Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Adam Hrycaniuk: Oby Qyntelowi dopisywało zdrowie

Czwartek, 24 Marca 2011, 1:00, Michał Fałkowski

Adam Hrycaniuk jest jednym z niewielu, którzy w rywalizacji Anwilu z Asseco Prokomem uczestniczą od kilku sezonów. W oparciu o swoje doświadczenie, przed niedzielnym meczem mówi naszemu portalowi, że we Włocławku doping potrafi zakłócić komunikację w drużynie przyjezdnych.

Adam Hrycaniuk jest jednym z niewielu, którzy w rywalizacji Anwilu z Asseco Prokomem uczestniczą od kilku sezonów. W oparciu o swoje doświadczenie, przed niedzielnym meczem mówi naszemu portalowi, że we Włocławku doping potrafi zakłócić komunikację w drużynie.
Pierwszy mecz z Anwilem był dla ciebie najsłabszy w tym sezonie pod względem liczby zdobytych punktów. Szykujesz rewanż naszym wysokim zawodnikom?

Adam Hrycaniuk: Dla mnie zdobycze punktowe kompletnie nie mają znaczenia. Moją rolą w zespole jest granie pod drużynę, walczenie o zbiórki i stawianie dobrych zasłon. Mamy dużo zawodników, którzy są bardziej predysponowani do zdobywania punktów. Ja mogę ich rzucić dziesięć albo jeden, a i tak nie będzie to miało większego znaczenia dla ostatecznego wyniku. Ważniejsza jest „czarna robota”, którą mam do wykonania.

Wśród strzelców o których wspomniałeś jest z pewnością Qyntel Woods. Czy powrót amerykańskiego skrzydłowego odbierze minuty Piotrowi Szczotce, a desygnuje ciebie na parkiet?

- Nie patrzę tak na to. Qyntel jest bardzo dobrym zawodnikiem, ale w naszej drużynie pełni taką samą rolę jak pozostali koszykarze. Sam też tak do tego podchodzi. Nie daje nam odczuć, że jest gwiazdą, choć w ataku rzeczywiście potrafi dominować nad rywalami. Mam nadzieję, że tak będzie już w niedzielę, a potem we wszystkich kolejnych meczach play-off. Trzeba jednak pamiętać, że ofensywa naszego zespołu rozkłada się jeszcze na Filipa Widenowa, Daniela Ewinga, Radka Vardę i innych. Qyntel będzie ważnym elementem w tej układance i oby mu tylko zdrowie dopisało.

Anwil chcecie pokonać atakiem, czy obroną?

- Macie bardzo utalentowanych ofensywnie zawodników i przede wszystkim musimy się skupić na szczelnej obronie. Kluczem do zwycięstwa może być też walka na tablicach. Naszym mankamentem były ostatnio właśnie „deski” i z Anwilem nie możemy już sobie pozwolić na takie błędy. Jeżeli chodzi o ofensywę, to na pewno wymyślimy coś na ten wieczór. Jak już mówiłem, w tym elemencie mamy zawodników, którzy sami potrafią wiele wykreować i o atak bym się nie martwił.

W ubiegłym sezonie chwaliłeś włocławską publiczność. To chyba kurtuazja, bo oni przecież starają się utrudniać wam grę, jak tylko mogą…

- We Włocławku bardzo ciężko się gra drużynom przyjezdnym. Za to Anwil ma za sobą jeden z najlepszych dopingów w Polsce. Hala wrze, gdy wychodzicie na prowadzenie, albo ktoś zaprezentuje efektowną akcję. Wtedy dochodzi do tego, że nam jest ciężko porozumiewać się ze sobą. Niedzielny mecz to jeszcze nie play-off, więc zobaczymy jak będzie z frekwencją.

Jak z perspektywy Asseco Prokomu i innych drużyn jest postrzegany Anwil? Uważacie nasz zespół za łatwego przeciwnika, na którego warto trafić w play-off, czy wręcz odwrotnie?

- Myślę, że Anwil jest w tej chwili tak samo groźną drużyną, jak sześć pozostałych zespołów, które zajmą czołowe miejsca. Mamy wyrównaną sytuację w tabeli i to jest najlepszy dowód na to, że w play-off wszyscy będą mieli ciężko. Do tej pory przechodziliście dołek, ale w decydującej fazie możecie złapać właściwy rytm. Dla Anwilu wszystko jest możliwe.

Sześć zespołów? Mam rozumieć, że Asseco Prokom jest ponad nimi i jest jeszcze jedna drużyna, która awansuje do play-off odstając od reszty in plus lub in minus?

- Właściwie to chodziło mi o to, że wszyscy są na podobnym poziomie. Nawet o nas bym nie powiedział, że jakoś znacząco dominujemy. Przegraliśmy kilka meczów i tak jak pozostali nie możemy być zbyt pewni siebie. Jak widać, układ tabeli waży się do ostatniej kolejki. Dla nas nie liczy się, czy w tej stawce trafimy szybko na Anwil, czy nie.

Od trzech sezonów gry w Asseco Prokomie notujesz systematyczny progres. Średnie na poziomie ponad 7 punktów i 4,5 zbiórki w 17 minut mogą jednak być już szczytem tego, co można osiągnąć grając wśród gwiazd. Myślałeś o tym, żeby po sezonie postawić na dalszy rozwój w innej drużynie?

- Gdynia jest fajnym miejscem do grania, a Asseco Prokom świetnie zorganizowanym klubem i chyba nie będę chciał zmieniać otoczenia. Mam tu wszystko, czego potrzeba by dobrze trenować i wygrywać w polskiej lidze i Eurolidze. A jaka będzie moja przyszłość, to zobaczymy.