Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Josip Sobin: Jesteśmy na właściwym miejscu w tabeli

Wtorek, 10 Kwietnia 2018, 10:56, Michał Fałkowski

- Musimy iść tym torem, którym idziemy od samego początku sezonu. Jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli, po prostu pracujmy tak samo, jak robiliśmy to do tej pory - mówi Josip Sobin w wywiadzie.

Michał Fałkowski: Myślisz już o play-off?

Josip Sobin: Wiem kiedy się zaczynają, ale czy to oznacza, że myślę o nich? Chyba nie do końca. Jak każdy koszykarz, mam świadomość, ze za chwilę wejdziemy w kluczową fazę sezonu i… tyle.

A masz w głowie, przed zbliżającą się fazą play-off, to co wydarzyło się rok temu?

- Czasem takie myśli i wspomnienia wracają, ale próbuję o tym właśnie nie myśleć. Nowy sezon, nowe rozdanie, nowe wszystko. Nie koncentruję się na tym, co było, bo to nie ma sensu. Jesteśmy na właściwym miejscu w tabeli, bo gramy dobrze i trzeba konsekwentnie pracować tak samo im będzie bliżej play-off oraz w trakcie play-off. Nie ma co zawracać sobie głowy tym, co było. Nie ma sensu dorabiać dodatkowego sensu czy dzielić włos na czworo. Musimy iść tym torem, którym idziemy od samego początku sezonu. Jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli, po prostu pracujmy tak samo, jak robiliśmy to do tej pory.

Rok temu w kwietniu również było pierwsze miejsce w tabeli, a dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej okazało się, że nie trzeba już wygrywać, bo i tak pozycji lidera już nikt nie mógł zagrozić.

- No tak, rzeczywiście sytuacja jest dość podobna. To, co się wydarzyło, po prostu się wydarzyło. Taki jest sport, wiem, to banał, ale w sporcie nigdy nie jest tak, że na 100 przypadków w 100 wygra faworyt. Na razie mamy jeszcze cztery mecze (wywiad przeprowadzony przed spotkaniem z Kingiem Szczecin – przyp. M.F.) do rozegrania i na tym się koncentrujemy.

Dobrze by było, też podobnie jak przed rokiem, zabezpieczyć sobie tę pierwszą lokatę wcześniej, niż np. w ostatnim meczu sezonu zasadniczego.

- Taki jest plan, ale nie w tym kontekście, aby później mieć czas na jakieś rozprężenie czy coś podobnego. Jako sportowcy, chcemy wygrywać. Każdy mecz. Żaden zawodowiec nie wyjdzie na parkiet z myśli „dzisiaj odpuszczę”. Po prostu nie i koniec. Zawsze wychodzisz po to, by wygrać. I idąc tym sposobem myślenia, liczę, że tak będzie. Mam nadzieję, że zapewnimy sobie pierwsze miejsce przed play-off szybciej, niż „za pięć dwunasta”. Dodatkowo, ja uważam, że kalkulacje nigdy nie przynoszą nic dobrego. Kto kalkuluje, temu prędzej czy później odbije się to czkawką.

Jest jakiś zespół, przeciwko któremu chciałbyś zagrać w pierwszej rundzie play-off? Może jakiś przeciwnik, przeciwko któremu grało ci się łatwiej?

- Tak, mam swoje typy z kim chciałbym, lub nie chciałbym się zmierzyć, ale zachowam je dla siebie. Nigdy nie jest dobrze mówić o takich rzeczach głośno. Tym bardziej, że my nie mamy w ogóle żadnego wpływu na pozycje zespołów środka tabeli. Kto wejdzie do play-off, a kto nie, zależy tylko od tych drużyn.

Tyle o play-off, przejdźmy do ciebie. To już półtora roku, jak jesteś we Włocławku. Zaadaptowałeś się w Polsce?

- Tak, ale… jest jeszcze przestrzeń, co do której muszę się przyzwyczaić. Na przykład pogoda (śmiech)! W Chorwacji temperatura praktycznie nie spada poniżej zera, a jak pada deszcz, to i tak nie jest tak zimno, jak w Polsce. Ale ogólnie mieszka mi się tutaj bardzo dobrze. Nie czuję się, jak w obcym miejscu, choć oczywiście to nie dom.

Kiedy poczułeś się we Włocławku komfortowo?

- Nie pamiętam takiego konkretnego momentu, ale po prostu z czasem przywykłem do wszystkich tych rzeczy, które były dla mnie obce czy inne. Mówię właśnie o pogodzie, języku czy jedzeniu. Nie są to jakieś przeszkody, po prostu rzeczy, do których musisz się przyzwyczaić. Nie myślisz o nich w kontekście „dobre” czy „złe”, myślisz „przywyknij”. I taki przykład odnośnie jedzenia. Mogę powiedzieć, że teraz już przywykłem do polskiej kuchni i ją lubię.Bardzo smakują mi pierogi ruskie oraz z kapustką i borówkami. Dodatkowo, często jadam także tatar. Co ciekawe, nigdy nie spotkałem żadnej chorwackiej restauracji w Polsce, nawet jak w pierwszym sezonie dużo częściej podróżowaliśmy z moją dziewczyną, gdy miałem dni wolne. To mogłoby być ciekawe doświadczenie.

Wiadomo, że przy podpisywaniu kontraktów kluczowe są takie kwestie, jak: finanse, pozycja klubu, rola w drużynie i osoba trenera. Ale czy w twoim przypadku, latem gdy przedłużałeś umowę, te aspekty, że znowu mógłbyś grać w mieście, które poznałeś, w otoczeniu osób, które są ci życzliwe, miały znaczenie?

- Były na pewno dużym plusem. Rzeczywiście, tak jak powiedziałeś, najważniejsze są zawsze kwestie ściśle powiązane ze sportem. Ale gdy masz więcej ofert, które są do siebie podobne pod względem koszykarskim, wówczas zaczynasz myśleć o całej otoczce. Ludziach, mieście, hali, atmosferze… I to wtedy ma duże znaczenie. Włocławek jest mały, ale ma do zaoferowania wszystko, czego potrzebujesz. Jest gdzie zjeść, jest gdzie wypić kawę, pospacerować. Mnie wystarcza.

Twoje hobby to łowienie ryb. Miałeś okazję powędkować trochę w Polsce?

- Nie, nigdy nie miałem okazji, choć przyszło mi to kiedyś do głowy.

JOSIP SOBIN WYGRYWA KONKURS RZUTÓW Z POŁOWY

Wisła płynie przez całą długość miasta, do tego kilkanaście jezior wokół, jest w czym wybierać…

- Tak. Wiem, ale ja łowię ryby w morzu…

A to różnica?

- No taka, że w moim przypadku chodzi o całą otoczkę. Szum morza, daleko od brzegu… Choć przyznaję, ostatnio spacerowałem sobie bulwarem i widziałem ludzi łowiących ryby. Nawet przeszło mi przez myśl, żeby kiedyś do nich dołączyć.

Dla kibiców Anwilu byłoby to lekkim szokiem, gdyby ktoś się zorientował, że ten wielki facet na łódce w gumiakach i stroju wędkarskim to Josip Sobin…

- Na pewno (śmiech)! Ja jednak wolę łowić ryby w konkretnym otoczeniu. Łódka, daleko od brzegu, cisza, spokój, szum fal, spławik wystający nad powierzchnię. To mnie wycisza, pozwala się zrelaksować. Nigdy nie łowiłem dla sportu.

Czyli nie pytać cię o rekordy?

- Nie ma sensu, bo nigdy ich nie liczyłem. Nigdy nie kolekcjonowałem rybich trofeów. Łowię, bo to dla mnie forma relaksu w zależności od tego, co akurat potrzebuję. Jak chcę miło spędzić czas, to zbieramy się większą grupą znajomych i wypływamy na cały dzień. Wtedy łowienie ryb łączymy z pływaniem, rozmawianiem, nurkowaniem i tak dalej. A jak czuję, że chcę się psychicznie zregenerować, wyczyścić głowę, to biorę sprzęt, małą łódkę i płynę sam… I przyznam: nawet nie chodzi o te złowione ryby. Chodzi po prostu o tę formę psychicznego odpoczynku. To dla mnie bardzo ważne po wyczerpującym sezonie…

Skoro to dla ciebie tak istotna część życia, sam przyznajesz, że robisz to dla komfortu mentalnego, to dlaczego nie robisz tego właśnie w sezonie? Czy masz inne sposoby na radzenie sobie ze stresem?

- Tak… Przyznaję, że ogólnie, gdy jestem z dala od domu, właśnie czasem to bywa dla mnie trudne. Ale we Włocławku bardzo pomaga mi fakt, że jest ze mną moja dziewczyna. Mam z kim pogadać, mam z kim spędzić czas, oderwać się od koszykówki i przetrzymać te wszystkie trudniejsze dni.

Bywały takie trudniejsze dni w tym sezonie?

- W sumie w tym to… nie. Tak jak teraz sięgam pamięcią, to właśnie ten sezon jest zupełnie innych od poprzednich pod tym względem. Na pewno trudne dni mieliśmy na początku tamtych rozgrywek, gdy przegraliśmy na wstępie trzy z pięciu meczów i było nerwowo. W tym sezonie wszystko układa się, powiedziałbym, płynnie.

Zarówno w ataku, jak i defensywie. A jak defensywa, to wiadomo, Josip Sobin i jego ręce, które są postrachem dla rywali w obronie match-up.

- Dziękuję… Ja nie uważam, że można mnie zakwalifikować tylko do defensywy. Koszykówka po to składa się z obrony i ataku, żeby zawodnik umiał radzić sobie po obu stronach parkietu. I choć cieszę się, że kibice doceniają wysiłek, jaki wkładam w obronę, dla mnie ważna jest każda akcja. Tak samo cenię sobie zatrzymanie rywala, jak i zdobyte punkty.

Trener Igor Milicić wszystko zaczyna od defensywy…

- To prawda… No dobrze, może rzeczywiście ten moment, w którym wszyscy, cała piątka, czujemy, że gramy dobrze w obronie, że łapiemy właściwy rytm, że przesuwamy się zgodnie z naszym systemem, że nasze ręce uniemożliwiają łatwe podania to rzeczywiście jest ten moment, który lubię w meczu. To mnie napędza, ale też widzę, że napędza całą drużynę.

Obecny Anwil jest lepszym od poprzedniego jeśli chodzi o obronę?

- Ciężko powiedzieć, bo tamten Anwil też nie był słaby w tym elemencie… Mamy więcej atletyzmu, może tak odpowiem.

Pytam, bo wiesz jak to się mówi. Atakiem wygrywasz mecze, ale defensywą mistrzostwa.

- Znam to powiedzenie. Jest bardzo prawdziwe. OK, niech będzie. Obecny Anwil jest lepszy od poprzedniego. Bardziej stabilny.

Zakończmy rozmowę pytaniem pół-żartem. Cieszysz się, że Czarni Słupsk nie zagrają na pewno w play-off?

- No na pewno się z nimi nie spotkamy, to chyba dobrze (śmiech). Oczywiście, nie życzę nikomu źle, bo nie należy się cieszyć, gdy kluby przestają istnieć, ale my – z kimkolwiek się nie spotkamy w ćwierćfinale – będziemy już bardziej doświadczeni o tę pamiętną sytuację sprzed roku.