Niepotrzebnie pozwoliliśmy gospodarzom złapać swój rytm. Nie upilnowaliśmy ich przy kilku rzutach i szczególnie na początku czwartej kwarty udało im się wypracować wyraźną przewagę. W Sopocie się nie wygrywa, gdy pozwala się gospodarzom na takie rzeczy - powiedział rozgrywający Anwilu, Łukasz Koszarek.
Czym spowodowany był fakt, że z kwarty na kwartę Anwil tracił swoje atuty, a rozpędzało się Asseco?
- Niepotrzebnie pozwoliliśmy gospodarzom złapać swój rytm. Nie upilnowaliśmy ich przy kilku rzutach i szczególnie na początku czwartej kwarty udało im się wypracować wyraźną przewagę. W Sopocie się nie wygrywa, gdy pozwala się gospodarzom na takie rzeczy.
Czy absencja Qyntela Woodsa była dla was zaskoczeniem i wpłynęła na wynik?
- Na pewno byliśmy zaskoczeni. Brak Woodsa spowodował, że obudził się Logan. Amerykanin sprawiał nam ogromne problemy i jak widać po statystykach zdobytych punktów był motorem napędowym sopocian. Przygotowywaliśmy się w obronie na Woodsa, a tym razem okazało się, że kto inny został bohaterem meczu.
Bohaterem Anwilu można natomiast uznać ciebie…
- Bohaterem to chyba zbyt duże słowo. Po prostu wyszedł mi ten mecz. Gra układała się tak, że mogłem wypracowywać sobie pozycje do rzutów, więc to robiłem. Nie ustrzegłem się też błędów. Trzeba je będzie przeanalizować i wyciągnąć wnioski, żeby wygrać mecz we Włocławku.