Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Déjà vu w Pucharze Polski

Czwartek, 16 Lutego 2017, 11:00, Michał Fałkowski

Dwa tygodnie temu lepszy był Anwil Włocławek, ale czy tamten wynik jest w stanie powtórzyć także w Warszawie w rozgrywkach Pucharu Polski? MKS Dąbrowa Górnicza liczy na odwet na Rottweilerach.

TŁO MECZU: MKS Dąbrowa Górnicza nie jest tajemnicą dla Anwilu Włocławek, wszak terminarz gier ułożył się w ten sposób, iż drużyna Drażena Anzulovicia grała w Hali Mistrzów niespełna dwa tygodnie temu. Koszykarze z Włocławka mają więc z pewnością jeszcze w głowach informacje, które pozwoliły im wygrać mecz w Hali Mistrzów na początku lutego.

DWA TYGODNIE TEMU: – Anwil miał więcej jakości i podejmował mądrzejsze decyzje. My popełnialiśmy błędy i pudłowaliśmy nawet z linii. Tak nie da się wygrywać meczów – mówił po tamtym spotkaniu trener Anzulović, który najwięcej pretensji miał do swoich graczy jeśli chodzi o skuteczność osobistych. W całym spotkaniu MKS trafił tylko… trzy takie rzuty (na 10 prób)! Trudno przypuszczać, by podobny przypadek zdarzył się w pucharowym spotkaniu w Warszawie; podobnie zresztą jak ciężko oczekiwać, iż znowu jak „Król” i absolutny dominator strefy podkoszowej zagra Josip Sobin. Chorwat nie schodzi nigdy poniżej pewnego poziomu, ale o powtórzenie dorobku 28 punktów i 12 zbiórek będzie szalenie trudno.

OSTATNIO: Zwycięstwo nad MKSem było dla Anwilu czwartym z rzędu, ale serię włocławian w ostatni weekend przerwali koszykarze Miasta Szkła Krosno (71:78). Tymczasem na porażkę w Hali Mistrzów bardzo dobrze zareagowali dąbrowianie, którzy najpierw zdemolowali AZS Koszalin 90:60, a następnie pokonali PGE Turów Zgorzelec 73:63.

UWAGA NA TRÓJKI: We wspomnianym wcześniej pojedynku MKS trafił w pierwszej kwarcie cztery z siedmiu trójek i dzięki temu prowadził 22:16, a włocławianie musieli gonić wynik. Poprawienie tego elementu (w kolejnych trzech kwartach dąbrowianie trafili łącznie tylko trzy rzuty z dystansu) pozwoliło wrócić Anwilowi do gry, złapać dobry rytm i w konsekwencji wygrać mecz. Dla porównania, błędy w obronie w Krośnie sprawiły, że zawodnicy Miasta Szkła – trafiając w całym spotkaniu 13 trójek – odrobili 15 punktów i ograli włocławian. W kontekście piątkowej rywalizacji oraz obecności w składzie MKSu takich strzelców jak Kerron Johnson, Byron Wesley, Piotr Pamuła czy Bartłomiej Wołoszyn, defensywa Anwilu na obwodzie musi być jak w zegarku.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI: W barwach Polonii Kamil Łączyński nie grał co prawdy nigdy w hali na Ursynowie, ale rozgrywający Anwilu i tak przeżyje powrót do przeszłości. A może właściwie powrót do młodości? W końcu „Łączka” to rodowity warszawianin, który właśnie w tej dzielnicy chodził do szkoły jako nastolatek. A stołeczne miasto reprezentował przez pierwszych pięć lat swojej seniorskiej kariery.

TRUDNIEJSZY TERMINARZ, ŁATWIEJSZA DRABINKA: Koszykarze Anwilu i MKSu wyjdą na parkiet jako ostatni spośród wszystkich uczestników (w piątek wieczorem), co oznacza, że ta drużyna, która zwycięży, będzie miała bardzo mało czasu na regenerację przed sobotnim półfinałem (zagra albo z Treflem, albo z Miastem Szkła). Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak oddać, że ta część drabinki Pucharu Polski, w której znaleźli się włocławianie, wygląda na nieco łatwiejszą. Starcie z mistrzem Polski Stelmetem BC, liderem tabeli Polskim Cukrem, nieprzewidywalnym PGE Turowem czy silnym ofensywnie Kingiem to melodia dopiero ewentualnego finału.

MIEJSCE W GABLOCIE CZEKA: Kibice Anwilu Włocławek z pewnością nie jeden raz zwrócili uwagę, że w AnwilFan Corner, gdzie dumnie prezentują się wszystkie klubowe trofea, jest jeszcze sporo miejsca na kolejne statuetki. Rottweilery wygrały Puchar Polski (także pod nazwą Puchar Ligi w latach 90-tych) trzykrotnie w swojej historii; po raz ostatni równo 10 lat temu. Przerwa ta jest zdecydowanie zbyt długa…

CZAS i MIEJSCE: Warszawska Arena Ursynów, piątek 17 lutego godz. 20.30. Bezpośrednia transmisja radiowa oczywiście w Radiu Anwil, bezpłatna transmisja telewizyjna na www.IPLA.tv. Ewentualny półfinał odbędzie w sobotę 18 lutego o godz. 17.50, a finał dzień później także o tej samej godzinie.