Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Zimny prysznic na własną prośbę

Sobota, 21 Października 2017, 21:24, Michał Fałkowski

To miał być ofensywny mecz i taki był. Niestety, po dogrywce lepsi okazali się gracze PGE Turowa Zgorzelec 99:96. Porażka jest tym boleśniejsza, że w trzeciej kwarcie włocławianie wygrywali wysoko.

TŁO: Dla kogo prawo serii – zastanawialiśmy się w przedmeczowej zapowiedzi. Czy dla PGE Turowa, który wygrał dwa poprzednie spotkania, czy dla Anwilu Włocławek, który nie przegrał jeszcze w tym sezonie?

KLUCZOWY MOMENT: Włocławianie prowadzili w pewnym momencie trzeciej kwarty 60:41, a na początku czwartej odsłony 73:57 i wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą Rottweilerów. Goście utrzymywali koncentrację, grali z dyscypliną taktyczną i ograniczyli poczynania jednego z dwóch liderów PGE Turowa, Stefana Balmazovicia. W ciągu 34 minut Serb zdobył tylko sześć oczek i miał 1/6 z gry. W najważniejszym momencie potrafił się jednak „uruchomić” i trafiając 5/7 rzutów praktycznie własnoręcznie doprowadził do dogrywki. W niej psychologiczna przewaga była już po stronie gospodarzy, którzy wygrali dodatkowy fragment 11:8 i cały mecz 99:96.

NAJLEPSZY STRZELEC: Michał Nowakowski rozegrał najlepsze spotkanie w barwach Anwilu, rzucając 23 punkty w 23 minuty spędzone na parkiecie. Silny skrzydłowy trafił m.in. wszystkie swoje cztery próby z dystansu, a także zebrał sześć piłek. Szkoda więc, że tak dobry występ (nawet pomimo pięciu fauli) nie przełożył się na zwycięstwo zespołu.

STATYSTYKA: Anwil wygrał zbiórki 36:31, miał 20 asyst i 16 strat (przy odpowiednio: 19 i 18 PGE Turowa), a także trafiał z dystansu na znakomitej skuteczności 46,4 procent (13/28). Mimo to schodził z parkietu przegrany. Jak to mówią – diabeł tkwi w szczegółach i takim detalem w sobotnim starciu okazały się wymuszone faule. Koszykarze ze Zgorzelca oddali aż 32 próby z linii (trafili 27), a włocławianie zanotowali w tym elemencie wstydliwe 11/22. Niestety, duży w tym udział Ivana Almeidy, który rozegrał najsłabsze spotkanie w tym sezonie. Kabowerdeńczyk miał zaledwie 3/11 w tym elemencie, a także 3/10 z gry. Wierzymy jednak, że taki występ skrzydłowego to tylko wypadek przy pracy. Podobnie zresztą jak występ całego zespołu.

ZIMNY PRYSZNIC JAK POWRÓT HISTORII: Dwa lata temu Anwil również miał bilans 3-0 na początku rozgrywek, ale nieoczekiwanie przegrał z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Tamtą lekcję drużyna z Włocławka wzięła sobie jednak mocno do serca i w kolejnych tygodniach grała jak z nut. Oby zimny prysznic w Zgorzelcu podziałał tak samo na obecną ekipę.

CYTAT: – Zdecydowanie zabrakło nam taktycznej dyscypliny i koncentracji. Gdy przez długie minuty graliśmy to, co sobie zakładaliśmy i bezwzględnie wykorzystywaliśmy nasze przewagi, prowadziliśmy. Gdy przestaliśmy grać zdyscyplinowanie, wówczas PGE Turów zaczął odrabiać i złapał drugi oddech. W dotychczasowych meczach graliśmy bardzo dobrze w ataku, ale też wygrywaliśmy dzięki defensywie. Po trzech kolejkach mieliśmy najlepszą obronę w lidze. Dzisiaj tego zabrakło. Liczę, że to będzie lekcja dla nas, która uzmysłowi jak wiele pracy jeszcze przed nami – powiedział Igor Milicić, trener Anwilu.

COMING SOON: Przed Anwilem teraz seria trzech meczów w domu. Przeciwnicy tyleż co teoretycznie słabsi (Czarni, TBV Start i Legia), co jednocześnie nieprzewidywalni. Najbliższe starcie (z Czarnymi Słupsk) w sobotę 28 października o godz. 14 w Hali Mistrzów. Czas na rewanż za play-off!

PGE Turów Zgorzelec - Anwil Włocławek 99:96 (19:14, 19:32, 19:24, 31:18, 11:8)

PGE Turów: Ayers 24, Balmazović 18, Mack 11, Patoka 11, Han 8, Bochno 7, Waldow 7, Jarecki 5, Koelner 3, Petrukonis 2

Anwil: Nowakowski 23, Zyskowski 15, Delas 13, Sobin 13, Almeida 9, Łączyński 9, Leończyk 7, Szewczyk 6, Airington 1, Komenda 0