Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

2008/2009 ANWIL WŁOCŁAWEK

Budowanie składu, jak zwykle, rozpoczęło się od podpisania kontraktu z trenerem. To był największy hit transferowy tego okresu w Polsce, bo pracy w Anwilu podjął się słynny szkoleniowiec Zmago Sagadin. Słoweniec uważany za jednego z prekursorów bałkańskiej szkoły trenerskiej, miał na swoim koncie m.in. zdobycie Pucharu Europy, udział w Final Four Euroligi i wywalczenie Pucharu Koracza. Jego angaż wywołał więc w połowie czerwca 2008 roku ogromne zainteresowanie.

To nie był jednak koniec elektryzujących nazwisk w Anwilu. Pierwszym zatrudnionym zawodnikiem został Gerrod Henderson, kontrowersyjny Amerykanin, który zdaniem wielu, okrył się niesławą odchodząc do Azowmashu w trakcie poprzedniego sezonu. Wkrótce do Hendersona dołączyli "starzy znajomi" Zmago Sagadina - center Milos Paravinja i skrzydłowy Stipe Modrić. Klub zdecydował się również na zatrudnienie znanych z polskiej ligi Paula Millera i Marko Brkicia, a także występującego wcześniej w Austrii Iana Boylana. Ważne kontrakty mieli Andrzel Pluta, Łukasz Koszarek, Bartłomiej Wołoszyn, Michał Gabiński i Kamil Michalski.

Przedsezonowe występy Anwilu mogły przyprawić o zawrót głowy. Zespół wygrał wszystkie 11 meczów sparingowych, w niektórych wręcz demolując rywali. Szczególnie cenne były zwycięstwa w jubileuszowym, pięćdziesiątym turnieju Mazovia Cup i podczas włocławskiego Kasztelan Basketball Cup. W tym pierwszym turnieju Anwil pewnie pokonał zespoły BK Ventspils, Norrkoping Dolphins oraz Polonię Warszawa. MVP imprezy i jej najskuteczniejszym zawodnikiem został Marko Brkić. We Włocławku z kolei, nasi zawodnicy triumfowali nad BK Ventspils, Polpharmą Starogard Gdański i Górnikiem Wałbrzych, a MVP ogłoszono Łukasza Koszarka. Nic więc dziwnego, że do startującej z końcem września ligi, Anwil przystępował pewny swoich umiejętności.

Niestety, już w pierwszym meczu w Kołobrzegu okazało się, że wspomniana pewność siebie była nieco na wyrost. Anwil przegrał na inaugurację oraz trzy kolejki później i frustracja w zespole zaczęła narastać. Nie wytrzymała jej najbardziej doświadczona osoba w drużynie, czyli trener Zmago Sagadin. W jednym z wywiadów Słoweniec wypowiedział słowa godzące w interesy sponsorów. Klub natychmiast rozwiązał umowę ze Zmago Sagadinem i w ciągu kilku dni zatrudnił człowieka-legendę włocławskiej koszykówki, Igora Griszczuka. Od tego mementu, aż do play-off zespół zanotował rezultat 15-7 i uplasował się na czwartej pozycji w tabeli.

Trzeba przyznać, że Anwil był o krok od znacznie lepszego rezultatu na zakończenie rundy zasadniczej, lecz przeszkodziły mu w tym niefrasobliwe końcówki kilku, wydawałoby się, wygranych meczów (przede wszystkim z Turowem Zgorzelec i Basketem Kwidzyn). Ogromną stratą dla zespołu było też ponowne odejście Gerroda Hendersona, którego nie zdołał zastąpić Brian Brown. Dopiero sprowadzony z Polonii Warszawa Tommy Adams do spółki z Łukaszem Koszarkiem byli w stanie prowadzić grę zespołu na zadowalającym poziomie. Kłopoty Anwilu nie ograniczały się do pozycji rozgrywającego. Również pod koszem zespół musiał sobie radzić w niepełnym składzie (niemal cały sezon kontuzję leczył Milos Paravinja, którego przez 2 miesiące zastępował Oliver Stević).

U progu fazy play-off wydawało się, że kłopoty kadrowe Anwil ma już za sobą. Niestety, pewne zwycięstwo w ćwierćfinale (3-1) okupione zostało kolejnymi kontuzjami Milosa Paravinji i Stipe Modricia. Wobec absencji dwóch wysokich zawodników jeszcze większy ciężar odpowiedzialności spadł na barki Paula Millera oraz pomagających mu Marko Brkicia, Michała Gabińskiego i z konieczności przesuwanego na pozycję numer 4 Iana Boylana. Amerykanin okazał się cichym bohaterem ćwierćfinału, zdobywając punkty i asystując w najważniejszych momentach rywalizacji. Tym samym odciążył nieco Andrzeja Plutę i Łukasza Koszarka, którzy zwykle w największym stopniu pracowali nad skutecznością drużyny.

Czternasty półfinał w historii Anwilu był zarazem siódmym starciem w play-off (w ciągu ośmiu sezonów) z zespołem Asseco Prokomu Sopot. Rywal mimo, że męczył się w ćwierćfinale z Atlasem Stalą, tradycyjnie i nie bez racji uznawany był za zdecydowanego faworyta. Zawodnicy tacy jak Qyntel Woods, Daniel Ewing, czy David Logan mieli dominować nad zdziesiątkowanym kontuzjami Anwilem. Jednak już dwa pierwsze mecze w Sopocie pokazały, że włocławianie ambicją niwelowali luki w składzie. Mistrz Polski wygrał co prawda obydwa spotkania, lecz uczynił to z wielkim trudem, szalę zwycięstwa przechylając na swoją korzyść dopiero w ostatnich momentach meczów. Zgoła inaczej wyglądała rywalizacja na włocławskim terenie. Tutaj Anwil zdominował Asseco Prokom i doprowadził do remisu 2:2. Nic więc dziwnego, że trzecie spotkanie uważane było za decydujące dla tej serii i odbywało się w gorącej atmosferze. Mimo trudności, do Sopotu pojechały steki kibiców Anwilu i ku ich radości zespołowa gra rottweilerów przez długi czas dawała pozytywne efekty. Niestety, w drugiej połowie spotkania dało o sobie znać zmęczenie. Ambicja i zaangażowanie nie wystarczyły, by zatrzymać coraz lepiej funkcjonujących gospodarzy i ostatecznie to Asseco Prokom osiągnął prowadzenie w całej serii. Dzieła sopocianie dokończyli w Hali Mistrzów, wygrywając tutaj po raz pierwszy od 16 maja 2006 roku. Przegrany półfinał (2:4) wyjątkowo nie był dla nikogo tragedią. Anwil zaprezentował się znakomicie, udowadniając, że potrafi grać twardo, ambitnie i zespołowo. Zdołał również wykreować nową gwiazdę - Paula Millera, który mimo, że na takim poziomie grał po raz pierwszy, to centrów rywali ogrywał z niemal dziecinną łatwością.

Szansą na zakończenie sezonu pozytywnym akcentem była rywalizacja o brązowy medal. Smaku pojedynkom z Energą Czarnymi Słupsk dodawał fakt, że największy sukces tego zespołu wiązał się z osobą Igora Griszczuka, który teraz chciał pozbawić swojego byłego pracodawcę złudzeń o miejscu na podium. Trener Anwilu nie ukrywał, że pojedynki z Czarnymi traktował wyjątkowo i takie myślenie udało mu się przekazać zawodnikom. Włocławianie podeszli do meczów z pełnym zaangażowaniem i mimo porażki na wyjeździe, na własnym parkiecie dwukrotnie pewnie pokonali rywala. Zaprezentowali przy tym znakomitą skuteczność, ciesząc zgromadzonych w Hali Mistrzów kibiców trzycyfrowymi wynikami.

Zdobyte po raz pierwszy od trzech lat medale, zostały odebrane we Włocławku z dużą satysfakcją. Ich wręczenie świętowano niemal jak zdobycie tytułu mistrza Polski. Gdy cała Hala Mistrzów fetowała, trener Igor Griszczuk dobitnie podsumował osiągnięty wynik - Dla nas te medale są złote!

Miejsce po sezonie: 3

Miejsce po rundzie zasadniczej (bilans): 4

Zespół: Dawid Adamczewski, Tommy Adams, Omar Barlett, Ian Boylan, Marko Brkić, Brian Brown, Michał Gabiński, Wojciech Glabas, Gerrod Henderson, Łukasz Koszarek, Kamil Michalski, Paul Miller, Stipe Modrić, Milos Paravinja, Marek Piechowicz, Andrzej Pluta, Oliver Stević, Bartłomiej Wołoszyn.

Trenerzy: Zmago Sagadin (do października 2008), Igor Griszczuk, Krzysztof Szablowski, Dalibor Damjanović, Hubert Śledziński

Stoją od lewej: Bartłomiej Wołoszyn, Łukasz Koszarek, Stipe Modrić, Tommy Adams, Marko Brkić, Andrzej Pluta, Paul Miller, Kamil Michalski, Michał Gabiński, Ian Boylan, Milos Paravinja

Siedzą od lewej: Robert Jabłoński, Hubert Śledziński, Igor Griszczuk, Krzysztof Szablowski, Piotr Abrolat, Hubert Hejman