Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Szymon Szewczyk: Tylko zespół będzie wygrywać

Poniedziałek, 05 Lutego 2018, 19:43, Michał Fałkowski

- Tu nie będzie zawodników, którzy będą rzucali po 25 razy w trakcie meczu. To jest zespół i tylko zespół będzie wygrywać – mówi środkowy Anwilu, Szymon Szewczyk po meczu z PGE Turowem Zgorzelec.

Jacek Jaskólski: Wydawać by się mogło, że kluczem do zwycięstwa meczu pierwszej i czwartej ofensywy EBL będzie atak, tymczasem to właśnie obrona w tym spotkaniu była najważniejsza.

Szymon Szewczyk: Zdobyliśmy 98 punktów, oni 74. Nawet w domu dać sobie rzucić 74 punkty to jest dosyć sporo. Tak jak mówisz – pierwszy "ofens" z czwartym się spotkał, ponad 20 punktów różnicy mówi samo za siebie, ale my tę przewagę zbudowaliśmy dzięki dobrej obronie, w szczególności pracy rąk, pomocy. Było kilka takich momentów gdzie tych "rąk" zabrakło. To są błędy, które się zdarzają w każdym meczu, ale tych błędów trzeba popełniać jak najmniej. W dzisiejszym spotkaniu w pewnym momencie potrafiliśmy przeciwstawić się ich atakowi. Przynosiło to wymierny skutek, poprzez szybkie ataki, dobre rzuty. PGE Turów ma to do siebie, że mimo bardzo dobrego ofensu, tak jak powiedziałeś czwartego w lidze, bardzo źle wraca do obrony. Staraliśmy się to wykorzystać i to nam się udawało.

W dużej mierze ograniczyliście poczynania Roda Camphora i Brada Waldowa – obaj nie rzucali na "swojej" skuteczności, także zanotowali razem osiem strat. Takie były założenia przedmeczowe, aby ich ograniczyć?

- Tak. Mieliśmy ograniczyć Waldowa na low-post (pod koszem – przyp. red.), a Camphora we wjazdach i akcjach pick'n'roll. Ogółem wyglądało to nieźle, choć np. Waldow potrafił nas skarcić. Była taka akcja, że sam z nim zostałem jeden na jednego, chłop ma wielką siłę, jest naprawdę duży, no i zdobył punkty. Ciężko się gra przeciwko komuś, kto swodobnie sobie kozłuje w trumnie przez trzy-cztery sekundy, aż wypracuje pozycję. Generalnie jednak możemy być zadowoleni.

Jaylin Airington głosami kibiców został MVP stycznia, a jeśli utrzyma tak wysoką  formę, to być może będzie silnym kandydatem do miana rewelacji sezonu. Jak skomentujesz jego grę w styczniu, z czego wynika taki nagły wzrost formy?

- Dla Jaylina jest to pierwszy rok w europejskim baskecie – przestawienie się z uczelnianej koszykówki na bardzo zorganizowaną, zupełnie inną koszykówkę europejską wymaga trochę czasu. To chłopak, który jest naprawdę bardzo inteligentny, stara się, szuka, widzi, a do tego ufa trenerowi Miliciciowi, słucha go i reaguje na jego wskazówki. To, że zagrał taki miesiąc, to oczywiście jego praca, ale także całego zespołu, bo zawsze staramy się wykreować tego zawodnika, który jest w gazie. Sprawić by miał czystą pozycję, zabrać mu obrońcę czy postawić dobrą zasłonę. Czy może być rewelacją sezonu, największym zaskoczeniem? A czemu by nie? Jest na najlepszej drodze – wszystko zależy czy nadal będzie pracować tak ciężko i tak mocno na treningach. My na pewno będziemy mu pomagać. 

Do drużyny dołączył Quinton Hosley – niekwestionowane wzmocnienie. Grałeś z nim we Włoszech. Co według ciebie może dać zespołowi?

- "Q" ma bardzo długie ręce, więc jak tylko wejdzie w nasz system obrony to na pewno jego energia, zasięg ramion i zawziętość dołożą cegiełkę do tej układanki. Wiadomo, na razie jest "świeży" w taktyce, musi się wkomponować, ale jest bardzo inteligentny jeżeli chodzi o koszykarskie rzemiosło. Grał w wielu zespołach z wieloma trenerami i nie wydaje mi się, żeby długo trwał jego okres adaptacyjny. On jest bardzo dobrym obrońcą, który potrafi ograniczyć poczynania najlepszych zawodników i tego od niego będziemy oczekiwać. W ataku jak każdy z nas musi wykonać swoją robotę – ktoś jest od zasłaniania w danej akcji, ktoś musi przekozłować, ktoś musi podać. Na pewno jednak liczymy na jego zmysł do gry w defensywie i to, że jego obecność zwiększy nam rotację, czyli pole manewru.

A propos rotacji – nie obawiasz się o swoje minuty kiedy trener będzie chciał zagrać na przykład niską parą pod koszem: Hosley i Paweł Leończyk?

- Ja wykonuję swoją robotę, zdaję sobie sprawę, że czasami będą mecze, które bardzo dobrze ułożą się po mojej myśli, a jeżeli trafią się takie, w których będę występował mniej, to OK. Każdy ma do wykonania swoją pracę jak najlepiej potrafi.

Wszystko wskazuje na to, że Hosley i Ivan Almeida będą liderami tego zespołu. Mógłbyś jakoś porównać tych zawodników?

- Tu nie będzie liderów. Tu nie będzie zawodników, którzy będą rzucali po 25 razy w trakcie meczu. To jest zespół i tylko zespół będzie wygrywać. To że Ivan wykorzystuje swoje warunki fizyczne nad przeciwnikami, to dlatego, że cała strategia jest tak ustawiona, aby jemu było łatwiej. Tak może być w przypadku „Q”, ale też innych graczy, którzy akurat mają dobry dzień. Tak jak powiedziałem: każdy z nas ma swoją robotę do wykonania.

Przed wami teraz wyjazd do Warszawy na turniej finałowy Pucharu Polski. W ćwierćfinale gracie z Asseco Gdynia, z którym w pierwszym meczu sezonu zasadniczego wysoko wygraliście. Macie jakieś oczekiwania względem tego turnieju?

- Jedziemy tam z nastawieniem, żeby walczyć o wygranie Pucharu Polski, a czy nam się to uda, to się okaże. Trzeba się odpowiednio przygotować i nie wybiegać dalej, niż pierwszy mecz. Mamy Asseco i to jest dla nas najważniejsze. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy liczą, że wygramy z nimi. To są młodzi zawodnicy, którzy szarpią, walczą, gryzą parkiet. Przy takim zespole też trzeba się skupić i namęczyć. To nie jest tak, że przyjeżdzają młodzi-gniewni, a my im pokażemy i damy pstryczka w nos. To my musimy im udowodnić, że jesteśmy na pierwszym miejscu, jesteśmy liderem i nie z przypadku na tym miejscu się znajdujemy. Co będzie dalej, będziemy myśleć, tak jak będzie się sytuacja rozwijać – miejmy nadzieję po naszej myśli.