Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

W ofensywnym thrillerze nieznacznie lepszy Hapoel

Środa, 15 Stycznia 2020, 22:52, Sebastian Falkowski

Trudno uwierzyć w takie zakończenie. Anwil Włocławek postawił Hapoelowi Bank Yahav Jerozolima trudne warunki, walczył z nim jak równy z równym, ale niestety, ostatecznie przegrał o włos - 102:107.

TŁO: Włocławianie pewnie zwyciężyli z Polpharmą Starogard Gdański i chcieli pokazać dobrą dyspozycję również w Basketball Champions League. Zadanie było o tyle trudne, że ich przeciwnicy są typowani nawet do ostatecznego zwycięstwa w rozgrywkach. Podopieczni trenera Igora Milicicia z faworyzowanym rywalem chcieli zaprezentować wysoki poziom i spróbować powalczyć o wygraną.

KLUCZOWY MOMENT: Rottweilery rozgrywały kapitalne spotkanie. W końcówce, na nieco ponad minutę do końca, było 98:98. Po dynamicznym wjeździe pod kosz Tony’ego Wrotena pękła setka, a Anwil wyszedł na prowadzenie. Niestety, rywale trafili za trzy, rozgrywający mistrzów Polski pomylił się z dystansu, a faulowany J’Covan Brown trafił obie próby z linii. Wynik próbował wyrównać Ricky Ledo, jednak obręcz wypluła piłkę. Włocławianie pokazali charakter i walczyli do ostatniej sekundy o wygraną, jednak ekipa z Jerozolimy wykorzystała swoje doświadczenie i nie pozwoliła już na zmniejszenie różnicy.

NAJLEPSZY W ANWILU: Tony Wroten rozegrał bardzo dobry mecz. 28 punktów, sześć zbiórek, pięć asyst, przechwyt – to jego linijka. Amerykanin mijał przeciwników jak chciał. Był szybki, pewny siebie. Nie bał się wziąć odpowiedzialności w najważniejszych momentach pojedynku, choć trzeba przyznać, że czasami mógł podjąć lepsze decyzje. Wykonał potężny wsad, który był ozdobą meczu. Dał drużynie sporo energii. Szkoda, że w ostatnich sekundach zabrakło mu tak niewiele, by przechylić szalę na stronę Anwilu.

DRUGI PLAN: Jeśli zespół z faworytem Basketball Champions League rozgrywa mecz na styku (i to wcale nie dlatego, że przeciwnik prezentuje się słabo), to oczywistym jest, że zawodnicy muszą pokazywać świetną formę i zgranie. Dziś tak właśnie było. Ricky Ledo – jak zwykle był strzelcem (21 oczek), ale pomagał też ekipie w innych strefach. Fenomenalnie odnajdował partnerów (pięć asyst). Zabezpieczał tablicę (siedem zbiórek). Był nieustępliwy w defensywie (trzy przechwyty). 15 punktów zapewnił Rolands Freimanis. Łotysz brylował już w pierwszej kwarcie. Był czujny na atakowanej desce (dwie ofensywne zbiórki). Rzucił 15 punktów (7/7 z gry), dodał też asystę i przechwyt. 18 oczek, po dwie zbiórki oraz asysty, a także blok i przechwyt - to zdobycze Shawna Jonesa. Zaprezentował to, z czego dobrze go znamy – np. niezłą obronę pomalowanego i widowiskowe wsady. Warto też wspomnieć o postawie Chrisa Dowe’a. Do 10 punktów dołożył sześć zbiórek, pięć asyst i przechwyt. Zaliczył kilka istotnych zbić, po których Anwil miał ponowienia. W pierwszej połowie z impetem wykończył podanie Ricky’ego Ledo, co było jednym z najpiękniejszych zagrań tego wieczoru.

IMPAKT: W końcówce pierwszej kwarty Hapoel zbudował przewagę (27:22). Trener Igor Milicić poprosił o czas, by przerwać niezły moment rywali. Od tego czasu Rottweilery złapały wiatr w żagle. Pokazały twardą obronę, szukały się w ataku, wyrywały piłki. Za trzy trafił Michał Sokołowski, za chwilę to samo zrobił Ricky Ledo. W drugą kwartę włocławianie weszli z dużą dozą energii i kontynuowali dobrą grę. Pozwoliło to zanotować serię 16:3 (38:30). Zawodnicy Anwilu udowodnili wtedy sobie, że mimo jakości prezentowanej przez Izraelczyków, można z nimi powalczyć.

STATYSTYKA: W zbiórkach mistrzowie Polski wygrali znacznie – 36:23, pozwalając przeciwnikom na tylko trzy zbiórki ofensywne. W pomalowanym zdominowali ekipę z Jerozolimy, zwyciężając w tej strefie aż 66:36. W punktach drugiej szansy drużyna z Kujaw też była lepsza (28:4). Dlaczego więc spotkanie nie padło jej łupem? Hapoel był lepszy jeśli chodzi o asysty (29:18), trafiał również fenomenalnie z dystansu (17/32, z czego w samej pierwszej połowie 12/19). To właśnie celna trójka w końcówce pozwoliła rywalom na zbudowanie minimalnej przewagi, która w ostatecznym rozrachunku miała niebagatelne znaczenie.

KONFERENCJA: - Widziałem ogień w oczach moich koszykarzy. Nasi rywale są faworytami rozgrywek, a pokazaliśmy przeciwko nim spore zaangażowanie. Wyciągnęliśmy wnioski z pierwszego meczu – kontrolowaliśmy deskę i nie dawaliśmy im łatwych zbiórek ofensywnych, co wtedy nas skrzywdziło. Z drugiej jednak strony, w ostatnich pięciu minutach pokonali nas 20:10. To nie jest dobry sposób na zakończenie spotkania. Zabrakło nam nieco determinacji w przerywaniu akcji przeciwników w końcówce. To niestety kosztowało nas dziś zwycięstwo – mówił po zakończeniu pojedynku trener Igor Milicić.

COMING SOON: Anwil zostaje w Hali Mistrzów. W sobotę, 18 stycznia o godz. 17:30 zmierzy się z Legią Warszawa. Transmisja telewizyjna z meczu w Polsacie Sport, zapraszamy też do Radia Rottwerilery.

Anwil Włocławek – Hapoel Bank Yahav Jerozolima 102:107 (30:27, 28:27, 18:21, 26:32)

Anwil: Wroten 28, Ledo 21, Jones 18, Freimanis 15, Dowe 10, Szewczyk 5, Sokołowski 3, Sulima 2, Karolak 0

Hapoel: Holland 25, Thomas 23, Feldeine 23, Brown 21, Braimoh 7, Blatt 5, Kupsas 2, Zalmanson 1, Levi 0