Odliczanie trwa. W poniedziałek, 23 kwietnia o godzinie 18.30 Anwil Włocławek po raz dwudziesty rozpocznie rywalizację w ćwierćfinale Mistrzostw Polski. Rywalem Rottweilerów będzie PGE Turów Zgorzelec, a główna zasada pojedynku jest prosta: do trzech razy sztuka!
Odliczanie trwa. W poniedziałek, 23 kwietnia o godzinie 18.30 Anwil Włocławek po raz dwudziesty rozpocznie rywalizację w ćwierćfinale Mistrzostw Polski. Rywalem Rottweilerów będzie PGE Turów Zgorzelec, a główna zasada pojedynku jest prosta: do trzech razy sztuka!
Tytułowe hasło odnosi się oczywiście do celu, jaki stawiają sobie obydwa zespoły, a który przypadnie w udziale tylko jednemu z nich. Chcąc wejść do półfinału, czyli do strefy medalowej trzeba wygrać trzy mecze. Tyle tylko, że raczej nikt nie spodziewa się, że pojedynek zostanie rozstrzygnięty w już trzech starciach. Anwil i PGE Turów to klasowe ekipy, które wiedzą jak się wygrywa w play-off i nikogo nie zdziwi, jeśli ich konfrontacja potrwa dłużej. Na szczęście, włocławianie przystępują do play-off z trzeciego miejsca, a ich przeciwnik z szóstego, co oznacza, że dwa pierwsze mecze zostaną rozegrane w Hali Mistrzów.
Jak przed każdym ważnym spotkaniem, chciałoby się wskazać jego faworyta. Tym razem jest to jednak absolutnie niemożliwe. Z której strony nie spojrzeć, to drużyny mają podobne atuty i na pewno stanowią najciekawszą parę spośród wszystkich ćwierćfinalistów Tauron Basket Ligi. To dobra informacja dla kibiców spragnionych emocji i koszykówki na najwyższym poziomie, a gorsza dla głównych aktorów widowiska – koszykarzy. Trzeba będzie wylać mnóstwo potu, nabawić się wielu siniaków, otarć i stłuczeń, a także pokonać ogromny stres towarzyszący rywalizacji, w której przegrany odpada, a zwycięzca przechodzi dalej.
Szukając przewag którejś z drużyn zaczynamy od spojrzenia w historię pojedynków. W bieżącym sezonie Anwil czterokrotnie mierzył się z PGE Turowem i bilans wcale nie przemawia na jego korzyść (1:3). Na szczęście, przełamanie przyszło w ostatnim spotkaniu i włocławianie mogą czuć się odrobinę mocniejsi psychicznie. Humory powinno im również poprawić wspomnienie jedynego play-off, w którym grali ze zgorzelczanami w 2006 roku i który wygrali 3:0 (również w ćwierćfinale).
Skoro nie historia pojedynków, to może dyspozycja aktualnych liderów pozwoli wyłonić faworyta? Co by nie mówić, to smaku koszykówce dodają indywidualne pojedynki, których tutaj na pewno nie zabraknie. Pod koszem ofensywnie predysponowani Corsley Edwards z Danielem Kickertem. Na obwodzie „profesor” John Allen ze strzelcem Konradem Wysockim. Na rozegraniu charakterny Krzysztof Szubarga z Arthurem Lee, asem wyciągniętym z rękawa trenera Jacka Winnickiego. Gdzie nie spojrzeć, tam pojedynek godnych siebie przeciwników. Będą groźne spojrzenia w oczy, próby siły mięśni i co najpiękniejsze, popisy strzeleckie.
Mówi się, że play-off to przegląd szeregów i okazja do wykorzystania myśli trenerskiej. Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt, to obie drużyny mogą się pochwalić szerokimi składami. Budowane z myślą o walce o najwyższe trofea zadbały o to, by zmiennicy dotrzymywali kroku gwiazdom. A trenerzy? Też wiele ich łączy. Obaj Polacy, obaj wychowankowie Andreja Urlepa, obaj pasjonaci i świetni fachowcy. Doświadczenie leży po stronie Jacka Winnickiego, świeżość i nieobliczalność przemawia za Krzysztofem Szablowskim.
Skoro krótka analiza każdej płaszczyzny nie pozwala wyłonić faworyta, to zdać się należy na to, co najczęściej powtarzają koszykarze: „szóstym zawodnikiem będą kibice.” Rywalizacja zaczyna się we Włocławku i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że rola fanów Anwilu będzie decydująca. Z pewnością wypełnią trybuny i swoim gorącym dopingiem poniosą drużynę do walki. Czy to wystarczy do pokonania wicemistrza Polski? Nie wiadomo. Pewne jest jednak, że w takiej atmosferze rodzą się rzeczy wielkie. A Hala Mistrzów czeka na kolejny medal i kolejny wybuch radości…
Jak przed każdym ważnym spotkaniem, chciałoby się wskazać jego faworyta. Tym razem jest to jednak absolutnie niemożliwe. Z której strony nie spojrzeć, to drużyny mają podobne atuty i na pewno stanowią najciekawszą parę spośród wszystkich ćwierćfinalistów Tauron Basket Ligi. To dobra informacja dla kibiców spragnionych emocji i koszykówki na najwyższym poziomie, a gorsza dla głównych aktorów widowiska – koszykarzy. Trzeba będzie wylać mnóstwo potu, nabawić się wielu siniaków, otarć i stłuczeń, a także pokonać ogromny stres towarzyszący rywalizacji, w której przegrany odpada, a zwycięzca przechodzi dalej.
Szukając przewag którejś z drużyn zaczynamy od spojrzenia w historię pojedynków. W bieżącym sezonie Anwil czterokrotnie mierzył się z PGE Turowem i bilans wcale nie przemawia na jego korzyść (1:3). Na szczęście, przełamanie przyszło w ostatnim spotkaniu i włocławianie mogą czuć się odrobinę mocniejsi psychicznie. Humory powinno im również poprawić wspomnienie jedynego play-off, w którym grali ze zgorzelczanami w 2006 roku i który wygrali 3:0 (również w ćwierćfinale).
Skoro nie historia pojedynków, to może dyspozycja aktualnych liderów pozwoli wyłonić faworyta? Co by nie mówić, to smaku koszykówce dodają indywidualne pojedynki, których tutaj na pewno nie zabraknie. Pod koszem ofensywnie predysponowani Corsley Edwards z Danielem Kickertem. Na obwodzie „profesor” John Allen ze strzelcem Konradem Wysockim. Na rozegraniu charakterny Krzysztof Szubarga z Arthurem Lee, asem wyciągniętym z rękawa trenera Jacka Winnickiego. Gdzie nie spojrzeć, tam pojedynek godnych siebie przeciwników. Będą groźne spojrzenia w oczy, próby siły mięśni i co najpiękniejsze, popisy strzeleckie.
Mówi się, że play-off to przegląd szeregów i okazja do wykorzystania myśli trenerskiej. Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt, to obie drużyny mogą się pochwalić szerokimi składami. Budowane z myślą o walce o najwyższe trofea zadbały o to, by zmiennicy dotrzymywali kroku gwiazdom. A trenerzy? Też wiele ich łączy. Obaj Polacy, obaj wychowankowie Andreja Urlepa, obaj pasjonaci i świetni fachowcy. Doświadczenie leży po stronie Jacka Winnickiego, świeżość i nieobliczalność przemawia za Krzysztofem Szablowskim.
Skoro krótka analiza każdej płaszczyzny nie pozwala wyłonić faworyta, to zdać się należy na to, co najczęściej powtarzają koszykarze: „szóstym zawodnikiem będą kibice.” Rywalizacja zaczyna się we Włocławku i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że rola fanów Anwilu będzie decydująca. Z pewnością wypełnią trybuny i swoim gorącym dopingiem poniosą drużynę do walki. Czy to wystarczy do pokonania wicemistrza Polski? Nie wiadomo. Pewne jest jednak, że w takiej atmosferze rodzą się rzeczy wielkie. A Hala Mistrzów czeka na kolejny medal i kolejny wybuch radości…
Pierwszy ćwierćfinałowy mecz Anwilu Włocławek z PGE Turowem Zgorzelec rozegrany zostanie w poniedziałek o godz. 18.30. Relacja w TVP Soprt i Radio GRA.