Anwil Włocławek gonił przez całe spotkanie i choć w czwartej kwarcie wydawało się, że gospodarze są naprawdę blisko, Stelmet Zielona Góra zadał kilka decydujących ciosów, głównie dzięki fantastycznej postawie zza łuku, i wygrał w Hali Mistrzów 94:77. Dla Rottweilerów najwięcej punktów zdobył Deividas Dulkys - 19.
Kiedy w 27. minucie spotkania Mantas Cesnauskis trafił 12. trójkę dla ekipy Stelmetu Zielona Góra w meczu, goście wyszli na najwyższe tego dnia prowadzenie (67:47) i część kibiców w Hali Mistrzów z pewnością pogodziła się z porażką. Niektórzy fani wyrazili swoją dezaprobatę opuszczając arenę zmagań, choć była dopiero trzecia kwarta spotkania, lecz na parkiecie koszykarze nie zamierzali się w żaden sposób poddawać.
Wylewający siódme poty po obu stronach parkietu, Michał Sokołowski najpierw udanie wypatrzył na obwodzie Deividasa Dulkysa, który trafił zza łuku po raz czwarty w meczu, a następnie w przeciągu niespełna minuty sam zaaplikował rywalom sześć punktów i prowadzenie gości zmalało do „jedynie” 11 oczek, 67:56. Niestety dla miejscowych, w ostatniej akcji trzeciej kwarty Łukasz Koszarek idealnie znalazł za linią 6,75 metra Marcina Srokę, a ten podłamał psychicznie gospodarzy 13. trójką.
Jak się okazało, celne rzuty z daleka odgrywały najważniejszą rolę w tym spotkaniu od samego początku do niemalże samego końca. Przez moment wydawało się, że fortuna uśmiechnie się w tym elemencie do Anwilu, wszak w połowie czwartej kwarty najpierw przymierzył z daleka Mikołaj Witliński, a po chwili to samo uczynił wspomniany wcześniej Dulkys i z przewagi mistrza Polski zostało tylko sześć punktów, 70:76, lecz płonne były nadzieje gospodarzy. Po trafieniu litewskiego snajpera Halę Mistrzów uciszył Craig Brackins a minutę później kolejne trzy oczka dołożył Christian Eyenga i Stelmet odzyskał rytm (82:72). Akcją dwa plus jeden sytuację próbował ratować jeszcze Mateusz Kostrzewski, lecz ostatecznie szalę zwycięstwa na korzyść przyjezdnych przechylił – a jakże by inaczej, również rzutem z dystansu – Koszarek. Po jego próbie zielonogórzanie objęli 14-punktowe prowadzenie na około półtorej minuty przed końcem i stało się jasne, że Hala Mistrzów padnie po raz trzeci w sezonie.
Obie drużyny nie trafiły w niedzielnym spotkaniu po 12 rzutów z daleka. Niestety, jednocześnie Rottweilery trafiły takich prób o siedem mniej od rywala, wszak zielonogórzanie aż 16-krotnie (na 28 prób, Anwil 9/21) dziurawili kosze mierząc z daleka. Dodatkowo, między 12. a 23. minutą pojedynku zawodnicy Mihailo Uvalina trafili aż dziewięciokrotnie za trzy z rzędu! Po zakończeniu meczu trenerzy obu zespołów słusznie przyznawali, że gra mistrza Polski otarła się o najwyższą półkę.
Anwil dobrze rozpoczął niedzielne starcie, wygrywając najpierw 9:4, a następnie 14:12, lecz ostatnie trzy minuty pierwszej kwarty przespał i przegrał 3:12 (17:24). I gdy włocławianie zaczęli odrabiać straty, niwelując stan rywalizacji z wyniku 24:37 do 29:37, Stelmet uderzył po raz drugi: pięć punktów zdobył Vladimir Dragicević, trójkę dodał Koszarek i było 29:45…
Ogółem to goście nadawali ton wydarzeniom na parkiecie, ale włocławianie nie rozegrali złego spotkania. Gonili wyżej notowanego rywala przez całe 40 minut, nie pozwalając przeciwnikom ani na chwilę dekoncentracji. Po raz kolejny w sezonie skuteczny był Deividas Dulkys, który zdobył 19 punktów, a tylko o jedno trafienie słabszy okazał się Michał Sokołowski (17). Dwóch liderów nie zapewniło jednak Rottweilerom zwycięstwa, wszak w Stelmecie aż sześciu graczy przekroczyło barierę 10 oczek.
Pomimo porażki, Anwil zachował czwarte miejsce w tabeli TBL (bilans 10:7). Już w najbliższą środę włocławianie będą mieli okazję poprawić humory sobie i swoich kibicom – do Hali Mistrzów na ćwierćfinałowe starcie w ramach Intermarche Basket Cup przyjeżdża Energa Czarni Słupsk.
Anwil Włocławek - Stelmet Zielona Góra (17:24, 18:24, 21:22, 21:24)
Anwil: Dulkys 19, Sokołowski 17, Kostrzewski 11, Katnić 9, Hajrić 7, Pamuła 5, Witliński 5, Mijatović 4
Stelmet: Eyenga 17, Dragicević 16, Cel 14, Koszarek 13, Brackins 12, Kucharek 10, Cesnauskis 6, Sroka 6, Hrycaniuk 0, Ponitka 0