Koszykarze Anwilu Włocławek sprawili bożonarodzeniowy prezent sobie i swoim kibicom, pokonując Rosę Radom 87:76. Gospodarze prowadzili niemalże od pierwszej minuty spotkania i wygrali dzięki równomiernie rozłożonym akcentom - sześciu graczy zdobyło powyżej 10 punktów.
Kibice Anwilu Włocławek doskonale pamiętają kiedy po raz ostatni Rottweilery przegrały przed własną publicznością przedświąteczne spotkanie – stało się to dokładnie siedem lat temu bez jednego dnia. To jednak nie statystyka przyciągnęła prawie komplet widzów na trybuny Hali Mistrzów w ostatnią sobotę przed Świętami Bożego Narodzenia. To skuteczna postawa koszykarzy oraz sztabu trenerskiego Anwilu w ostatnich spotkaniach.
Włocławianie nie przegrali od 18 listopada i w meczu z Rosą Radom potwierdzili dobrą formę. Co prawda po pierwszej połowie wygrywali różnicą jedynie trzech oczek (42:39), lecz w trzeciej kwarcie pokazali, kto tak naprawdę rządzi w ostatnim pojedynku pierwszej części rundy zasadniczej. Michał Sokołowski zdobył sześć punktów, kończąc podania swoich partnerów rzutami z tego samego miejsca parkietu za linią 6,75 metra, a Keith Clanton ośmieszył pod koszem Kirka Archibeque’a i Anwil wyszedł na prowadzenie 52:41.
Trener Wojciech Kamiński poprosił wówczas o przerwę, ale ostre słowa nie podziałały na radomian. Zza łuku przymierzył co prawda Jakub Dłoniak (52:46), ale włocławianie potrzebowali niespełna czterech minut by objąć najwyższe prowadzenie tego wieczora – 65:50.
Po meczu okazało się, że koszykarze Miliji Bogicevicia zanotowali aż 24 asysty (najlepszy wynik zespołu od 13 marca) i to właśnie zespołowość była największym atutem gospodarzy w momencie, w którym budowali swoją przewagę. Zanotowali wówczas sześć asyst, a co ważniejsze - umiejętnie wykorzystali graczy, którzy złapali rytm. 10 oczek w tej części spotkania rzucił wspomniany Sokołowski, a tylko o punkt gorszy był Clanton. Duet ten zdobył 19 z 23 oczek całego zespołu.
Miejscowi wypracowali sobie zatem bezpieczną przewagę i by ostatecznie zakończyć pojedynek zwycięstwem, potrzebowali jedynie rozwagi oraz konsekwencji. I tak też się stało, choć nie tylko te detale dały Anwilowi wygraną. Gospodarze triumfowali, gdyż wymusili aż 21 strat radomskiej drużyny, a co za tym idzie – zdobywali łatwe punkty po kontrach. W ten sposób rzucili aż 26 oczek, a Rosa, dla porównania, tylko sześć.
Ostatecznie Anwil pokonał Rosę 87:76, a słowa uznania należą się całemu zespołowi. Aż sześciu koszykarzy zakończyło spotkanie z dwucyfrowym wynikiem punktowym, zaś Deividas Dulkys, któremu do osiągnięcia tego pułapu zabrakło jedynie jednego trafienia, powetował sobie tę stratę ośmioma asystami.
Tym Anwil samym zakończył pierwszą część sezonu zasadniczego pięcioma zwycięstwami z rzędu. Obecny bilans drużyny (8-3) pozwala zatem Rottweilerom z optymizmem i nadzieją spoglądać w przyszłość. Przyszłość, która rozpocznie się już za kilka dni wielkim wydarzeniem. W ostatnim meczu tego roku, włocławianie zmierzą się w kolejnej odsłonie „świętej wojny” ze Śląskiem Wrocław. Biorąc pod uwagę aktualną formę drużyny, a także wsparcie, którego z pewnością udzielą kibice, zbierając się tłumnie w Hali Mistrzów, o wynik tego pojedynek można być spokojnym.
Anwil Włocławek - Rosa Radom 87:76 (22:17, 20:22, 23:15, 22:22)
Anwil: Clanton 16, Mijatović 16, Sokołowski 13, Hajrić 12, Katnić 12, Kostrzewski 10, Dulkys 8, Witliński 0
Rosa: Dłoniak 20, Archibeque 18, Lucious 17, Radke 8, Łączyński 4, Adams 3, Majewski 3, Zalewski 3, Kardaś 0, Witka 0