Łukasz Koszarek zaczynał jako koszykarskie objawienie Polonii Warszawa. Po nieudanym epizodzie w Turowie Zgorzelec, wielką formę odbudował w Anwilu Włocławek. Dziś gra w trzecim klubie włoskiej Serie A, Pepsi Caserta. Do Włocławka i włocławian pozostał mu wielki sentyment, o czym mówi w wyjątkowym wywiadzie udzielonym naszemu serwisowi.
Łukasz Koszarek zaczynał jako koszykarskie objawienie Polonii Warszawa. Po nieudanym epizodzie w Turowie Zgorzelec, wielką formę odbudował w Anwilu Włocławek. Dziś gra w trzecim klubie włoskiej Serie A, Pepsi Caserta. Do Włocławka i włocławian pozostał mu wielki sentyment, o czym mówi w wyjątkowym wywiadzie udzielonym naszemu serwisowi.
Zawsze podkreślałeś dużą więź emocjonalną z Anwilem. Czy można powiedzieć, że teraz przekonujesz się, że istnieje życie poza Włocławkiem?
Łukasz Koszarek - Ostatnie dwa lata były dla mnie wspaniałym etapem w życiu. Cieszę się, że miałem szansę występować w Anwilu. Ten klub, to nie tylko znana wszystkim tradycja, ale również realni ludzie w nim pracujący. Tworzą świetną atmosferę, w której przyjezdni dobrze się czują i szybko aklimatyzują. Do tego wspaniali kibice, dla których chce się grać i poświęcać na boisku. Takich fanów nie ma żaden inny klub w Polsce. Niemniej jednak, zdecydowałem się spróbować nowych wyzwań i wyjechać z kraju.
Opłaciło się? Czujesz, że zrobiłeś krok do przodu?
- Myślę, że tak. Liga włoska jest bardzo wyrównana. Nie ma meczy, w których gra się na pół gwizdka, a i tak wygrywa. Tutaj każde spotkanie jest walką o przetrwanie. Od początku sezonu czujesz się, jakby to już było play-off i dajesz z siebie naprawdę wszystko. Takie zaangażowanie wynika z mądrych rozwiązań zastosowanych przez włodarzy ligi. Już w pierwszej rundzie gramy o awans do Pucharu Włoch. Tylko pierwsza ósemka awansuje do tych rozgrywek, więc każdy od samego początku gra o wysoką stawkę. To jest świetny system motywacyjny.
Rozumiem, że zmianę środowiska oceniasz pozytywnie. Powiedz jednak, jak na tym możesz skorzystać indywidualnie? Innymi słowy, w czym Łukasz Koszarek AD 2010 będzie lepszy od siebie samego sprzed roku?
- Będzie lepszy o te kilkaset treningów odbytych w trakcie sezonu. Poza tym, będzie umiał dużo szybciej podejmować decyzje boiskowe. To już zasługa niezwykle zaciętych i toczonych w niesamowitym tempie meczów. Poprawi się zatem technika, ale również doświadczenie i umiejętność gry pod presją. Nie wiem, jak długo będzie mi dane grać na zachodzie, ale na pewno szkoła, jaką tu otrzymuję będzie wyraźnie widoczna w mojej grze.
Czy bycie obcokrajowcem w drużynie otworzyło ci oczy na jakieś nowe doświadczenia i problemy kolegów, których wcześniej nie dostrzegałeś?
- Przede wszystkim zrozumiałem, jak ciężkim kawałkiem chleba jest życie i radzenie sobie w innych realiach. Mówię to mając świadomość, że i tak mam dobrze, bo ludzie są tutaj bardzo mili i pomagają mi jak tylko mogą. Gram w dobrze zorganizowanym klubie i bariera wynikająca z tego, że jestem przyjezdny zaciera się. Z tym, że trzeba też sobie powiedzieć, że miejscowi, tak jak wszędzie, mają tutaj łatwiej. Takie jest życie. Powtarzam jednak, że ludzie są tu dla mnie bardzo pomocni.
Może dlatego, że mają w pamięci papieża Polaka?
- Pewnie, że wszyscy tutaj najbardziej kojarzą Polaków z papieżem Janem Pawłem II. Ja jednak piszę swoją własną historię.
Łukasz Koszarek - Ostatnie dwa lata były dla mnie wspaniałym etapem w życiu. Cieszę się, że miałem szansę występować w Anwilu. Ten klub, to nie tylko znana wszystkim tradycja, ale również realni ludzie w nim pracujący. Tworzą świetną atmosferę, w której przyjezdni dobrze się czują i szybko aklimatyzują. Do tego wspaniali kibice, dla których chce się grać i poświęcać na boisku. Takich fanów nie ma żaden inny klub w Polsce. Niemniej jednak, zdecydowałem się spróbować nowych wyzwań i wyjechać z kraju.
Opłaciło się? Czujesz, że zrobiłeś krok do przodu?
- Myślę, że tak. Liga włoska jest bardzo wyrównana. Nie ma meczy, w których gra się na pół gwizdka, a i tak wygrywa. Tutaj każde spotkanie jest walką o przetrwanie. Od początku sezonu czujesz się, jakby to już było play-off i dajesz z siebie naprawdę wszystko. Takie zaangażowanie wynika z mądrych rozwiązań zastosowanych przez włodarzy ligi. Już w pierwszej rundzie gramy o awans do Pucharu Włoch. Tylko pierwsza ósemka awansuje do tych rozgrywek, więc każdy od samego początku gra o wysoką stawkę. To jest świetny system motywacyjny.
Rozumiem, że zmianę środowiska oceniasz pozytywnie. Powiedz jednak, jak na tym możesz skorzystać indywidualnie? Innymi słowy, w czym Łukasz Koszarek AD 2010 będzie lepszy od siebie samego sprzed roku?
- Będzie lepszy o te kilkaset treningów odbytych w trakcie sezonu. Poza tym, będzie umiał dużo szybciej podejmować decyzje boiskowe. To już zasługa niezwykle zaciętych i toczonych w niesamowitym tempie meczów. Poprawi się zatem technika, ale również doświadczenie i umiejętność gry pod presją. Nie wiem, jak długo będzie mi dane grać na zachodzie, ale na pewno szkoła, jaką tu otrzymuję będzie wyraźnie widoczna w mojej grze.
Czy bycie obcokrajowcem w drużynie otworzyło ci oczy na jakieś nowe doświadczenia i problemy kolegów, których wcześniej nie dostrzegałeś?
- Przede wszystkim zrozumiałem, jak ciężkim kawałkiem chleba jest życie i radzenie sobie w innych realiach. Mówię to mając świadomość, że i tak mam dobrze, bo ludzie są tutaj bardzo mili i pomagają mi jak tylko mogą. Gram w dobrze zorganizowanym klubie i bariera wynikająca z tego, że jestem przyjezdny zaciera się. Z tym, że trzeba też sobie powiedzieć, że miejscowi, tak jak wszędzie, mają tutaj łatwiej. Takie jest życie. Powtarzam jednak, że ludzie są tu dla mnie bardzo pomocni.
Może dlatego, że mają w pamięci papieża Polaka?
- Pewnie, że wszyscy tutaj najbardziej kojarzą Polaków z papieżem Janem Pawłem II. Ja jednak piszę swoją własną historię.
Czy spotykasz polskie akcenty w Casercie?
- Ostatnio widziałem polską flagę w Tifosi, czyli włoskim odpowiedniku H1.
Twoje indywidualne statystyki (18.3 min., 6.6 pkt., 2.1 zb., 0.9 as.) są gorsze od tych, które notowałeś w Anwilu, ale chyba byłeś na to przygotowany?
- Pewnie, że tak. To dla mnie nowa liga i muszę się do niej przyzwyczaić. Tak naprawdę, to nie miałem na to zbyt dużo czasu. Przyjechałem 2 tygodnie przed sezonem i ciągle muszę się jej uczyć. Nie znaczy to jednak, że rezygnuję z walki o ważniejszą pozycję w drużynie. Chcę grać więcej i zdobywać więcej punktów i asyst. Na razie cieszę się jednak tym co mam. Mogę powiedzieć, że wywieram wpływ na dobre wyniki zespołu i to jest najważniejsze. Poważnie traktuję treningi i wierzę, że zostanie to dostrzeżone i nagrodzone większym zaufaniem.
Masz jednak utrudnione zadanie, bo o pozycję walczysz z bożyszcze tłumów Fabio Di Bellą…
- Fabio jest ulubieńcem kibiców i naszym najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Można z nim rywalizować, ale można i wiele się od niego nauczyć. Jest jak Andrzej Pluta w Anwilu. Zna świetnie ligę, jest liderem i znakomitym koszykarzem. To kapitan naszego zespołu podpora mentalna, dlatego warto się od niego uczyć.
Często równocześnie przebywacie na parkiecie. Kto wtedy komu podaje najważniejsze piłki?
- Ja w tej drużynie pełnię rolę combo. Staram się dawać z siebie wszystko, zarówno wtedy, gdy wchodzę za Di Bellę i muszę rozgrywać piłkę, jak też wtedy, gdy jesteśmy obaj na parkiecie i pełnię rolę dwójki. Tylko, że to też nie jest utarty schemat. Zazwyczaj atak napędza po prostu ten z nas, który szybciej dopadnie do piłki. Panuje duża wymienność funkcji i pozycji.
Jak można scharakteryzować twój zespół?
- Gramy bardzo szybką koszykówkę. Jak wyliczyli statystycy, mamy najlepszy atak w lidze po Montepaschi Siena. Zdobywamy mnóstwo punktów, ale też czasami pozwalamy na za dużo atakowi rywali. Spore problemy mamy z grą na wyjeździe. Tak właśnie przegraliśmy dwa mecze. W pierwszym mieliśmy rzut na miarę zwycięstwa i chybiliśmy. W drugim, z kolei, przez 35 minut kontrolowaliśmy grę, a końcówkę przegraliśmy tak, jak w ubiegłym sezonie Anwil ze Stalą Ostrów. Może nawet jeszcze gorzej… Powiem tylko, że na osiem minut przed końcem prowadziliśmy 11 punktami.
Czy wyniki, które osiągacie zadowalają włodarzy twojego klubu?
- Nie słyszałem, żeby ktokolwiek jasno sformułował przed sezonem cel, który mamy osiągnąć. Tak, jak już mówiłem, od pierwszej fazy rozgrywek gramy bardzo poważnie i walczymy o miejsce w ósemce. Kto się w niej znajdzie po 15 meczach ma możliwość gry w Pucharze Włoch i tego pragną wszyscy w naszym zespole. W tej chwili zajmujemy 3 miejsce w tabeli i to jest super wynik. Przed nami ciężki okres, bo mamy do rozegrania kilka meczy z naprawdę silnymi rywalami.
- Ostatnio widziałem polską flagę w Tifosi, czyli włoskim odpowiedniku H1.
Twoje indywidualne statystyki (18.3 min., 6.6 pkt., 2.1 zb., 0.9 as.) są gorsze od tych, które notowałeś w Anwilu, ale chyba byłeś na to przygotowany?
- Pewnie, że tak. To dla mnie nowa liga i muszę się do niej przyzwyczaić. Tak naprawdę, to nie miałem na to zbyt dużo czasu. Przyjechałem 2 tygodnie przed sezonem i ciągle muszę się jej uczyć. Nie znaczy to jednak, że rezygnuję z walki o ważniejszą pozycję w drużynie. Chcę grać więcej i zdobywać więcej punktów i asyst. Na razie cieszę się jednak tym co mam. Mogę powiedzieć, że wywieram wpływ na dobre wyniki zespołu i to jest najważniejsze. Poważnie traktuję treningi i wierzę, że zostanie to dostrzeżone i nagrodzone większym zaufaniem.
Masz jednak utrudnione zadanie, bo o pozycję walczysz z bożyszcze tłumów Fabio Di Bellą…
- Fabio jest ulubieńcem kibiców i naszym najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Można z nim rywalizować, ale można i wiele się od niego nauczyć. Jest jak Andrzej Pluta w Anwilu. Zna świetnie ligę, jest liderem i znakomitym koszykarzem. To kapitan naszego zespołu podpora mentalna, dlatego warto się od niego uczyć.
Często równocześnie przebywacie na parkiecie. Kto wtedy komu podaje najważniejsze piłki?
- Ja w tej drużynie pełnię rolę combo. Staram się dawać z siebie wszystko, zarówno wtedy, gdy wchodzę za Di Bellę i muszę rozgrywać piłkę, jak też wtedy, gdy jesteśmy obaj na parkiecie i pełnię rolę dwójki. Tylko, że to też nie jest utarty schemat. Zazwyczaj atak napędza po prostu ten z nas, który szybciej dopadnie do piłki. Panuje duża wymienność funkcji i pozycji.
Jak można scharakteryzować twój zespół?
- Gramy bardzo szybką koszykówkę. Jak wyliczyli statystycy, mamy najlepszy atak w lidze po Montepaschi Siena. Zdobywamy mnóstwo punktów, ale też czasami pozwalamy na za dużo atakowi rywali. Spore problemy mamy z grą na wyjeździe. Tak właśnie przegraliśmy dwa mecze. W pierwszym mieliśmy rzut na miarę zwycięstwa i chybiliśmy. W drugim, z kolei, przez 35 minut kontrolowaliśmy grę, a końcówkę przegraliśmy tak, jak w ubiegłym sezonie Anwil ze Stalą Ostrów. Może nawet jeszcze gorzej… Powiem tylko, że na osiem minut przed końcem prowadziliśmy 11 punktami.
Czy wyniki, które osiągacie zadowalają włodarzy twojego klubu?
- Nie słyszałem, żeby ktokolwiek jasno sformułował przed sezonem cel, który mamy osiągnąć. Tak, jak już mówiłem, od pierwszej fazy rozgrywek gramy bardzo poważnie i walczymy o miejsce w ósemce. Kto się w niej znajdzie po 15 meczach ma możliwość gry w Pucharze Włoch i tego pragną wszyscy w naszym zespole. W tej chwili zajmujemy 3 miejsce w tabeli i to jest super wynik. Przed nami ciężki okres, bo mamy do rozegrania kilka meczy z naprawdę silnymi rywalami.
Na twojej twarzy zamiast włoskiej opalenizny widać siniaki. To chyba efekt sytuacji z meczu z Teramo?
- Miałem pecha. Na początku czwartej kwarty tamtego spotkania zostałem uderzony przez Gorana Juraka łokciem. Musiałem zejść z boiska i być przez kilka minut opatrywany. Pierwszy raz w życiu przeżyłem coś takiego. Nic przyjemnego.
To był złośliwy cios, czy wszystko odbyło się w ferworze walki?
- … Powiem tylko, że uderzenie było już po gwizdku sędziego…
Czy koszykówka zdecydowanie przegrywa z piłką nożną, jeśli chodzi o zainteresowanie we Włoszech?
- Widać, że jest to sport numer dwa, ale mówię to w pozytywnym znaczeniu. Piłki nożnej we Włoszech nie przebije nic, ale koszykówka też cieszy się ogromną popularnością. Trybuny w halach są zapełnione po brzegi. U nas w Casercie na każde spotkanie przychodzi około 5-6 tysięcy osób. Telewizja pokazuje 3 – 4 mecze z każdej kolejki. Są możni sponsorzy, którzy chętnie inwestują w basket. W Polsce piłka nożna pikuje w dół, a i tak cieszy się większym zainteresowaniem niż kosz.
Któremu klubowi piłkarskiemu kibicuje się w Casercie i czy byłeś już na jakimś meczu futbolowej Serie A?
- Mieszkamy 30 km od Neapolu i wszyscy tutaj kibicują tamtejszej drużynie. A ze słynniejszych firm, to chyba AC Milan i Juventus. Ten ostatni klub jest uważany za wizytówkę Włochów. Do tej pory nie miałem czasu wybrać się na żaden mecz, ale jak tylko będzie wolny weekend, to na pewno to zrobię. Takiej okazji nie można przegapić.
Druga część wywiadu z Łukaszem Koszarkiem już jutro. Rozgrywający oceni grę poszczególnych zawodników Anwilu, wkaże szanse w meczu ze Zniczem i opowie o polskiej ekipie we Włoszech.
- Miałem pecha. Na początku czwartej kwarty tamtego spotkania zostałem uderzony przez Gorana Juraka łokciem. Musiałem zejść z boiska i być przez kilka minut opatrywany. Pierwszy raz w życiu przeżyłem coś takiego. Nic przyjemnego.
To był złośliwy cios, czy wszystko odbyło się w ferworze walki?
- … Powiem tylko, że uderzenie było już po gwizdku sędziego…
Czy koszykówka zdecydowanie przegrywa z piłką nożną, jeśli chodzi o zainteresowanie we Włoszech?
- Widać, że jest to sport numer dwa, ale mówię to w pozytywnym znaczeniu. Piłki nożnej we Włoszech nie przebije nic, ale koszykówka też cieszy się ogromną popularnością. Trybuny w halach są zapełnione po brzegi. U nas w Casercie na każde spotkanie przychodzi około 5-6 tysięcy osób. Telewizja pokazuje 3 – 4 mecze z każdej kolejki. Są możni sponsorzy, którzy chętnie inwestują w basket. W Polsce piłka nożna pikuje w dół, a i tak cieszy się większym zainteresowaniem niż kosz.
Któremu klubowi piłkarskiemu kibicuje się w Casercie i czy byłeś już na jakimś meczu futbolowej Serie A?
- Mieszkamy 30 km od Neapolu i wszyscy tutaj kibicują tamtejszej drużynie. A ze słynniejszych firm, to chyba AC Milan i Juventus. Ten ostatni klub jest uważany za wizytówkę Włochów. Do tej pory nie miałem czasu wybrać się na żaden mecz, ale jak tylko będzie wolny weekend, to na pewno to zrobię. Takiej okazji nie można przegapić.
Druga część wywiadu z Łukaszem Koszarkiem już jutro. Rozgrywający oceni grę poszczególnych zawodników Anwilu, wkaże szanse w meczu ze Zniczem i opowie o polskiej ekipie we Włoszech.