Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Śląsk pokonany. Anwil mistrzem końcówek

Niedziela, 08 Stycznia 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Jak za dawnych lat, drużyny Anwilu i Śląska stoczyły niesamowicie zacięty pojedynek, w którym górą okazali się włocławianie. Emocje sięgnęły zenitu w ostatnich minutach, gdy każda akcja mogła przynieść zwycięstwo bądź to włocławianom, bądź gospodarzom. Ostatecznie, dzięki doświadczeniu Edwardsa, szczęściu Szubargi i precyzji Kinnarda Anwil wygrał 67:64.

Jak za dawnych lat, drużyny Anwilu i Śląska stoczyły niesamowicie zacięty pojedynek, w którym górą okazali się włocławianie. Emocje sięgnęły zenitu w ostatnich minutach, gdy każda akcja mogła przynieść zwycięstwo bądź to włocławianom, bądź gospodarzom. Ostatecznie, dzięki doświadczeniu Edwardsa, szczęściu Szubargi i precyzji Kinnarda Anwil wygrał 67:64.

Zanim na ułamki sekund przed końcem John Allen przechwycił piłkę rozpaczliwie wybijaną przez Qa’rraana Calhouna i jasne stało się, że Anwil wygra we Wrocławiu, kibice przeżyli prawdziwy horror. 3 minuty wcześniej Śląsk odrobił 8-punktową stratę, zablokował rzut Krzysztofa Szubargi i rozpędzony szturmował kosz włocławian. W Hali Orbita, jak przystało na „świętą wojnę”, aż huczało od gromkiego „WKS” i wszystko wskazywało na to, że niesieni tym dopingiem gospodarze rozpoczną marsz po zwycięstwo.

Na szczęście, koszykarze Anwilu nie przestraszyli się tego tumultu i będąc drużyną zaprawioną w końcówkowych bojach, z opanowaniem wybronili akcję, a następnie, dzięki Corsleyowi Edwardsowi, wyszli na 2-punktowe prowadzenie 62:60. W dodatku, po kilku chwilach, amerykański center umiejętnie wyłuskał piłkę Aleksandarowi Mladenoviciowi i dał swojej drużynie szansę na powiększenie przewagi. Wykorzystał ją – bardzo szczęśliwie – Krzysztof Szubarga, trafiając w sposób, którego nie powstydziliby się najdoskonalsi akrobaci. Tym sposobem, 41 sekund przed końcem włocławianie prowadzili 64:60, ale nieupilnowany Qa’rraan Calhoun trafił spod kosza i znów zrobiło się bardzo gorąco.

Na niespełna pół minuty przed końcową syreną gospodarze, słusznie, zdecydowali się faulować. Z linii rzutów osobistych raz pomylił się bowiem Dardan Berisha i Śląsk otrzymał możliwość przeprowadzenia akcji mogącej dać nawet remis. Na 19 sekund przed końcem na strategiczny faul zdecydował się jednak John Allen. Najskuteczniejszy Slavisa Bogavac miał tylko dwa rzuty osobiste, niepozwalające na zrównanie się z Anwilem. Wykorzystał jednak oba i jego zespół przegrywał tylko 65:64. Anwil po raz kolejny zagrał mądrze, kierując piłkę do Lawrence Kinnarda, którego krył właśnie Bogavac i który w ten sposób stanął przed koniecznością popełnienia swojego piątego faulu.

Najgroźniejsza ofensywna broń Śląska usiadła na ławce, ale Lawrence Kinnard nie trafił jednego z dwóch wolnych i Anwil wciąż nie mógł być pewny wygranej, bo prowadził tylko 66:64 na 18 sekund do końca. Gospodarze będący w posiadaniu piłki mogli zdecydować się na rzut za trzy dający wygraną, lub bardziej bezpieczne wejście pod kosz dające dogrywkę. Wybrali ten drugi wariant, lecz Aleksandar Mladenović zamiast szybko oddać rzut spod samej obręczy, opuścił piłkę, a tej precyzyjnym chwytem nie pozwolił mu już podnieść Lawrence Kinnard.

Na tym jednak emocje się nie skończyły, bo szybko faulowany Krzysztof Szubarga trafił tylko raz z linii rzutów osobistych i Śląsk mógł jeszcze trafić za trzy zmieniając losy meczu. Na szczęście, na posterunku był wspomniany na wstępie John Allen (18 pkt., 4 zb., 2 as.), który przechwycił piłkę, czym ostatecznie przesądził o bardzo ważnej i prestiżowej wygranej Anwilu.

Warto dodać, że początek meczu zapowiadał, iż to raczej włocławianie będą musieli gonić gospodarzy. Dzięki świetnej dyspozycji zza linii 6,75 prowadzili oni w 14 minucie 28:23. W tym momencie mieli na swoim koncie 4 celne rzuty za trzy (na 6 prób) i wydawało się, że takim sposobem mogą dalej budować przewagę. Na szczęście duża intensywność gry umiejętnie wymuszana przez Anwil sprawiła, że w kolejnych minutach Śląsk kompletnie zatracił skuteczność z dystansu i trafił już tylko 1 trójkę na 14 prób.

Warty odnotowania jest również udany powrót na parkiet Lorinzy Harringtona. Choć amerykański rozgrywający nie zdobył ani punktu, to przez trzy mecze w których pauzował, nie zatracił instynktu obrońcy i z zadania defensywnego wywiązał się znakomicie. W niedzielnym meczu zresztą, cała drużyna Anwilu zasłużyła na słowa uznania za postawę w obronie. Wszyscy nasi koszykarze byli bardzo zaangażowani w wydarzenia na boisku i wszyscy mieli wpływ na to szczególnie ważne dla kibiców zwycięstwo.


Śląsk Wrocław – Anwil Włocławek 64:67 (20:15, 10:20, 18:17, 16:15)



Śląsk: Bogavac 18, Skibniewski 12, Mladenović 10, Vairogs 10, Calhoun 6, Buczak 5, Diduszko 3, Niedźwiecki 0.

Anwil: Allen 18, Edwards 11, Lewis 9, Szubarga 9, Berisha 8, Kinnard 7, Wołoszyn 3, Hajrić 2, Harrington 0, Majewski 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI