Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Grecki klimat w Hali Mistrzów, Grecy (nieznacznie) lepsi

Środa, 04 Grudnia 2019, 22:57, Sebastian Falkowski

Ależ to było widowisko… Anwil Włocławek stawiał opór ekipie AEK Ateny, do ostatnich sekund miał szansę na zwycięstwo, jednak ostatecznie Grecy przechylili szalę na swoją stronę i wygrali 79:77.

TŁO: Na ten pojedynek kibice Rottweilerów czekali od kilku miesięcy. Gwizdy europejskiej koszykówki, drużyna, która przed dwoma laty zwyciężyła w Basketball Champions League, miała zjawić się w Hali Mistrzów. Podopieczni trenera Igora Milicicia chcieli wykorzystać fakt, że po ich stronie stanie fanatyczna publiczność i powalczyć o kolejną wygraną.

KLUCZOWY MOMENT: Ostatnie minuty starcia obfitowały w niesamowite emocje. Na prowadzeniu byli włocławianie, nagle przewagę uzyskiwali rywale. Przy dwupunktowym prowadzeniu przeciwników, na osiem sekund do końca, Tony Wroten oddał rzut z dystansu, myśląc, że jest faulowany. Sędziowie uznali jednak, że przewinienia nie było. Na linii rzutów wolnych stanął natomiast Jonas Maciulis. Doświadczony zawodnik pomylił się dwukrotnie, piłkę złapał Rolands Freimanis, rzucił nią przez całe boisko… lecz niestety, do kosza nie doleciała, co było równoznaczne z porażką Anwilu.

NAJLEPSZY W ANWILU: Ricky Ledo zaprezentował dziś cały przekrój swoich umiejętności. Amerykanin trafiał z trudnych pozycji, często z ręką rywala przed twarzą. Nie bał się wbiegać w tłum zawodników AEK-u i kończyć spod kosza. Był dynamiczny, dobrze bronił pomalowanego, antycypował zagrania Greków. Zaliczył pierwsze double-double w tym sezonie Basketball Champions League. Miał 25 oczek, 10 zbiórek, cztery asysty i trzy przechwyty. Kto wie jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby w końcówce trafił za trzy. Nie ma jednak co gdybać, a warto skupić się na faktach – to było świetne spotkanie skrzydłowego.

WYRÓŻNIENIE: Przez cały mecz Rottweilery utrzymywały kontakt, w pewnym momencie prowadziły różnicą nawet 13 punktów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie aktywna defensywa, w którą każdy z koszykarzy był zaangażowany. Za to należy pochwalić całą ekipę. Choć w statystykach nie brylował, trzeba wspomnieć szczególnie o jego postawie – Michał Sokołowski czynił na parkiecie cuda. Obrona, jaką pokazywał w pierwszej połowie, to coś niesamowitego. Miał cztery przechwyty, jednak wielokrotnie utrudniał rozgrywanie akcji rywalom i szkoda, że szybko złapał cztery przewinienia, bo z nim na parkiecie mistrzom Polski było łatwiej stawiać opór.

DRUGI PLAN: Kilku graczy przyczyniło się w zdecydowanym stopniu do tego, że przez długi okres rywalizacja była otwarta. Byli to przede wszystkim Rolands Freimanis i Tony Wroten, choć nie można zapomnieć o innych, np. Shawnie Jonesie. Łotysz spędził na parkiecie blisko 37 minut, w wielu sytuacjach dobrze odnajdował się w obronie. Grał bezkompromisowo i wbijał się w pole trzech sekund, walczył o piłki nawet w parterze. Zakończył starcie z 16 punktami, ośmioma zbiórkami i przechwytem. Rozgrywający z kolei przez większość meczu dowodził grą włocławian. Był pobudzony, energiczny. Grał mocno w obronie, przeszkadzał swojemu vis-a-vis, utytułowanemu Mario Chalmersowi. Zanotował 12 punktów, dodał cztery zbiórki oraz pięć asyst. Środkowy natomiast solidnie wszedł z spotkanie i choć w drugiej pokazał nieco mniej, ostatecznie skończył z ośmioma oczkami, czterema zbiórkami, trzema asystami i dwoma potężnymi blokami.

WOKÓŁ MECZU: Piekło, jakie na trybunach zgotowali dziś kibice, Grecy zapamiętają na długo. Doping był fenomenalny, a Hala Mistrzów momentami odlatywała. Jeśli ktoś powie, że ani przez moment na jego rękach nie wystąpiły ciarki, to po prostu będzie to kłamstwem. - Dziś kibice stworzyli świetną atmosferę, dokładnie taką, jaką można spotkać w Grecji. Bardzo pomagali swojej drużynie, pchali ją do lepszej gry, walki. Generalnie, występowanie przed taką publicznością było bardzo miłe – tak do żywiołowych reakcji na trybunach odniósł się trener zespołu gości, Ilias Papatheodorou.

STATYSTYKA: Anwil był lepszy od faworyta Basketball Champions League w wielu elementach. Wygrał rywalizację na deskach, grał bardziej zespołowo, był czujniejszy w defensywnie. W spotkaniu takim jak dzisiejsze decydują jednak detale. Na przestrzeni całego meczu Rottweilery nie trafiły dziewięciu rzutów wolnych (14/23). Gdy liczy się każde oczko, nie można pozwolić sobie na taką dyspozycję z linii.

KONFERENCJA: - Nie da się nie odnieść wrażenia, że jeśli byśmy dziś wygrali, to zwycięstwo byłoby w pełni zasłużone. Przeważaliśmy w wielu elementach, od skuteczności z gry, przez zbiórki, asysty, aż do przechwytów. W ostatecznym rozrachunku jednak to oni wygrali mecz. To bardzo nas boli. Trzeba mieć na uwadze, że każdy błąd popełniony w pierwszej, drugiej czy trzeciej kwarcie może mieć wpływ na końcowy rezultat. Grając z zespołem takim jak AEK musimy o tym pamiętać. Chcę pogratulować moim zawodnikom. Grali energicznie, fizycznie, odczytywali co należy robić w defensywie. Trzeba wyciągnąć z tego meczu wnioski i iść dalej – podsumowywał trener Igor Milicić.

COMING SOON: Po serii spotkań domowych przyszedł czas na starcie wyjazdowe. W sobotę, 7 grudnia o godz. 17:30 Mistrzowie Polski zmierzą się z mocnym w tym sezonie Startem Lublin. Transmisja telewizyjna w Polsacie Sport, zapraszamy także do Radia Rottweilery.

Anwil Włocławek – AEK Ateny 77:79 (22:18, 17:18, 17:22, 21:21)

Anwil: Ledo 25, Freimanis 16, Wroten 12, Jones 8, Sokołowski 5, Dowe 4, Simon 4, Szewczyk 3, Sulima 0, Karolak 0

AEK: Langford 16, Maciulis 16, Sant-Roos 14, Giannopoulos 12, Janković 10, Chalmers 7, Slaughter 2, Ray 2, Kaklamanakis 0, Chrysikopoulos 0, Gkikas 0, Mavroeidis 0