Niemal dwa tygodnie temu koszykarską Polskę obiegła informacja o powrocie Aleksa Dunna do Anwilu Włocławek po roku spędzonym w Turcji. Dziś pytamy Amerykanina o doświadczenia wyniesione z gry w tym kraju, symbolikę nowego tatuażu i sportowe marzenia.
Niemal dwa tygodnie temu koszykarską Polskę obiegła informacja o powrocie Aleksa Dunna do Anwilu Włocławek po roku spędzonym w Turcji. Dziś pytamy Amerykanina o doświadczenia wyniesione z gry w tym kraju, symbolikę nowego tatuażu i sportowe marzenia.
Witamy ponownie we Włocławku. Jak się czujesz po kilku dniach spędzonych w naszym mieście?
- Dobrze być tu z powrotem. To świetna rzecz, wracać do miejsca, gdzie się dobrze żyje i jeszcze lepiej gra w koszykówkę. To też dowód, że mi pasuje Anwil, a Anwilowi ja. Jest mi naprawdę miło.
Jedno jest pewne: niezmiennie pasujesz trenerowi Igorowi Griszczukowi. Czy nasz szkoleniowiec zmienił się odkąd pracowałeś z nim w Słupsku?
- Jest niemal taki sam, jak go zapamiętałem. Stosuje ten sam rodzaj taktyki, rozkład treningów i system przygotowań do sezonu. Może jest trochę spokojniejszy.
Na to nie licz. Po prostu prawdziwa rywalizacja jeszcze się nie zaczęła…
- (śmiech) Też mi się tak wydaje. Gdy zacznie się sezon wróci jego pasja. Mam tylko nadzieję, że Anwil będzie wygrywał i nie oberwie nam się zbyt mocno od trenera.
Czy podejmując decyzję o powrocie do Włocławka, myślałeś o tym, że trenerem jest tutaj właśnie doskonale znany ci Igor Griszczuk?
- To nie był decydujący argument, ale oczywiście jeden z plusów tego rozwiązania. Trener Griszczuk wie jakie mam zalety i wady. Dlatego umie świetnie wykorzystać moje możliwości. Razem odnieśliśmy dobry rezultat i teraz możemy to powtórzyć.
Chyba rzeczywiście świetnie się rozumiecie z trenerem, bo niemal dokładnie taką samą opinię wyraził on na łamach naszej strony internetowej, gdy podpisałeś kontrakt z Anwilem. Powiedz, czy jesteś zadowolony ze swoich statystyk w lidze tureckiej (29 meczów: 11.5 pkt., 7.0 zb., /53.6%z gry/)?
- Trudno to jednoznacznie ocenić. Statystyki mam niezłe, ale nie rozwijałem się tak, jakbym sobie tego życzył. Nasz zespół nie grał zbyt poukładanej koszykówki. Za wiele zależało od indywidualnych akcji. Dlatego chciałem na kolejny sezon związać się z lepiej zorganizowaną drużyną. Nie chciałbym, żeby mnie źle zrozumiano, bo ubiegły sezon ogólnie uważam za udany, ale lepiej się czuję w innych warunkach.
Zatem czego, z koszykarskiego rzemiosła, nauczył cię rok spędzony w Turcji?
- Grałem sporo na pozycji silnego skrzydłowego. Dzięki temu rozwinąłem umiejętność grania zagrywek pick-and-roll. Często też musiałem robić krok w tył i rzucać z półdystansu lub z dystansu. Może więc właśnie tym zaskoczę fanów i przeciwników, którzy znają mnie już z polskiej ligi.
Większość życia spędziłeś w Ameryce, później przez trzy lata mieszkałeś w Polsce. Rok spędzony w odmiennej kulturowo Turcji musiał być dla ciebie bardzo ciekawym doświadczeniem.
- Jadąc do tego kraju nie wiedziałem czego oczekiwać. Czytałem, że 99% obywateli Turcji jest muzułmanami, a wyznawców tej religii w Ameryce cały czas pokazuje się w złym świetle. Mówi się o nich w kontekście terroryzmu i fanatyzmu. Na szczęście ja miałem okazję osobiście przekonać się, że to tylko stereotypy. Turcy są bardzo sympatyczni i mili. Rok spędzony w tym kraju otworzył mi oczy i teraz nie mogę powiedzieć nic złego o muzułmanach.
A co cię najbardziej zaskoczyło w trakcie pobytu w Turcji?
- Byłem w szoku, że muzułmanie tak często się modlą. Pięć razy dziennie rzucają wszystko i oddają się modlitwie. Są momenty, gdy z wielu miejsc w mieście docierają do ciebie dziwne pieśni i modlitwy. Muzułmanie bardzo poważnie traktują swoją religię i ich gorliwość była dla mnie największym, pozytywnym, zaskoczeniem. Sam jestem katolikiem i wiem, że u nas różnie to bywa.
A czy podczas meczów również dało się odczuć, że jesteś w odmiennym kulturowo kraju?
- Różnic w organizacji meczów raczej nie zauważyłem. Muszę jednak powiedzieć, że kibice w Turcji są dużo spokojniejsi niż w Polsce. Polacy to szaleńcy w porównaniu z nimi. W Turcji na trybunach z reguły panowała cisza. Dało się również zauważyć, że na mecze przychodziło mniej kobiet niż w Europie. Myślę jednak, że porównaniu z innymi krajami islamskimi i tak miały one więcej swobody w kibicowaniu.
Masz nowy, duży tatuaż. Zdradzisz nam co symbolizuje?
- Pewnie niewiele osób wie, że od trzech lat mam tatuaż na plecach. Po mojej wizycie w Chinach, latem ubiegłego roku, postanowiłem, że zrobię sobie kolejny, tym razem w widocznym miejscu. Trzy duże gwiazdy, które sobie wytatuowałem są symbolem trzech lat spędzonych w Polsce. Pewnie, wkrótce będę musiał sobie dorobić czwartą… Mam jeszcze wytatuowanego smoka na ramieniu, co wiąże się z wizytą w Chinach.
Czy pamiętasz swoje statystyki z sezonu spędzonego w Anwilu?
- Tak, to był mój najlepszy sezon pod względem punktowym. Rzucałem na niezłym procencie i mogę być zadowolony z tamtych wyników.
To było dokładnie 12,4 punktu (67,1 x 2, 33,3 x 3, 60,5 x 1) i 6,1 zbiórki. Trudno będzie poprawić ten wynik?
- Jeszcze niewiele można przewidzieć. Dopiero zgrywamy się z zespołem i poznajemy swoje role w zespole. Moim zadaniem pewnie nie będzie zdobywanie 25 punktów co mecz, bo strzelców mamy innych. Ja będę dążył do tego, żeby mieć przynajmniej 15 punktów i 7 zbiórek, bo to były rezultat, który na pewno pomógłby drużynie w odnoszeniu zwycięstw.
Mówiąc o strzelcach, kogo masz na myśli? Kto jest w stanie zdobywać te 25 punktów co mecz?
- Na pewno Kevyn [Green –red.] i Mike [Trimboli –red.] mają zadatki na świetnych strzelców. Do tego Andrzej [Pluta – red.], którego w Polsce już wszyscy znają, a nie potrafią zatrzymać.
Nie unikniesz pytań o porównanie zespołu sprzed dwóch lat i obecnego. Czy bardzo się różnią?
- Myślę, że w tym roku będziemy grali dużo bardziej zdyscyplinowaną koszykówkę. Igor Griszczuk jest trenerem, który wymaga od każdego spełniania konkretnych ról na boisku. Strasznie się złości, gdy ktoś np. stanie tam, gdzie nie powinien, albo pobiegnie nie w tempo. Mamy w drużynie kilku niedoświadczonych zawodników, ale wiem, że trener będzie wiedział, jak ich ustawić, żeby z czasem grali dokładnie tak, jak będzie sobie tego życzył. U Alesa Pipana było więcej indywidualnych improwizacji, a teraz będziemy wygrywać i przegrywać jako drużyna.
A jak twoja aktualna forma?
- Dbałem o formę, gdy byłem w Ameryce, więc wszystko jest w porządku. Oczywiście nie trenowałem 5 godzin dziennie, jak teraz, ale jestem przygotowany do dużego wysiłku. Do rozpoczęcia ligi pozostał niecały miesiąc i moja kondycja do tego czasu jeszcze się poprawi.
Masz jakieś koszykarskie marzenia, które mógłbyś zrealizować w nadchodzącym sezonie?
- Zdobyłem już brąz z Czarnymi, a Anwil zdobył brąz w ubiegłym sezonie. Czas więc dla nas wszystkich, żeby zrobić krok do przodu i postarać się, o mistrzostwo Polski.
Interesujesz się EuroBasketem w Polsce?
- Tak, oglądam wiele meczów EuroBasketu w telewizji. Polska ma całkiem dobry skład, ale ostatnio nie gra tak, jak jest w stanie. Znam kilku chłopaków z waszej reprezentacji i mocno im kibicuję. Znam też kilku graczy z Turcji i też trzymam za nich kciuki. To jest interesujący turniej i niech wygra najlepszy.
Chciałbyś na koniec powiedzieć coś fanom Anwilu?
- Może tylko to, że jest mi bardzo miło ponownie dla nich grać. Jesteście szaloną publicznością i zrobię z kolegami wszystko, żeby przywieźć do Włocławka złoty medal.