusji ani przez chwilę, jednak dwie ostatnie minuty przegrane 2:14 pozostawiły mały niedosyt.
Ostatecznie Anwil pokonał AZS 75:68, udanie powracając na parkiet po przerwie spowodowanej Meczem Gwiazd. W Koszalinie kostkę "podkręcił" Adam Łapeta, ale wszystko wskazuje na to, że nie jest to poważny uraz i center szybko powinien być do dyspozycji trenera. To ważne, bo już w piątek włocławian czeka ostatni mecz rundy zasadniczej, w którym zagrają u siebie ze Startem Gdynia.
AZS Koszalin – Anwil Włocławek 68:75 (12:17, 20:19, 14:22, 22:17)
AZS: Bennerman 14, Wiśniewski 9, Leończyk 8, Bigus 8, Mielczarek 7, Wołoszyn 7, Milicić 6, Jones 5, Henry 4
Anwil: Boykin 19, Szubarga 12, Weeden 11, Hajrić 9, Sokołowski 7, Ginyard 6, Frasunkiewicz 5, Jovanović 5, Łapeta 1, Bartosz 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI
Dość statyczna gra AZS-u stała się wodą na młyn dla Rubena Boykina. Amerykanin już w 8. minucie miał na swoim koncie 8 punktów, czyli o jeden więcej niż wynosiła jego dotychczasowa średnia meczowa. To jego trójka wyprowadziła włocławian na 14:7, a trzeba odnotować, że wcześniej zdążył zaliczyć 2 bloki i 5 zbiórek. Swoich bohaterów w pierwszej połowie mieli też gospodarze. Gdy przewaga Anwilu wzrosła do 9 punktów (12:21) z obwodu trafił niezawodny Igor Milicić, a później ciężar zdobywania punktów wziął na siebie inny 37-latek, Rafał Bigus. Polski środkowy wraz z wiosennym ociepleniem poczuł chyba drugą młodość, bo do przerwy zaliczył 8 punktów (4/4 z gry). Taki dorobek nie zdarzył mu się w jakimkolwiek innym meczu tego sezonu.
Na szczęście, w drugiej połowie Rafał Bigus już nie punktował. Być może tego właśnie zabrakło AZS-owi, bo w pewnym momencie różnica między zespołami zmalała do 3 punktów (40:37) i nie znalazł się nikt, kto by doprowadził do remisu. Dwukrotnie rzutów próbował Cameron Bennerman, ale to Michał Sokołowski okazał się tym, który wyjaśnił sytuację. Polak położył zwodem pod koszem Roba Jonesa i bez problemu trafił spod samej obręczy. Po chwili znów przypomniał o sobie Ruben Boykin. Skrzydłowy Anwilu najpierw trafił za trzy, później zebrał w obronie i wspaniale podał przez pół boiska do Sokołowskiego, a w kolejnej akcji obsłużył asystą Marcusa Ginyarda. Anwil prowadził już wtedy 49:40.
Dzięki trzeciej kwarcie wygranej 22:14, w ostatnich dziesięciu minutach Rottweilery mogły pozwolić sobie na kontrolowanie wyniku. Na parkiet powrócił Krzysztof Szubarga (wcześniej piłkę z powodzeniem rozgrywał Tony Weeden) i mimo że zaczął od błędu kroków, to w kolejnych dwóch akcjach trafił szalone trójki z ósmego metra od kosza. Najwyższe, 19-punktowe prowadzenie Anwil objął dzięki rzutowi Rubena Boykina. Niestety, rozprężenie w końcówce spotkania sprawiło, że znaczna część tej solidnej zaliczki została utracona. Zwycięstwo Rottweilerów, co prawda nie podlegało dyskusji ani przez chwilę, jednak dwie ostatnie minuty przegrane 2:14 pozostawiły mały niedosyt.
Ostatecznie Anwil pokonał AZS 75:68, udanie powracając na parkiet po przerwie spowodowanej Meczem Gwiazd. W Koszalinie kostkę "podkręcił" Adam Łapeta, ale wszystko wskazuje na to, że nie jest to poważny uraz i center szybko powinien być do dyspozycji trenera. To ważne, bo już w piątek włocławian czeka ostatni mecz rundy zasadniczej, w którym zagrają u siebie ze Startem Gdynia.
AZS Koszalin – Anwil Włocławek 68:75 (12:17, 20:19, 14:22, 22:17)
AZS: Bennerman 14, Wiśniewski 9, Leończyk 8, Bigus 8, Mielczarek 7, Wołoszyn 7, Milicić 6, Jones 5, Henry 4
Anwil: Boykin 19, Szubarga 12, Weeden 11, Hajrić 9, Sokołowski 7, Ginyard 6, Frasunkiewicz 5, Jovanović 5, Łapeta 1, Bartosz 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI