Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

2003/2004 ANWIL WŁOCŁAWEK

Piąty tytuł mistrza Polski dla Andreja Urlepa sprawił, że zatrudnienie Słoweńca postrzegane było za gwarancję sukcesu. Jego pozostanie na stanowisku szkoleniowca Anwilu przyjęto więc z dużą radością. Niestety, trener nie potrafił zatrzymać największych gwiazd mistrzowskiego składu, które sukces sportowy przełożyły na zwiększone wymagania finansowe. Z nadzieją na powtórkę udanych transferów sprzed roku zatrudniono nieznanych szerzej: Gintarasa Kadziulisa, Gatisa Jahovicsa, Janisa Blumsa i Tomasa Nagysa. Po dwóch latach przerwy do Włocławka wrócił Vladimir Krstić, który miał dogrywać piłki do Donatasa Zavackasa, a także znanych już w Hali Mistrzów: Roberta Witki, Armandsa Skele i Dusana Bocevskiego. Z licznych roszad personalnych dokonywanych w trakcie sezonu warto odnotować przyjazd amerykańskiego środkowego Sharone Wrighta.

Runda zasadnicza przebiegała po myśli Anwilu. Zespół wygrywał mecze z potencjalnie słabszymi rywalami i utrzymywał się w czołówce tabeli (trzeci po I i II rundzie). Niepokoiły tylko porażki z bezpośrednimi rywalami do medali. Dopiero w ostatniej kolejce przed play-off na własnym parkiecie udało się pokonać rywala z ubiegłorocznego finału, Prokom Trefl Sopot. Najskuteczniejszym graczem tego spotkania był Donatas Zavackas, który wraz z Armandsem Skele rozmontował obronę gości. Siła Anwilu tkwiła jednak w kolektywie. Niemal każdy z wcześniejszych meczów miał bowiem innych bohaterów. Coraz lepszy był Kadziulis, pewnym punktem zespołu stali się Bocevski z Wrightem, a stawkę uzupełniali wspomniani Skele (najbardziej nieobliczalny i trudny do upilnowania) i Zavackas (zadziorny i waleczny). Wszystko wskazywało więc na to, że medale rozdzielą między siebie Prokom, Śląsk oraz Anwil. Wszak zespoły te zdominowały sezon regularny, do ostatniej kolejki bijąc się ze sobą o fotel lidera.

Startujący z trzeciego miejsca Anwil trafił w ćwierćfinale na Unię Tarnów, której największymi gwiazdami byli wtedy Brandon Hughes i Michael Ansley. Amerykanie nie mieli jednak nic do powiedzenia w konfrontacji z włocławską ekipą. Doskonale rozszyfrowani przez Andreja Urlepa trzykrotnie musieli uznać wyższość Anwilu (97:71, 91:62, 87:73). Gładkie zwycięstwo pozwoliło włocławianom zebrać siły na arcyważny półfinał z jeszcze bogatszym, a zatem i silniejszym niż przed rokiem Prokomem Trefl Sopot.

Swoją siłę podopieczni Eugeniusza Kijewskiego pokazali już w pierwszym spotkaniu w Sopocie. Prowadzeni na boisku przez ex-włocławianina Tomasa Pacesasa pewnie wygrali 87:66. Jakież było więc zdziwienie, gdy w drugim meczu, to Anwil okazał się lepszy. Na dodatek nasi młodzi zawodnicy wygrali w starciu, w którym teoretycznie procentować powinno doświadczenie i boiskowe cwaniactwo. Żadnej z drużyn nie udało się bowiem wypracować większej przewagi i o wyniku decydowała zacięta końcówka. W niej więcej zimnej krwi zachowali włocławianie, ostatecznie pokonując Prokom 75:70. Przy stanie remisowym rywalizacja przeniosła się do Włocławka. Tutaj drużyny znów podzieliły się zwycięstwami. Pierwszy mecz w Hali Mistrzów przebiegał pod dyktando gospodarzy, którzy już na początku wypracowali sobie znaczną przewagę. Co prawda sopocianom udało się w pewnym momencie "dojść" Anwil, ale stracili zbyt dużo sił, by powalczyć o ostateczny, korzystny rezultat. Po wspaniałym zwycięstwie 74:65 bardzo prawdopodobne stało się rozstrzygnięcie rywalizacji (do 3 zwycięstw) we własnej hali. To się jednak nie udało. Po dramatycznym meczu (kontuzje Witki, Jahovicsa i Bocevskiego oraz niesportowy faul Zavackasa) Anwil przegrał 66:73 i jeszcze raz musiał udać się do Sopotu. Tam osłabiona włocławska drużyna ponownie postawiła twardy opór gospodarzom. Dopiero w ostatniej kwarcie za sprawą fenomenalnego tego wieczora Pacesasa Prokom uzyskał przewagę, która pozwoliła mu zakończyć rywalizację na swoją korzyść. Wyniku 80:70 Anwil wstydzić się jednak nie musiał, bo ambicją, wolą walki i sportowym sercem wyraźnie przewyższał rywala.

"Przedwczesny finał", jak określano pojedynek włocławsko-sopocki tak bardzo utkwił w głowach młodych zawodników, że nie potrafili oni pozbierać się i powalczyć o trzecie miejsce z Polonią Warszawa. Zespół ze stolicy wykorzystał tę słabość i zgarnął brązowe medale, spychając ostatecznie Anwil na czwarte miejsce. Wynik ten, zwarzywszy na losy rywalizacji półfinałowej uznać można za korzystny. Dysponujący skromnym budżetem włocławianie walczyli jak równy z równym z późniejszym wielokrotnym mistrzem Polski. Gdyby patrzeć tylko na cyfry, to oczywiście miejsce tuż za podium chluby nie przynosi, na szczęście szacunek kibiców zależy od cech, których temu zespołowi nie brakowało.

Miejsce po sezonie: 4

Miejsce po rundzie zasadniczej (bilans): 3 (17/5)

Zespół: Janis Blums, Dusan Bocevski, Brian Greene, Gatis Jahovics, Gintaras Kadziulis, Vladimir Krstić, Davor Kurilić, Tomasz Kwiatkowski, Ivica Maric, Marek Miszczuk, Tomas Nagys, Maciej Raczyński, Casey Shaw, Armands Skele, Piotr Szczotka, Mujo Tuljković, Marcin Twierdziński, Robert Witka, Sharone Wright, Donatas Zavackas.

Trenerzy: Andrej Urlep, Igor Griszczuk (asystent)


W trzecim rzędzie od lewej: Sharone Wright, Ivica Marić, Janis Blums, Armands Skele, Gintaras Kadzilus, Maciej Raczyński, Marek Miszczuk

W drugim rzędzie od lewej: Arkadiusz Krygier, Andrej Urlep, Igor Griszczuk, Donatas Zavackas, Dusan Bocevski, Robert Witka, David Dedek, Arkadiusz Lewandowski

W pierwszym rzędzie od lewej: Marek Konieczny, Marcin Twierdziński, Brian Grenee, Piotr Szczotka, Maciej Żywiczka