Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Łukasz Koszarek: Piszę własną historię (2)

Sobota, 28 Listopada 2009, 1:00, Michał Fałkowski

W drugiej części wywiadu Łukasz Koszarek opowiada o Polakach w Serie A, ocenia szanse Anwilu w meczu ze Zniczem i zdradza swoje opinie na temat nowych nabytków Anwilu. Nasz były rozgrywający opowiada również o najtrudniejszym rywalu włocławian w rundzie zasadniczej.

W drugiej części wywiadu Łukasz Koszarek opowiada o Polakach w Serie A, ocenia szanse Anwilu w meczu ze Zniczem i zdradza swoje opinie na temat nowych nabytków Anwilu. Nasz były rozgrywający opowiada również o najtrudniejszym rywalu włocławian w rundzie zasadniczej.
Śledzisz polską ligę i poczynania Anwilu?

- Oglądam wszystkie mecze, które są dostępne w telewizji i często przeglądam „oficjalkę” Anwilu. Bez bloga „Hej Kosz”, to już nie jest ta sama strona (śmiech). Nawet jeśli kiedyś wróciłbym do Anwilu, to chyba nie uda się go reaktywować. Mój współbloger awansował na poważne stanowisko i pewnie nie będzie chciał firmować swoim nazwiskiem naszych wywodów. A mówiąc poważnie, to obserwuję grę Anwilu i jest ona dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Po meczach przedsezonowych nie wyglądało to zbyt wesoło, a teraz bilans 8-1 robi wrażenie. Tym bardziej, że jest to moim zdaniem wynik jak najbardziej zasłużony.

Drugie miejsce w lidze, to chyba upragniona pozycja, której zabrakło w minionych sezonach do lepszego rozstawienia w play off?

- Tak, tylko, że trzeba tylko pamiętać, że to dopiero 1/3 sezonu i taką formę trzeba utrzymać do maja. Super sprawa, że Anwil dobrze sobie radzi. Duża w tym zasługa trenera Igora Griszczuka. Wykonał świetną pracę, co widać chociażby po postawie Dru Joycea. Widziałem jego statystyki z meczów, gdy grał w Czarnych Słupsk i nijak się one mają do jego dwóch występów w barwach Anwilu. Trener Griszczuk w ciągu tygodnia wycisnął z niego więcej niż Igor Miglinieks przez dwa miesiące. Nasz sztab wykonuje więc świetną robotę, a chłopaki mocno się starają, żeby nie poszła ona na marne.

Więc jaką przyszłość wróżysz Anwilowi?

- Przed Anwilem, tak jak przed Casertą seria trudnych meczów. Najważniejszy, z Turowem Zgorzelec, rozegra u siebie. Myślę, że to spotkanie może zadecydować o tym, kto zajmie drugą lokatę po pierwszej rundzie, a nawet po całym sezonie zasadniczym. Anwil ma dwa mecze wygrane więcej niż Turów i wygrana w bezpośredniej rywalizacji będzie dla niego bezcenna. To będzie super widowisko we Włocławku. Ja zasiądę przed telewizorem i poczuję się jakbym był na trybunach. Mam nadzieję, że kibice pomogą chłopakom tak, jak nam pomogli w kilku ważnych meczach ubiegłego sezonu.

Co będzie kluczem do wygranej z najbliższym rywalem, czyli Zniczem Jarosław?

- To zupełnie inna drużyna niż przed rokiem. Trenerowi Dariuszowi Szczubiałowi udało się znaleźć kilku koszykarzy, którzy napędzają grę jego drużyny i są głównymi postaciami w każdym meczu. Dlatego bardzo ważne będzie powstrzymanie indywidualnych zapędów zawodników Znicza. Nie można im pozostawić nawet metra wolnego miejsca, żeby od początku musieli oddawać rzuty z niewygodnych pozycji lub przez ręce. Może kilka razy uda się im trafić, ale taka taktyka szybko ich zniechęci. O wynik w Jarosławiu jestem dość spokojny. Powtarzam jednak, że dla nas najważniejszy mecz rundy zasadniczej będzie w następnej kolejce, z Turowem Zgorzelec.

Jak oceniasz postawę nowych zawodników Anwilu? Czy zmiany wyszły włocławianom na dobre?

- Trudno powiedzieć, bo gdy są nowi zawodnicy, to i trener gra nieco innym systemem. Mujo Tuljković miał znakomity początek sezonu. Przyjechał późno do Włocławka i niemal z marszu rzucał wszystkim rywalom dużo punktów. Teraz dostał troszeczkę zadyszki, ale myślę, że w dalszej części sezonu odzyska formę i będzie ważnym punktem drużyny. Jeśli chodzi o Rasharda Sullivana, to obserwuję, że on świetnie wymienia się z Alexem Dunnem. Ciekawe, co by było, gdyby zagrali jednocześnie na parkiecie?
Podobno Sullivan najlepiej czuje się na pozycji centra i nie ma inklinacji do odchodzenia od kosza…

- To może trzeba by było ustawić Alexa na czwórce, a Sullivana na piątce. Alex potrafi rzucać z półdystansu, a Sullivan w tym czasie robił by pick and rolle z Szubargą. Chociaż oczywiście o ustawieniu decyduje trener i jeśli Rashard źle się czuje grając inny schemat niż zwykle, to lepiej, żeby Igor Griszczuk nic nie zmieniał. Może jednak pomogłoby to Dunnowi, który prezentuje się nieco poniżej swojego normalnego poziomu. Jestem jednak pewny, że on wkrótce pokaże, że jest jednym z najlepszych środkowych ligi. Nie mam co do tego wątpliwości. Najmniej widocznym ogniwem Anwilu jest w tej chwili Nikola Jovanović. Ten zawodnik pokazał jednak w ubiegłym sezonie, że w najważniejszych meczach jest niezastąpiony. Może i tak będzie w Anwilu. Co do Kamila Chanasa, to super sprawa, że znalazł się we Włocławku. Pokazał, że będąc zmiennikiem Andrzeja Pluty może wykonać niesamowitą robotę. W meczu z Czarnymi był agresywny, skuteczny i rozsądny, czyli pokazał to, czego oczekuje się od ważnego zmiennika.

Z najbardziej znanych koszykarzy, którzy występowali w polskiej lidze, a teraz grają we Włoszech możemy wymienić ciebie, Filipa Dylewicza i Dragisę Drobnjaka. Czy kogoś pominąłem?

- To chyba wszyscy. Miałem już okazję grać przeciw Drobnjakowi. Zamieniliśmy po meczu kilka słów, ale nie był zbyt wylewny. Może to dlatego, że w ich zespole cały czas są roszady i wyniki nie odpowiadają oczekiwaniom kibiców. W dużo lepszym nastroju jest Filip Dylewicz, którego Air Avellino jest rewelacją sezonu. Co prawda, Filip nie zdobywa jeszcze tylu punktów, co w Prokomie, ale jest ważną postacią w swoim zespole.

Tuż przed świętami szykuje się polski mecz w Serie A…

- Z Szymonem Szewczykiem i Filipem Dylewiczem jesteśmy w ciągłym kontakcie. Mieszkają 40 km ode mnie i oczywiście utrzymujemy fajne relacje. 20 grudnia staniemy naprzeciw siebie w meczu, a po nim urządzimy polskie święta. Będą pewnie prezenty, żarty, miła atmosfera. Staramy się tworzyć zgraną paczkę.

Rozumiem, że na południu Włoch szykujecie polską konkurencję dla Cosa Nostry?

- Myślę, że nie mielibyśmy szans. A mówiąc poważnie, to oglądałem „Ojca Chrzestnego” i na razie nic z tego filmu nie sprawdza się w realiach włoskich.

Jak ci się mieszka w Casercie?

- Caserta jest mniejsza niż Włocławek. Mam tutaj duże, ładne mieszkanie. Jest piękna pogoda, która zachęca do życia, do aktywności. Stołuję się w miejscowych specjałach, czyli pasta na obiad, a pizza na kolację. Włochy to bardzo turystyczny kraj, ale jeszcze nie mieliśmy zbyt wielu okazji do zwiedzania. Jak do tej pory wybraliśmy się z rodziną tylko w Pompeje. Aťyje nam się zatem całkiem komfortowo, co jednak nie jest w mojej sytuacji najważniejsze. Najbardziej liczy się przecież to, żeby dobrze grać w koszykówkę.

Jeśli Planujesz dłuższy pobyt w Serie A, to chyba uczysz się też języka włoskiego?

- Pewnie, że się uczę. Na razie idzie wolno, ale mam dużo motywacji w sobie. Znam już sporo słów, muszę tylko bardziej zagłębić się w gramatykę. Wiadomo, że nauka języka jest procesem dość długim, ale się nie zrażam. W autokarze oglądamy włoskie filmy i to też jest okazja, żeby się podszkolić. W zespole rozmawiamy po angielsku, więc nie ma bariery językowej.

Dziękuję za rozmowę i życzę zwycięstw w kolejnych trudnych meczach.

- Również dziękuję i pozdrawiam wszystkich fanów Anwilu. Jestem z wami.