Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

2000/2001 ANWIL WŁOCŁAWEK

Do kolejnego sezonu wicemistrzowie Polski przygotowywali się pod okiem Daniela Jusupa, który w końcówce poprzednich rozgrywek zastąpił Eugeniusza Kijewskiego. Asystentem trenera, tak jak poprzednio, został Wojciech Kobielski. Z zawodników kończących tak udanie poprzedni sezon nie oglądaliśmy już Raimondsa Miglinieksa (powrócił do Śląska), Ivana Grgata (podpisał kontrakt z KK Zadar), Roberta Witki (przeszedł do Zagłębia Sosnowiec) oraz szukających zatrudnienia w innych polskich klubach Kondraciuka i Makowskiego. Dość długo ważyły się losy Dainiusa Adomaitisa, ale ostatecznie nie odnowiono z nim kontraktu, gdyż jego udział w Igrzyskach Olimpijskich Sydney 2000 mógł okazać się dłuższy i zawodnik nie mógłby wrócić na okres przygotowawczy a także na początek rozgrywek ligowych. Ostatecznie Adomaitis wylądował - podobnie jak Miglinieks - w zespole naszego najgroźniejszego rywala. Oczywiście już wcześniej stało się jasne, że Anwil nie będzie odnawiał kontraktów ze zwolnionymi jeszcze w trakcie rozgrywek Jeffriesem i Timmonsem.

Do pozostających więc z poprzedniego sezonu Griszczuka, Snepsa, Tomaszewskiego, Prawicy i Jankowskiego trener Jusup postanowił dołączyć tym razem całkowicie bałkański zaciąg. Przybyli więc do Włocławka tak znani zawodnicy jak rozgrywający Cibony Zagrzeb i reprezentacji Chorwacji Vladimir Krstić, inny zawodnik mistrza tego kraju, znakomity snajper Davor Marcelić oraz podkoszowy gigant z Hapoelu Jerozolima Miladin Mutavdzić. Ostatecznie skład wzmocnił także rozgrywający Zastalu Zielona Góra Paweł Szczęśniak, oraz niedługo potem znakomity reprezentant Rosji, medalista Mistrzostw Świata i Europy, były zawodnik CSKA Moskwa, Cibony a także włoskich Udine i Varese Jewgienij Kisurin. Oczywiście, tak jak to bywało w poprzednich latach bezpośrednie zaplecze stanowili wychowankowie włocławskiego klubu: Tomasz Andrzejewski, Marcin Cieślak i Marcin Twierdziński.

Rozgrywki, jak się wkrótce okazało, toczyły się pod dyktando jednego zespołu. Niestety, był to zespól wrocławskiego Śląska, nasz najgroźniejszy i chyba jedyny rywal w wal-ce o mistrzowski tytuł. Po raz pierwszy w historii naszej ligi lider rozgrywek nie stracił punktu w sezonie zasadniczym! Anwil dość pewnie zajął drugą lokatę w tabeli mając na koncie o trzy porażki mniej niż następny zespół. O ile przewaga wrocławian nie podlegała dyskusji i można było ze Śląskiem zgubić punkty, o tyle porażka z przeciętnym Brokiem a także surowa lekcja jakiej udzieliła nam przeciętna Stal Ostrów i będący na dorobku Prokom Trefl nie świadczyły najlepiej o nastrojach w zespole. Szczególnie napięte były relacje na linii Jusup - Jankowski. Racje jak zwykle leżały po obu stronach, ale faktem jest, że tuż przed zakończeniem sezonu zasadniczego Jusup przestał być trenerem zespołu. Drużynę przejął dotychczasowy asystent Wojciech Kobielski i do końca rundy zasadniczej nie poniósł już porażki. Także Jankowski odpokutował za swoją postawę i został zawieszony na jakiś czas w prawach zawodnika.

W pierwszej rundzie play-off Anwil spotkał się z zespołem Brok M&S Okna Słupsk. Po pierwszej porażce na własnym parkiecie awans wydawał się dość trudny, wszystko jednak skończyło się zgodnie z planem, choć dopiero po pięciu meczach. Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Przed meczami półfinałowymi z drużyną Hoop Blachy Pruszyński nastąpiła zmiana na stanowisku pierwszego trenera Anwilu. Dotychczasowego, nieźle radzącego sobie Wojciecha Kobielskiego (8-2) zastąpił pokonany przez niego w pierwszej rundzie play-off Stevan Tot. Kobielski pozostał, za namową zawodników w zespole, obejmując ponownie fotel asystenta.

W meczach półfinałowych każdy z zespołów wykorzystywał atut własnego parkietu, a że włocławianie byli w uprzywilejowanej sytuacji ze względu na pozycję w tabeli, to oni mogli (również po pięciu meczach) świętować awans do finału. Był to już trzeci finał z rzędu, a piąty w ogóle dla włocławskiej drużyny w jej dziewięcioletniej historii w pierwszej lidze. Już z tego należało się cieszyć, ale przecież oczekiwania były dużo większe.

Tradycyjnie, w finale przeciwnikiem Anwilu był Śląsk. Wrocławianie udowodnili, że nie przypadkiem byli niepokonaną drużyną w lidze (34-0). Wygrali wszystko u siebie oraz jedno spotkanie we Włocławku i po raz kolejny, całkowicie zasłużenie zostali Mistrzem Polski. Pierwszą porażkę w sezonie ponieśli w pierwszym meczu finałowym rozgrywanym we Włocławku, a był to ich trzydziesty siódmy mecz w sezonie. Kolejny tytuł wicemistrza kraju i tym razem podzielił włocławską publiczność. Wielu było takich, którzy uważali że można było sięgnąć po upragnione złoto. Niestety, statystyki nie kłamią. Wrocławianie rzeczywiście byli zespołem trudnym do pokonania, a wyjątek, że stało się to tylko jeden raz w sezonie zdaje się potwierdzać regułę. Należy być dumnym, że tą jedyną porażkę Śląsk zanotował z Anwilem.

Na osłodę znów pozostał nam niezły występ w Pucharze Saporty, gdzie ulegliśmy dopiero w ćwierćfinale późniejszemu finaliście, Francuzom z Elan Chalon. Zawodnicy Anwilu po raz kolejny zajęli czołowe miejsca w rankingu snajperów. Davor Marcelić wyprzedził w walce o pierwsze miejsce kolegę z zespołu Vladimira Krsticia.

Miejsce po sezonie: 2

Miejsce po rundzie zasadniczej (bilans): 2

Zespół: Tomasz Andrzejewski, Marcin Cieślak, Igor Griszczuk, Tomasz Jankowski, Jewgienij Kisurin, Vladimir Krstić, Davor Marcelić, Miladin Mutavdzić, Roman Prawica, Edgars Sneps, Paweł Szcześniak, Bartłomiej Tomaszewski, Marcin Twierdziński

Trenerzy: Daniel Jusup, Wojciech Kobielski, Stevan Tot

W drugim rzędzie od lewej: Zbigniew Polatowski, Stevan Tot, Tomasz Andrzejewski, Jewgienij Kisurin, Bartłomiej Tomaszewski, Tomasz Jankowski, Miladin Mutavdzić, Roman Prawica, Igor Griszczuk, Wojciech Kobielski, Arkadiusz Krygier

W pierwszym rzędzie od lewej: Davor Marcelić, Edgars Sneps, Vladimir Krstić, Marcin Twierdziński, Marcin Cieślak, Paweł Szczęśniak, Robert Jabłoński