Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

2002/2003 ANWIL WŁOCŁAWEK

To był najbardziej pamiętny, bo najlepszy sezon w wykonaniu Anwilu. Udało się w nim osiągnąć to, na co Włocławek czekał przez dekadę ekstraligowych zmagań - mistrzostwo Polski. Dokonane transfery, choć mało spektakularne od strony marketingowej, sportowo okazały się strzałem w dziesiątkę. Ale po kolei. Rozpoczęcie sezonu poprzedził pożegnalny mecz Igora Griczuka. 13 września 2002 r. najlepszy włocławski koszykarz oficjalnie zakończył karierę sportową. Z parkietu schodził jak przystało na prawdziwą legendę: wśród swoich przyjaciół-koszykarzy i przy owacji najwierniejszych kibiców. Griszczuk nie opuścił jednak Włocławka, zajął miejsce asystenta trenera. Jego pierwszym nauczycielem - jak na ironię - został ten, który dwukrotnie pozbawiał Anwil złudzeń o mistrzostwie - Andrej Urlep. Choć Słoweniec miał już wtedy na koncie, w sumie cztery złote medale z zespołem Śląska Wrocław, to powtórki sukcesu tej miary nikt się we Włocławku nie spodziewał. Taka postawa nie dziwiła, bo skoro w poprzednim sezonie zawiodły gwiazdy europejskiego formatu, to czego można było oczekiwać po nikomu nieznanych nowych zawodnikach. Wśród nich znaleźli się: Damir Krupalija, Kris Lang, Dusan Bocevski i Valdas Dabkus. W zespole pojawili się również powszechnie uznani koszykarze: Andrzej Pluta, Tomas Pacesas i Igor Milicić. Z poprzedniego sezonu zostali Jeff Nordgaard, Marek Andruska i Armands Skele, oraz Polacy: Robert Witka, Tomasz Andrzejewski, Piotr Szczotka, Maciej Raczyński i Marcin Twierdziński.

Z takim składem trener rozpoczął przygotowania, które od początku sezonu ligowego zaowocowały świetnymi wynikami. W pierwszych meczach Anwil nie miał respektu dla trzech ubiegłorocznych medalistów: Idei Śląska, Prokomu Trefla i Stali Gipsar. Wygrane we Włocławku z Prokomem różnicą 15 punktów, ze Stalą w Ostrowie - 17 punktami, z Old Spice w Pruszkowie - 26 punktami, ze Śląskiem na swoim parkiecie różnicą 21 punktów, to tylko część doskonałych meczów rozegranych przez włocławski zespół w pierwszej rundzie. Jedynej porażki doznał Anwil, ulegając w swojej hali po dwóch dogrywkach Polonii Warszawa. Pierwszą rundę zdecydowanie wygrali włocławianie, umacniając się na pierwszym miejscu w ligowej tabeli.

W swoich meczach koszykarze z Włocławka prezentowali dobrą, solidną obronę, która przysporzyła wielu kłopotów rywalom. W ataku Anwil prowadził wszechstronną i skuteczną grę. Waleczność Langa, Krupaliji i Nordgaarda, poparta świetną dyspozycją strzelecką Pluty, Pacesasa i Milicicia wzbudzały dawno nieoglądany entuzjazm publiczności. Trener Urlep jako pierwszy sięgnął po młodzież i zaczął dysponować w meczach pełną dziesiątką zawodników. Pod jego ręką coraz lepiej poczynali sobie młodzi, mało dotychczas grający: Witka, Andrzejewski, Raczyński i Szczotka. To wszystko napawało optymizmem, a środowisko sportowe zaczęło coraz bardziej przekonywać się do niekonwencjonalnych metod nowego trenera. Nasuwało się pytanie, czy po tak dobrym okresie gry Anwil utrzyma do końca wysoką formę, jaką zaprezentował w dotychczasowych spotkaniach (historia ubiegłych sezonów nasuwała przykre skojarzenia).

Na szczęście, solidne przepracowanie okresu przygotowawczego w dalszym ciągu przekładało się na wyniki. W drugiej rundzie Anwil stracił jednak przodownictwo na rzecz Prokomu Trefl Sopot. Mimo to zwycięstwa nad Stalą, Polonią i Śląskiem, dokonane bez najlepszych zawodników, których Urlep oszczędzał na decydujące mecze play-off, umocniły zespół na drugim miejscu przed kolejną fazą rozgrywek.

W ćwierćfinale Anwil za przeciwnika miał zespół Czarnych Słupsk. Włocławianie prze-szli tę przeszkodę gładko, wygrywając spotkania różnicą 15, 18 i 11 punktów. Mecze prawdy nastąpiły w półfinale, gdzie przeciwnikiem Anwilu był jego odwieczny rywal - Idea Śląsk Wrocław. Tym razem Anwil był w sytuacji uprzywilejowanej, gdyż jako zespół z wyższej pozycji w tabeli, rozpoczynał i kończył mecze półfinałowe w swojej hali. Już pierwsze spotkanie rozegrane we Włocławku potwierdziło, że Anwil będzie się liczył w tej konfrontacji. Przez trzy kwarty trwała walka o przełamanie obrony gości. W drugiej połowie meczu przyczynił się do tego Andrzej Pluta, rzucając w tym okresie 25 punktów i wypracowując 16-punktowe zwycięstwo. W drugim meczu od początku koszykarze Śląska przystąpili do ataku i po 12 minutach gry prowadzili z gospodarzami różnicą 22 punktów. Jednak koszykarze Anwilu, znani ze swej olbrzymiej woli walki i nieugiętości, również i tym razem zdobyli się na ogromny wysiłek. Po dramatycznej końcówce, w której decydowały celne rzuty Krupaliji, Andruski i Milicicia, Anwil wygrał mecz różnicą 4 punktów. Plan we Włocławku został więc zrealizowany. Po dwóch zwycięstwach Anwil jechał do Wrocławia na kolejny mecz. Jak się okazało, był on najdramatyczniejszy. Przez cztery kwarty trwała walka "kosz za kosz", w której szala zwycięstwa przechylała się raz na stronę gości, raz na stronę gospodarzy. W końcówce, przy dwupunktowej przewadze Śląska, Milicić trafił dwa rzuty wolne i doszło do pierwszej z dwóch dogrywek. Ich bohaterem jeszcze raz okazał się rozgrywający Anwilu, którego punkty w decydującym momencie wyprowadziły włocławian na prowadzenie. Zwycięstwo przypieczętował Krupalija, wykorzystując w ostatnich sekundach rzut wolny (96:93). Doskonała gra całego zespołu zadecydowała o zwycięstwie i awansie do półfinału. Koszykarze Idei Śląska Wrocław nie mogli sobie poradzić z bardzo dobrą obroną Anwilu, a ich najlepszy zawodnik, rozgrywający Amerykanin Colson, grający bez odpoczynku przez cały mecz, zawodził w decydujących momentach. Satysfakcja ze zwycięstwa była olbrzymia. Po pięciu sezonach, w których koszykarze Anwilu przegrywali konfrontację w finale właśnie ze Śląskiem, w szóstym mogli się zrewanżować wygrywając w meczach 3:0 i eliminując wrocławian z walki o złoto.

W finale rywalem Anwilu był Prokom Trefl Sopot, zwycięzca trzech z czterech dotychczasowych konfrontacji z włocławianami. Nie dziwi więc, że w przedmeczowych opiniach był on zdecydowanym faworytem do mistrzostwa. Sopocianie posiadający w swoich szeregach doskonałych środkowych: Zidka i Mc Naulla, świetnych strzelców: Jagodnika, Vrankovicia, Markovicia, Masiulisa byli doskonałym zespołem bez słabych punktów. Dodatkowo, opromienieni sławą z występów w Pucharze Europy, teraz startowali w play-off z pierwszego miejsca. Naprzeciwko stanął zespół Anwilu, bez sław, ale za to z olbrzymią wolą walki, ambicją i z charakterem. Nie tak dawno mało było tych, którzy wierzyli, że włocławianie mogą dojść do finału. Tymczasem niedoceniony zespół, stał już jedna nogą na mistrzowskim podium i mobilizował się do ostatecznej rozgrywki.

Już w pierwszym finałowym meczu rozgrywanym w Sopocie doszło do sensacji. Faworyzowani gospodarze, przegrali jednym punktem z niżej notowanym Anwilem. Mecz był bardzo zacięty i obfitował w dramatyczne wydarzenia. Doskonała obrona włocławian przystopowała zagrania Prokomu. O zwycięstwie gości zadecydował celny rzut Nordgaarda za 3 punkty, w ostatnich sekundach meczu. Zbyt pewni siebie sopocianie zostali ukarani za niedocenianie przeciwnika przegraną w tak ważnym spotkaniu. O doskonałej obronie Anwilu świadczył fakt, że najlepszy strzelec Prokomu - Jagodnik, pilnowany przez Nordgaarda, uzyskał w tym meczu tylko 5 punktów. W drugim spotkaniu skoncentrowany Prokom Trefl rzucił na szalę całe swoje umiejętności i uzyskał pewne zwycięstwo różnicą 11 punktów. Jego ojcem był środkowy Żidek, zdobywca 19 punktów. W decydujących momentach trafił on trzy "trójki", czym znacznie przyczynił się do zwycięstwa gospodarzy. Stan rywalizacji wynosił 1:1. Zmagania drużyn przeniosły się do Włocławka, gdzie rozegrano dwa kolejne spotkania. Nieoczekiwanie dla Anwilu rozpoczął się trzeci mecz. Tak złego okresu gry, jak w pierwszej kwarcie tego spotkania, włocławianie nie mieli w całych rozgrywkach. Przegrali ją zdecydowanie uzyskując tylko 5 punktów - przeciwnik 13. Honor Anwilu uratowała druga piątka, w której wyróżniali się: Skele, Bocevski i Milicić. Szczególnie postawa Skele w drugiej kwarcie spowodowała, że włocławianie zaczęli odrabiać straty i ostatecznie wygrali mecz różnicą 12 punktów. Mimo wygranej niepokoił fakt słabszej formy czołowych zawodników Anwilu: Krupaliji, Pacesasa i Langa. Znalazło to swoje odbicie także w czwartym starciu, rozegranym we Włocławku. Po remisowej pierwszej kwarcie, w drugiej nastąpiła katastrofa. Słynący z doskonałej obrony Anwil, rozluźnił jej szyki i w tej części dał sobie rzucić 33 punkty. Strat nie udało się zniwelować w następnych kwartach. Miała na to wpływ niedyspozycja czołowych zawodników: Krupaliji, Nordgaarda, którzy uzyskali po dwa punkty w całym meczu. Na swoim normalnym poziomie grali: Pluta, Skele i Milicić. Było to za mało, aby wygrać z dobrze dysponowanym Prokomem, w którym wyróżniał się Mc Naull - zdobywca 20 punktów. Po czterech meczach był zatem remis 2:2. Piąte spotkanie zespoły rozegrały w Sopocie. I tym razem przewidywania się nie sprawdziły. Po wspaniałym meczu, w którym dominowała obrona Anwilu, różnicą 10 punktów zwyciężyli włocławianie. Doskonały występ zaliczyli liderzy włocławskiego zespołu: Nordgaard i Krupalija. Bardzo dobrze grał Skele. Prokom, w szeregach którego grało wielu znakomitych zawodników, nie porodził sobie w konfrontacji z wielką ambicją, wolą zwycięstwa, zespołowością i bardzo dobrą obroną Anwilu. Stan meczów wynosił 3:2 dla włocławian. Wszystko miał zatem rozstrzygnąć szósty mecz we Włocławku. Przed naszym zespołem otworzyła się realna szansa zdobycia upragnionego mistrzostwa. Przez dwie kwarty trwała niesamowita, zacięta walka o prowadzenie. W trzeciej odsłonie szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Prokomu. Dzięki doskonałej skuteczności za 3 punkty Jagodnika, goście w czwartej kwarcie prowadzili różnicą 12 punktów. Wtedy koszykarze Anwilu niesieni niesamowitym dopingiem kilku tysięcy sympatyków zdobyli się na niebywały wyczyn i odrobili straty, aby na koniec meczu, za sprawą Pacesasa, doprowadzić do remisu 84:84 i dogrywki. Prokom przez moment miał szansę wygrać, ale piłka podawana przez Vrankovicia do Mc Naulla nie wpadła do kosza. W dogrywce po rzutach Nordgaarda i Pluty, Anwil uzyskał 4-punkiowq przewagę, a w ostatnich sekundach Pacesas odebrał nadzieję sopocianom, uzyskując trzy punkty na wagę złota i mistrzostwa Polski.

Po ostatnim gwizdku sędziów w Hali Mistrzów zapanowała nieopisana radość. Niedoceniony Anwil stał się autorem największej niespodzianki. Zespół, który nie miał wielkich nazwisk, za to ogromną ambicję, olbrzymią koncentrację i serce do walki, wszedł przebojem na mistrzowski tron, wygrywając po drodze z najlepszymi drużynami ligi: Ideą Śląskiem Wrocław i Prokomem Trefl Sopot. Wielką zasługę w tym sukcesie miał trener Urlep. Stworzył on z zawodników, których miał do dyspozycji wielki zespół, doskonale rozumiejący się na boisku, imponujący niespotkaną w ekstraklasie żelazną obroną i konsekwentną grą w ataku. Ciężka praca, jaką wykonali koszykarze Anwilu na treningach przełożyła się na sukces - zdobycie mistrzostwa Polski, sukces, na który czekała od 1992 roku cała koszykarska społeczność Włocławka.

Miejsce po sezonie: 1

Miejsce po rundzie zasadniczej (bilans): 2

Zespół: Marek Andruska, Tomasz Andrzejewski, Żivko Badzim, Dusan Bocevski, Valdas Dabkus, Damir Krupalija, Kris Lang, Igor Milicić, Jeff Nordgaard, Tomas Pacesas, Andrzej Pluta, Maciej Raczyński, Armands Skele, Milan Soukup, Piotr Szczotka, Robert Witka

Trenerzy: Andrej Urlep, Igor Griszczuk (asystent)

W drugim rzędzie od lewej: Arkadiusz Krygier, Radosław Mijanović, Tomasz Andrzejewski, Kris Lang, Jeff Nordgaard, Damir Krupalija, Robert Witka, Marek Andruska, Tomas Pasesas, Igor Griszczuk, Andrej Urlep

W pierwszym rzędzie od lewej: Armands Skele, Piotr Szczotka, Maciej Raczyński, Andrzej Pluta, Milan Soukup, Żivko Badzim